Uwzględniając naturę rynków finansowych, które dyskontują zmiany, może stanowić to dobry argument za umocnieniem złotego w najbliższych kilkunastu tygodniach. Co ciekawe, jeżeli weźmiemy pod analizę koszyk złotego, to okazuje się, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni zyskał na wartości, mimo że po drodze mieliśmy komunikat amerykańskiego Fedu, a w ostatni weekend w kraju kryzys w Sejmie. Teoretycznie możliwość aż trzech podwyżek stóp w USA w przyszłym roku powinna szkodzić rynkom wschodzącym… gdyby nie fakt, że najbliższego ruchu spodziewamy się dopiero w czerwcu, a po drodze będziemy mieć wiele danych makro, a także pierwsze decyzje nowej administracji Donalda Trumpa. Natomiast od politycznych przepychanek w parlamencie inwestorów bardziej interesuje to, jakie będzie przełożenie planu Morawieckiego na gospodarkę w perspektywie najbliższych kilku kwartałów. W tym kontekście polskie aktywa mogą być niedowartościowane.
W krótkim okresie trudno będzie jednak o wyraźniejsze umocnienie złotego.
Zresztą nie leży ono nawet w interesie rządu — tu im słabsza waluta, tym większy księgowy zysk Narodowego Banku Polskiego, który może wspomóc przyszłoroczny budżet. Przeszkodą jest ponownie mocniejszy dolar, który zyskał dzięki wzrostowi napięcia geopolitycznego po zamachach terrorystycznych, a także słowach szefowej Fedu Janet Yellen, spodziewającej się przyspieszenia dynamiki płac.