ZM Kania uwierzyły w moc sieci

MICH
opublikowano: 2012-07-13 08:10

ZM Kania zapowiada intensywny wzrost razem z dyskontami. Tradycyjne sklepy nie mają przyszłości.

Wbrew doniesieniom o złej kondycji branży mięsnej, tegorocznym bankructwom, m.in. PMB Białystok i grupy MAT, rosnących cenach surowców i spadkach marż — Zakłady Mięsne Henryk Kania (ZM Henryk Kania) kuszą zwyżkami.

— Moce produkcyjne pozwalają na osiągnięcie 50 mln zł przychodów miesięcznie. Obecnie uzyskujemy około 60 proc. tej wartości. W tym roku przychody będą o kilkadziesiąt procent wyższe niż w 2011 r., przy zachowaniu rentowności na poziomie EBITDA z pierwszego kwartału 2012, czyli 7,6 proc. [w 2011 r. było to 21,9 mln zł zysku EBITDA przy 310,5 mln zł przychodów ze sprzedaży — red.] — zapowiada Henryk Kania, prezes ZM Henryk Kania. Spółka po I kwartale miała 85 mln zł zobowiązań długoterminowych.

— Ten poziom wynika z inwestycji, dzięki którym mamy jeden z najnowocześniejszych zakładów przetwórstwa mięsnego w Polsce. Wypracowywane wyniki finansowe powodują, że zadłużenie jest na bezpiecznym poziomie i nie mamy żadnych problemów z jego obsługą — twierdzi Henryk Kania. Firma jest obecna w większości sieci handlowych i chce być trzecim graczem na rynku dystrybucji nowoczesnej.

— Chcemy rosnąć wraz z rozwojem sieci handlowych. Zwłaszcza popularność dyskontów daje producentom szansę na dotarcie do ogromnej grupy klientów. Rozpoczęcie współpracy z Biedronką, w której jesteśmy obecni i pod marką sieci i pod swoją, pozwoli nam na zwiększenie wolumenów produkcji. Jesteśmy w stanie rosnąć tak szybko, jak sieci i stać się alternatywą dla mięsnego duopoluSokołowa i Animeksu — deklaruje prezes ZM Henryk Kania.

— Prawdziwa dobra i silna konkurencja jest niezbędna dla ciągłego rozwoju każdej firmy i budowania silnej branży mięsnej w Polsce, stąd z zadowoleniem przyjmujemy takie wypowiedzi. Przy ponad 800 firmach mięsnych działających na polskim rynku, w dużej mierze bardzo dynamicznych firm średnich i większych, trudno mówić o zasadniczej dominacji którejkolwiek z nich, szczególnie mając na uwadze powszechną dostępność każdego z kanałów dystrybucji — mówi Andrzej Pawelczak, rzecznik Animeksu.

— Sokołów i Animex to firmy, które wyspecjalizowały się w konkretnych grupach produktowych i pracują na ogromnych wolumenach. Dzięki temu mają bardzo dużą przewagę kosztową nad innymi. Pojedyncze przedsiębiorstwo nie jest w stanie z nimi konkurować, natomiast byłaby tego w stanie spróbować wyspecjalizowana grupa firm — komentuje Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

Zdaniem prezesa ZM Henryk Kania, dla producenta wędlin sprzedaż w kanale tradycyjnym nie ma przyszłości.

— Klient ma coraz większą świadomość tego, co chce kupować.A chce jeść smaczne, bezpieczne produkty o wysokiej jakości. Oczekuje także mięsa z etykietą, na której przeczyta dokładne składniki. To znajdzie tylko w sklepie z samoobsługą — mówi Henryk Kania. Spółka negocjuje dostawy do niemieckich sieci handlowych. Dzisiaj jej produkty można znaleźć w tamtejszym Realu czy Tesco w Wielkiej Brytanii.

— Jesteśmy zainteresowani tymi rynkami, ale eksport to na razie kilka procent produkcji. Uważamy, że wciąż dużo do zrobienia mamy w kraju i tu chcielibyśmy wejść jeszcze do kolejnych dwóch sieci — wylicza Paweł Sobków.