Janusz Śniadek, szef "Solidarności"
Związkowiec obawia się, że w jednym ministerstwie gospodarki, pracy i polityki społecznej może dojść do konfliktu interesów osobnych wcześniej resortów.
- Z dużym niepokojem patrzę na te zmiany, czy tak wielkie obciążenia nie odbiją się negatywnie na funkcjonowaniu całości. (...) Są naturalne różnice obu resortów, minister pracy bardziej zwracał uwagę na sprawy społeczne i socjalne, a w działaniach ministra gospodarki dominowała ekonomia - powiedział PAP.
Według niego, powodzenie połączonego resortu będzie zależeć od tego, czy Jerzy Hausner będzie umiał właściwie zrównoważyć interesy ministra pracy i ministra gospodarki.
- Można się zastanawiać, czy będzie on bardziej ministrem pracy czy ministrem gospodarki. Będzie to bardzo trudne do pogodzenia, tak jak na przykład obowiązki prokuratora z funkcją obrońcy - dodał Janusz Śniadek.
Atutem scalenia w jedno obu ministerstw jest możliwość łatwiejszego kontaktu między związkiem a rządem.
- To może uprościć wzajemny dialog. Do tej pory często rozmawialiśmy z ministrem pracy, ale musieliśmy też negocjować z ministrem gospodarki - wyjaśnił lider "Solidarnośći".
Przewodniczący związku podkreślił, że Jerzy Hausner jako szef resortu gospodarki, pracy i polityki społecznej będzie teraz ministrem "narażonym na największe ciśnienie społeczne".
Wiesława Ziółkowska z Rady Polityki Pieniężnej
- Poniedziałkowa decyzja o rekonstrukcji rządu nie powinna mieć większego wpływu na rynek walutowy (...). Nie wiem, jakie dalej idące będą przekształcenia i czy tylko na tym się zakończy. Ale minister Hausner jest osobą bardzo kompetentną i może dobrze, że to będzie w jednym ręku" - powiedziała.
Jej zdaniem, połączenie ministerstwa pracy i gospodarki może mieć pozytywny wpływ, ułatwiający i upraszczający proces decyzyjny.
Wiesława Ziółkowska stwierdziła, że nie zna nowego ministra skarbu.
Aldona Kamela-Sowińska, były minister skarbu
- Połączenie Ministerstwa Gospodarki z Ministerstwem Pracy nie jest dobrym pomysłem, bo łączy się interesy gospodarcze z socjalnymi - powiedziała PAP.
- W warunkach polskich połączenie ministerstw gospodarki i pracy zawiera w sobie sprzeczność. Interesy gospodarcze, inaczej rynkowe zostaną zestawione z interesami społecznymi - powiedziała.
Zastanawiała się też, czy jedna osoba i jedno ministerstwo będą potrafiły zrealizować dwa teoretycznie rozbieżne cele. Według niej, połączenie ministerstw może "pogorszyć, a nie polepszyć sytuację".
Komentując odwołanie Wiesława Kaczmarka ze stanowiska ministra Skarbu Państwa powiedziała, że i "tak musiałby zostać odwołany z powodu niewykonania ustawy budżetowej. Przez dwa lata z rzędu nie zostaną bowiem zrealizowane przychody z prywatyzacji zaplanowane w ustawach budżetowych.
Jeremi Mordasiewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych
Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych ma nadzieje, że połączenie resortów gospodarki oraz pracy i polityki społecznej nie będzie oznaczało zaniechania restrukturyzacji przemysłu państwowego.
Jeremi Mordasewicz o decyzji premiera powiedział "nie wiem, co poeta miał na myśli".
- Uważamy, że minister Hausner w tym gabinecie należy do ministrów bardzo sprawnych. Natomiast dobrą opinię mamy też o Piechocie. Uważaliśmy, że jest to człowiek, który chce coś dobrego zrobić w gospodarce. (...) Gdyby połączenie miało oznaczać, że nie będzie przemian gospodarczych, nie będzie restrukturyzacji przemysłu państwowego to byłoby bardzo niedobrze - powiedział.
Maciej Płażyński, szef Platformy Obywatelskiej
Platforma Obywatelska jest zadowolona z odejścia ministra skarbu Wiesława Kaczmarka, a połączenie ministerstwa gospodarki i pracy ocenia jako zaskakujące i ryzykowne - zmiany w rządzie skomentował Maciej Płażyński.
- Do ministra Kaczmarka mieliśmy pretensje, że właściwie wstrzymał prywatyzację. Nie był to udany rok w jego działalności - powiedział.
- Połączenie ministerstwa pracy i gospodarki jest zaskakujące, ryzykowne i wydaje się, że nie przyniesie wyraźnego efektu - ocenił szef PO. Według niego, taka roszada personalna jest kosmetyką.
Dodał, że premier będzie ponosił odpowiedzialność za taki eksperyment.
Roman Giertych. lider Ligi Polskich Rodzin
Zmiany w rządzie ogłoszone w poniedziałek przez premiera Leszka Millera to "czyszczenie ludzi prezydenta" – ocenia lider LPR.
- Politycznie to jest czyszczenie ludzi prezydenta. To jest wyraźne, że rozwija się spór na linii Kancelaria Premiera i Prezydenta - powiedział PAP.
Wyjaśnił, że chodzi mu przede wszystkim o odwołaniu ministra skarbu Wiesława Kaczmarka i połączeniu resortów gospodarki i pracy, co wiąże się z utratą funkcji w rządzie przez Jacka Piechotę.
- Nie mogę ukryć pewnej dozy satysfakcji z faktu, że Wiesław Kaczmarek przestał być członkiem rządu RP. Rzeczywiście sposób, forma działania, które miały miejsce w okresie jego urzędowania świadczą o tym, że zupełnie się na tę funkcję nie nadawał – podkreślił.
Janusz Krzyżewski z Rady Polityki Pieniężnej
- Należy się cieszyć, że ministerstwa się połączą, ponieważ usprawni to działanie rządu. Im mniej administracji w gospodarce, tym lepiej - powiedział PAP. Dodał, że przed nowym ministerstwem stoi ważne zadanie wypracowania takich mechanizmów gospodarczych, które doprowadzą do powstania nowych miejsc pracy, zamiast ich sztucznego tworzenia.
Ma on nadzieję, że rekonstrukcja rządu nie wpłynie natomiast na rynek walutowy. Według niego, euro będzie się umacniać w stosunku do złotego, ten proces już się rozpoczął. Jednak nie będą to sensacyjne zmiany.
ONO, PAP