Zmiany tradycyjnie co cztery lata

Marcin Goralewski
opublikowano: 2006-01-30 00:00

Nowa ekipa rządowa przejmie jutro kontrolę nad radą nadzorczą KGHM, a później nad zarządem. Analitycy: jest szansa na lepsze zarządzanie.

Jutro odbędzie się nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy KGHM, w którym skarb państwa posiada ponad 44 proc. udziałów. Obrady będą dotyczyły zmian w radzie nadzorczej spółki.

— To już taki zwyczaj, że po wyborach parlamentarnych w KGHM dochodzi do zmian w radzie, a zaraz później w zarządzie — mówi jeden z obecnych członków nadzoru KGHM.

Zwyczaj szybko się nie zmieni. Jest bowiem mało prawdopodobne, aby obecna ekipa rządowa przeprowadziła dalszy etap prywatyzacji spółki (choćby z uwagi na sprzeciw silnych związków zawodowych).

Skarb państwa posiada pięciu reprezentantów w dziewięcioosobowej radzie nadzorczej, pracownicy trzech, a inwestorzy zagraniczni jednego. Jutrzejsze zmiany będą wstępem do roszad w zarządzie. Wcześniej pojawiały się informacje, że ze zmianą menedżerów rada nadzorcza poczeka jednak do zakończenia kadencji, czyli zgromadzenia akcjonariuszy, które skwituje ubiegły rok.

— Sądzę, że zmiany w zarządzie zostaną przeprowadzone tak szybko, jak to możliwe — mówi Ryszard Zbrzyzny, poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej i szef największego związku zawodowego działającego w KGHM.

Najszybciej, czyli prawdopodobnie po co najmniej siedmiu dniach od wyboru rady. Tyle bowiem potrzeba, aby zwołać posiedzenie rady nadzorczej. Wcześniej mówiło się jednak, że zmiany przed upływem kadencji będą oznaczały konieczność wypłaty odszkodowań. Teraz nie jest to już takie pewne. Jak roszady postrzega rynek?

— Pozytywnie. Spodziewane zmiany w zarządzie pozwalają sądzić, że jakość zarządzania spółką się podniesie — mówi Grzegorz Lityński analityk KBC Securities.

Na giełdzie kandydatów do fotela prezesa KGHM często pojawia się nazwisko Stanisława Bortkiewicza, szefa warszawskich wodociągów. Ta kandydatura ponoć jednak nie cieszy się poparciem wszystkich sił działających w PiS.