Zmiany w bankach: najciekawsze przed nami

Michał Kobosko
opublikowano: 1999-04-15 00:00

Zmiany w bankach: najciekawsze przed nami

W KOLEJCE PO WŁAŚCICIELA: Maria Wiśniewska (Pekao SA), Andrzej Topiński (PKO BP), Tadeusz Głuszczuk (Bank Zachodni), Michał Machlejd (BGŻ) jeszcze nie wiedzą, z jakim inwestorem przyjdzie im się porozumiewać po prywatyzacji.

Wydawało się, że im bliżej końca prywatyzacji polskich banków, tym mniejsze będą emocje i tym nudniej będzie bankowcom, inwestorom i dziennikarzom. Tymczasem jest wręcz odwrotnie. Mija tydzień za tygodniem, a emocje towarzyszące bankom nie tylko nie maleją, ale wręcz jest ich coraz więcej.

POWODÓW jest co najmniej kilka. Po pierwsze, mimo że ilościowo banków do sprywatyzowania pozostało już bardzo niewiele, to są to firmy najważniejsze, zarówno pod kątem gospodarczym, jak i politycznym. Nic dziwnego, że o sprzedawaniu banków mówią nie tylko ich właściciele, ale także politycy różnej maści, organizacje związkowe, wyznaniowe itd. Jednocześnie z racji otwarcia polskich granic, globalizacji gospodarki, tempa naszego rozwoju ekonomicznego i poważnego „niedobankowienia” społeczeństwa, zainteresowanie zachodnich inwestorów gwałtownie wzrosło.

CZYM MOŻNA zaspokoić apetyty banków zagranicznych? Zostawmy przypadki najtrudniejsze, takie jak BGŻ (ustrój systemu banków spółdzielczych jest jeszcze daleki od wykrystalizowania) i PKO BP (o problemie starych kredytów mieszkaniowych ciągle się mówi zamiast zacząć go rozwiązywać). Pekao SA powinno zyskać inwestora wkrótce, choć wydaje się, że im bliżej decyzji, tym więcej przeszkód napotykają urzędnicy resortu skarbu. No bo jak tu wybrać między bardzo pożądanym i politycznie poprawnym, ale nie palącym się do wchodzenia w „trudne przypadki” Citibankiem, a włoskim Unicredito Italiano. Włosi po pierwsze uwikłali się w skomplikowaną konsolidację na rodzimym rynku, a po drugie — zdaniem wielu polityków — są jedynie narzędziem w rękach banków i ubezpieczycieli z Niemiec.

RÓWNIE TRUDNYM przypadkiem jest Bank Zachodni z Wrocławia. Sądząc po kolejce i markach inwestorów, którzy brali udział w przetargu, jest to naj- atrakcyjniejszy bank w Polsce. Tymczasem nie tylko uczestnicy przetargu wiedzą, że bank ma za sobą kompromitujące obniżenie ubiegłorocznych wyników w efekcie pozostawienia dziur w systemie kontroli wewnętrznej.

MOŻNA POWIEDZIEĆ, że paradoksalnie Zachodniemu opłaciło się być ostatnią prywatyzowaną instytucją z komercyjnej „dziewiątki” wydzielonej w 1989 roku z NBP. Ale tak naprawdę najbardziej powinno to opłacać się Skarbowi Państwa, który za 80 proc. akcji BZ może otrzymać 900 mln USD.

W FINALE konkursu piękności bierze udział trójka silnych graczy. Stosunkowo najmniejsze szanse na kupno Zachodniego daje się austriackiemu Raiffeisenowi, który, choć udowodnił, że potrafi rozwijać się w Polsce organicznie, nie jest zaprawiony w bojach o polskie banki. W tej sytuacji liczyć się będą głównie irlandzki Allied Irish Bank oraz francuskie Societe Generale. Zaletą, ale i być może wadą AIB, jest dotychczasowa obecność w Polsce. Irlandczycy udowodnili w WBK, że są w stanie zmienić polski bank w dynamiczną instytucję o znaczeniu międzynarodowym. Ale czy to jest wystarczający powód, by oddać im kolejny prywatyzowany bank? W porównaniu z Irlandczykami doświadczenia Francuzów są u nas minimalne. Ale SG, które będzie łączone z Paribas, a być może także z BNP, ma szansę stać się — przynajmniej do czasu kolejnej wielkiej fuzji europejskiej — największym bankiem na naszym kontynencie. Byłoby dobrze, gdyby instytucja o takim zasięgu była obecna w Polsce.

ALE I PROPOZYCJA Francuzów ma słabe strony. Brak obecności w Polsce to brak kontaktów, doświadczeń, wiedzy, którą mają inni. Poza tym inwestycji bankowej nie można traktować w oderwaniu od innych działań Francuzów, takich jak wyjawiany bez ogródek apetyt giganta ubezpieczeniowego AXA na przejęcie PZU. Gdyby ta transakcja miała dojść do skutku, wówczas szanse SG w wyścigu o Zachodni teoretycznie znacznie by stopniały.

JAK WIDAĆ, nie ma perfekcyjnego kandydata na przejęcie Zachodniego. Ale też żaden pretendent nie stoi na z góry straconej pozycji. Wiosna w polskich bankach naprawdę będzie bardzo ciekawa.