Zmniejszenie środków jest klęską budownictwa

Roman Nowicki
31-01-2000, 00:00

Roman Nowicki: Zmniejszenie środków jest klęską budownictwa

CORAZ NIŻSZE EFEKTY: Zamiast opracowania Wielkiego Narodowego Programu Mieszkaniowego mamy systematyczne ograniczanie nakładów na tę dziedzinę gospodarki — dowodzi Roman Nowicki. fot. Borys Skrzyński

Klamka zapadła. Przyjęto najgorszy po wojnie budżet dla budownictwa mieszkaniowego. Obietnice przedwyborcze zostały wyrzucone na śmietnik. W ubiegłym roku oddaliśmy do użytku około 75 tys. mieszkań, tzn. mniej niż 40 lat temu. Po raz pierwszy w historii poziom nowego budownictwa nie wystarcza na prostą reprodukcję (według Instytutu Gospodarki Mieszkaniowej, do 2010 r. rozpadnie się na skutek braku remontów około 800 tys. mieszkań). Statystycznie już 1,5 mln samodzielnych gospodarstw domowych nie ma odrębnych mieszkań, a 30 proc. (ponad 3 mln) istniejących lokali wymaga pilnych remontów. Liczba osób całkowicie pozbawionych dachu nad głową wzrosła w ostatnich latach kilkunastokrotnie i wynosi już około 200 tys.

KRAJE KAPITALISTYCZNE, w których bogiem jest pieniądz, wydają na wspomaganie mieszkalnictwa 2-5 proc. PKB, traktując to przede wszystkim jako dobry interes (ożywienie rynku mieszkaniowego powoduje, że wpływy z podatków do budżetu kilkakrotnie przewyższają wydatki na te cele). Jest drugi powód — mieszkania są tak drogim dobrem rynkowym, że nawet bogate rodziny nie są w stanie rozwiązać tego problemu, zdane jedynie na niewidzialną rękę rynku.

W 1992 ROKU, trudnym roku transformacji, wydaliśmy z budżetu na sferę mieszkaniową 2 proc. PKB, w 1998 r. — relatywnie ponad trzy razy mniej, w ubiegłym roku — już pięciokrotnie mniej, a w tym roku zaledwie około 0,35 proc. PKB, a więc niemal sześciokrotnie mniej! Rynek budownictwa mieszkaniowego zdycha na życzenie polityków.

OCZYWIŚCIE nie sprawy socjalne decydują, że kolejny raz w „PB” wracam do tych tematów. Chcę uzmysłowić, że budowa mieszkań to około 20 proc. rynku inwestycyjnego. W grubym przybliżeniu wartość wybudowanych mieszkań w złym przecież ubiegłym roku przekroczyła 15 mld zł. Łatwo sobie wyobrazić koniunkturę dla przedsiębiorstw produkujących materiały budowlane i budowlano-montażowych, gdyby w tym roku przeznaczono na mieszkania choćby połowę tego, co w pierwszych latach transformacji. Te dodatkowe środki publiczne powinny być przekazane na dopłaty do tanich kredytów, na budownictwo socjalne i komunalne, na tanie kredyty remontowe, uzbrojenie terenów budowlanych, zasiłki mieszkaniowe oraz rozwój towarzystw budownictwa społecznego.

TAK JEDNAK się nie stało. Oczekują nas dalsze ograniczenia zatrudnienia w przedsiębiorstwach pracujących na rzecz mieszkalnictwa, trzeba się też liczyć z bankructwem wielu firm wyspecjalizowanych w produkcji mieszkaniowej. Opinie ekonomistów, podkreślających ważną rolę budownictwa mieszkaniowego jako czynnika stabilizującego trendy rozwojowe w gospodarce i źródło kilkuset tysięcy nowych miejsc pracy, zostały zlekceważone.

ŁATWIEJ BYŁOBY to zrozumieć, gdyby przed wyborami nie obiecywano opracowania Wielkiego Narodowego Programu Mieszkaniowego i znacznego zwiększenia środków publicznych na jego realizację. Ale właściwie teraz nie ma już o czym mówić, budżet klęski mieszkaniowej na 2000 r. został podpisany i do walki o rynek mieszkaniowy trzeba będzie wrócić wówczas, gdy będą rozstrzygane losy budżetu na 2001 r. — pierwszy rok nowego wieku.

Roman Nowicki jest wiceprezesem Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Budownictwa

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Nowicki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Zmniejszenie środków jest klęską budownictwa