Znaczenie umów na wyłączność rośnie

Patrycja Otto
opublikowano: 2001-02-20 00:00

Znaczenie umów na wyłączność rośnie

Organizacje zrzeszające pośredników promują wyłączność

Umowy na wyłączność przestały być rzadkością w polskich agencjach obrotu nieruchomościami. Z czasem, gdy wejdą obowiązkowe licencje dla pośredników, ich liczba prawdopodobnie się zwiększy.

W polskich agencjach nieruchomości coraz częściej dochodzi do podpisywania z klientami umów na wyłączność. Niektórzy pośrednicy ograniczyli się do przyjmowania tylko takich ofert. Liczba zawieranych tego typu umów w dużej mierze zależy od regionu kraju. W Warszawie np. jest ich mało, ponieważ agencje nie zabiegają o takie oferty.

— W stolicy są to raczej pojedyncze przypadki i dotyczą przeważnie dużych klientów i lokali komercyjnych, rzadko osób chcących sprzedać mieszkanie — informuje Leszek Baranowski, dyrektor biura Agencji Nieruchomości Bracia Strzelczyk.

W innych miastach pośrednicy znacznie częściej zawierają umowy na wyłączność.

— Od kilku lat przyjmuję oferty tylko na wyłączność. Robię to nie tylko z myślą o sobie, ale też dla dobra klientów. W czasach, kiedy podaż przewyższa popyt, jest to jedyny dobry sposób na szybką sprzedaż nieruchomości — informuje Kazimierz Wysokiński, właściciel jednaj z koszalińskich agencji nieruchomości.

Innym pośrednikiem pracującym w oparciu o umowy na wyłączność jest Tomasz Błeszyński, właściciel łódzkiej agencji nieruchomości i jednocześnie rzecznik Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

— Zawieranie umów na wyłączność jest w Łodzi powszechnym zjawiskiem. Klienci zrozumieli, jakie korzyści z nich płyną, i chętnie je zawierają — przekonuje.

— Jeszcze kilka lat temu ofert na wyłączność trafiało się niewiele. Teraz, w ciągu roku zawieramy ich kilkadziesiąt — zapewnia Witold Czapla, współwłaściciel śląskiej Agencji Nieruchomości Nitka i Czapla.

Dolnośląskie Stowarzyszenie Pośredników Nieruchomości stara się przekonywać swoich klientów do zawierania wyłącznie takich umów. Zdaniem Jerzego Kląskały, właściciela jednej z agencji nieruchomości z Wrocławia, postępowanie to przynosi coraz większe efekty. Około 20 proc. zawieranych umów stanowią właśnie te na wyłączność.

Bardziej korzystne

Umowa na wyłączność jest od kilku lat mocno popularyzowana i rozpowszechniana przez różne organizacje zrzeszające pośredników nieruchomości. Do niedawna była postrzegana przez klientów jako ograniczenie przy sprzedaży nieruchomości, gdyż w czasie jej trwania klient mógł współpracować tylko z jedną agencją. Obecnie, gdy podaż dominuje nad popytem i coraz trudniej o kupca, sprzedający chętniej decydują się na zawarcie takiej umowy.

— Umowy na wyłączność są w 70 proc. skuteczne. Dają klientowi komfort i poczucie bezpieczeństwa. Klienci zaczynają rozumieć, że zgłoszenie lokalu w kilku agencjach nie przyspieszy transakcji — twierdzi Tomasz Błeszyński.

Dodaje, że oddanie sprawy w jedne ręce pozwala uniknąć rozbieżności w cenie tej samej nieruchomości.

Wspólne koszty

Na wypromowanie powierzonej im nieruchomości agencje mają różne sposoby, począwszy od tradycyjnej reklamy, a skończywszy na poważnych publikacjach. Złożona do nich oferta jest poza tym rozsyłana do innych biur obrotu nieruchomościami. Jak przyznaje Jerzy Kląskała, zostaje ona w sposób kontrolowany poddana upublicznieniu i jeżeli sprzedaż nieruchomości jest wysiłkiem więcej niż jednej agencji, prowizja podlega podziałowi.

— Agencje powinny się zatem liczyć z koniecznością zainwestowania własnych pieniędzy. Od tego, podobnie jak od zaplecza technicznego i dobrego zespołu, zależy powodzenie spraw. Przyznam, że agencje coraz chętniej inwestują, bo wówczas mogą liczyć na konkretny zarobek — informuje Kazimierz Wysokiński.

Wszystkie wydatki pokrywane są z późniejszego honorarium. Lecz dopóki agencja nie sprzeda nieruchomości i nie otrzyma prowizji, wszystko pokrywa z własnych środków.

— W przypadku, gdy rzecz dotyczy obiektów komercyjnych, firmy partycypują z agencjami w kosztach promocji — mówi Jerzy Kląskała.

Na cudzych błędach

Na Zachodzie powoli przyjmują się umowy na wyłączność, natomiast w Ameryce jest to jedyna obowiązująca forma w pośrednictwie.

— W USA dochodzono do tych umów przez 16 lat, a więc nie był to proces natychmiastowy. W Polsce postępuje to szybciej, ponieważ uczymy się na błędach innych krajów — stwierdza Witold Czapla.

Zdaniem Leszka Baranowskiego, w USA pośrednicy cieszą się większym zaufaniem swoich klientów. Wynika to z pewnością z tego, że od lat panuje tam zwyczaj reprezentowania w transakcji tylko jednej ze stron, czyli kupującego lub sprzedającego. W Polsce natomiast pośrednicy są uniwersalni.