Od kilkunastu lat deficyt wymiany handlowej Polski z Rosją zdecydowanie przewyższa wartość całego naszego eksportu. W ciągu siedmiu tegorocznych miesięcy (tyle zostało policzone) sprzedaliśmy za 1,33 mld USD (1,09 mld EUR), kupiliśmy natomiast za 3,39 mld USD (2,77 mld EUR). Liczby te potwierdzają, iż saldo ujemne Polski jest ponad 1,5 raza większe od eksportu! Właściwie trudno to klasyfikować jako deficyt, bardziej zasadny wydaje się termin „handlowa patologia”. Jej przyczyna jest oczywista — główną pozycją w polskim imporcie są i będą paliwa, których ceny systematycznie rosną, a zatem bilans może się tylko pogarszać.
W tej sytuacji liczy się każda próba aktywizacji wymiany towarów przetworzonych nieco wyżej niż ropa tłoczona w rurze. Dlatego wizyta prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w Moskwie zasługuje na ocenę chwalebną, ale jedynie w warstwie ideowej. Zdecydowanie gorszy okazuje się jej dorobek. Z konkretów możemy po stronie „ma” wpisać tylko wstawioną do programu towarzyszącego umowę PAP z ITAR-TASS o utworzeniu wspólnego zbioru pod nazwą „Polska–Rosja w XX wieku”. Wszystko inne pozostało w stanie zawieszenia.
Absolutnie konieczna i mająca strategiczne znaczenie umowa gospodarcza zostanie może podpisana do końca października, jeśli pokonane zostaną rafy, nazwane przez prezydenta Kwaśniewskiego „drobiazgami”. Wygładzić je miał już wicepremier Jerzy Hausner, którego zadaniem było przygotowanie umowy do podpisania wczoraj, w obecności prezydentów — ale mu się nie udało. Kremlowski władca Władimir Putin łaskawie wyraził zgodę na wizytę w styczniu 2005 r. w Oświęcimiu, z okazji 60. rocznicy wyzwolenia obozu, a przy okazji na wzięcie udziału w Krakowie w polsko-rosyjskim forum gospodarczym. W styczniu 2003 r. zaszczycił podobne biznesowe spotkanie w Poznaniu, ale jego ówczesne deklaracje w praktyce okazały się puste.
Jaki z tego wszystkiego wniosek? Powinniśmy chyba przyjąć do wiadomości gorzką prawdę, że dumna i urażona Rosja nigdy nie uzna Polski za PARTNERA. Po rozwiązaniu się Układu Warszawskiego oraz Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (czy ktoś jeszcze pamięta rubel transferowy...) zaszły nieodwracalne przemiany, Rzeczpospolita przestała być wasalem, ale na pewno nie stała się partnerem. Ktokolwiek zasiada na kremlowskim stolcu — a Putin w szczególności — liczy się tylko z wielkimi tego świata. Od kiedy Rosja awansowała na pełnoprawnego uczestnika corocznych szczytów G-8, zupełnie jej nie interesuje rozdrabnianie się na jakieś relacje pomniejsze. Z Unią Europejską rozmawia głównie przez pryzmat Niemiec i Francji, ewentualnie Włoch oraz Wielkiej Brytanii. Nasze pragnienie, abyśmy stali się unijną bramą wschodnią, pozostaje mrzonką. W kremlowskiej hierarchii politycznej i gospodarczej Polska zajmuje pozycję dużo dalszą niż Rosja w naszej.
Do klasyki dowcipów o stosunkach niedźwiedzia z innymi zwierzątkami należy ten o używaniu zajączka przez misia jako... papieru toaletowego. Z rosyjskiej perspektywy Polska nie jest oczywiście zającem, ale powiedzmy krnąbrnym psem. Chciał się wyzwolić z łańcucha, aby móc szczekać całkowicie swobodnie — w tym na swego dobroczyńcę niedźwiedzia! — no to się wyzwolił. Nie powinien jednak się dziwić, że musi płacić za energetyczny wsad do miski coraz drożej.