Pięć lat temu, kiedy upadał bank Lehman Brothers i zaczynał się globalny kryzys finansowy, polskie duże miasta prawie nie znały zjawiska bezrobocia. Na koniec 2008 r. w dziesięciu największych miastach w kraju średnia stopa bezrobocia wynosiła zaledwie 3,8 proc. W Warszawie, Poznaniu i Katowicach wskaźnik ten nie przekraczał nawet 2 proc. Pracy starczało właściwie dla każdego.

Bez zatrudnienia byli głównie pracownicy wynajęci na czarno (zarejestrowani w urzędzie pracy jedynie dla ubezpieczenia społecznego) oraz pracownicy, którzy właśnie stracili posadę, ale za chwilę i tak ją znajdowali. Niestety, dziś sytuacja jest diametralnie odmienna. Wielkomiejskie bezrobocie to coraz większy problem dla gospodarki.
Mieszczanie na bruku
Obecnie w metropoliach skupiona jest już spora część polskiego bezrobocia. Na koniec 2013 r. co dziewiąta osoba poszukująca w Polsce pracy mieszkała w jednym z dziesięciu największych miast w Polsce. Stopa bezrobocia w tej „dziesiątce” to już średnio 7,4 proc., czyli grono osób bez pracy w pięć lat prawie się podwoiło (wzrosło o 96 proc.). W tym czasie bezrobocie w całym kraju powiększyło się tylko o 41 proc.
— Bezrobocie w dużych miastach nadal jest znacznie niższe niż w całej Polsce [na koniec grudnia wynosiło 13,4 proc. — red.] i tak pewnie będzie zawsze, niezależnie od kryzysu czy boomu gospodarczego. Jednak w ostatnich latach różnica między dużymi miastami a resztą kraju zmniejszyłasię i bezrobocie w metropoliach jest już zauważalnym problemem — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.
Dlaczego bezrobocie w dużych miastach rośnie szybciej niż w reszcie kraju? Powodów jest kilka. Po pierwsze, w aglomeracjach występuje największe zagęszczenie miejsc pracy. Kiedy przyszedł kryzys, w dużych miastach popyt na pracę spadł najmocniej i zwolnienia grupowe były proporcjonalnie najbardziej odczuwalne. — To w dużych miastach działa najwięcej firm, więc jasne jest, że to tu wahania bezrobocia muszą być największe — mówi Monika Kurtek.
Po drugie, część pracowników z mniejszych miast, zwłaszcza ludzi młodych, przyjeżdża do metropolii w poszukiwaniu pracy. Liczba chętnych przypadających na jedną ofertę pracy prawdopodobnie więc przez to wzrosła. Po trzecie, żeby obniżyć koszty działalności, część pracodawców przenosi zakłady z dużych miast do mniejszych.
— Kryzys w naturalny sposób mobilizuje firmy do obniżania kosztów przez przenoszenie miejsc pracy w rejony bardziej opłacalne. Obserwujemy, że wielu pracodawców wyprowadza się z dużych miast. W mniejszych miejscowościach ponoszą niższe koszty wynagrodzeń czy też inneych opłat, otrzymując wcale nie gorszy dostęp do wykwalifikowanych pracowników — mówi Marek Strojkowski z agencji zatrudnienia Manpower.
Oazy spokoju
Jeszcze pięć lat temu w dziesięciu największych miastach Polski bezrobocie sięgało maksymalnie 7,4 proc. (w Lublinie). Obecnie już w trzech z tych miast stopa bezrobocia jest dwucyfrowa. Najbardziej pogorszyła się sytuacja w Katowicach. Choć nadal mają dość niski wskaźnik osób bez pracy (5,4 proc.), to w pięć lat grono to powiększyło się o prawie 180 proc. Dość mocno wzrosło też bezrobocie w Gdańsku — o 158 proc. — Katowice zdominowane są przez przemysł wydobywczy, a Gdańsk — stoczniowy. Przypadki tych dwóch miast pokazują, że w ostatnich latach najbardziej ucierpiał przemysł ciężki — mówi Marek Strojkowski.
Słabo wypada też Warszawa, do niedawna uznawana za pracowniczy raj. Stopa bezrobocia w pięć lat wzrosła z niespełna 2 do 5 proc. Skończyły się więc czasy, w których każdy warszawianin mógł liczyć na zatrudnienie. Wyjątkowo stabilny jest natomiast rynek pracy w Lublinie. Grono bezrobotnych powiększyło się w pięć lat zaledwie o 37 proc. To jedyne duże miasto w kraju, w którym wzrost bezrobocia był mniejszy niż statystycznie w całej Polsce.
— Częściowo można tłumaczyć to specyfiką naszego rynku pracy, który zdominowany jest przez handel i usługi. Przemysł jest dość niewielki, więc nie doświadczyliśmy wielu masowych zwolnień. Ponadto sprawnie działają nasze narzędzia aktywizacji zawodowej. Sporą zasługę ma działająca w mieście specjalna strefa ekonomiczna — twierdzi Monika Różycka-Górska z Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie. Na uwagę zasługuje też Poznań — obecnie miasto z najniższym bezrobociem w kraju (4,1 proc.). Przez ostatnie lata szedł łeb w łeb z Warszawą, ale w minionym roku wyraźnie ją wyprzedził.
— Poznań skutecznie przyciąga inwestorów, jednak nasze badania wykazały, że częściowo jest tak dlatego, że wynagrodzenia w naszym mieście są dosyć niskie w stosunku do analogicznych stanowisk w innych dużych miastach — mówi Bernadeta Ignasiak z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Poznaniu.