Żniwa są u nas w Boże Narodzenie

Bartłomiej Rabij
opublikowano: 2007-12-19 00:00

Święta za pasem. Na prezenty wydamy aż 7,5 mld zł. W co je opakować i jak dołączyć życzenia? Pomoże nam w tym firma Pan Dragon.

Firma Pan Dragon z Gdańska

Święta za pasem. Na prezenty wydamy aż 7,5 mld zł. W co je opakować i jak dołączyć życzenia? Pomoże nam w tym firma Pan Dragon.

Pan Dragon to tak naprawdę dwie firmy. Jedna zajmuje się projektowaniem i wykonawstwem produktów z symbolem smoka. Druga zaś odpowiada za ich sprzedaż i marketing. Jednak obie należą do małżeństwa Tomasza Małeckiego i Beaty Oczki-Małeckiej.

Naszą Gazelą została ta pierwsza — Agencja Reklamowo-Wydawnicza Pan Dragon. Za to drugą — Pan Dragon Sp. z o.o. — tygodnik „Wprost” wyróżnił w rankingu Tygrysiątek Biznesu. No, więc, o której w końcu opowiadać, pytam pani Beaty i pana Tomasza. O agencji czy o spółce? Śmiejąc się radzą, aby skupić się na marce Pan Dragon, bo tak naprawdę to jest klucz do sukcesu ich firmy.

Najpierw widokówki

Zaczynali typowo. Od widokówek z obrazkami z Gdańska. Potem przeskoczyli na sąsiednie pomorskie miejscowości. Dziś na całym wybrzeżu —od Świnoujścia po Hel —ich widokówki są najpopularniejsze. Ale w katalogu Pana Dragona są także Szczyrk, Wisła, Warszawa, Wrocław… W zasadzie każde miasto, do którego liczniej zjeżdżają turyści. A wiadomo, że to oni nakręcają pocztówkowy interes. Rocznie firma sprzedaje około 14,5 mln kartek, co czyni ją jednym z największych sprzedawców w kraju. Niestety — ten rynek już raczej nie ma wielkich szans na rozwój.

— Dziś ludzie wysyłają coraz mniej widokówek. SMS-y i fotografia cyfrowa wypierają zwyczaj wysyłania pocztówek — z łezką w oku mówi Beata Oczki-Małecka.

Jest taki dzień…

Któż z nas nie lubi świąt? Prezenty, wolne w pracy, dobre jedzenie… A do tego rodzina uśmiechnięta i wszyscy wokół jacyś milsi i sympatyczniejsi niż zwykle. W Panu Dragonie święta kochają szczególnie. Bo dzięki nim firma jest znana, a właściciele to ludzie dobrze prosperujący. W końcu ostatni kwartał roku przynosi aż 40 procent przychodów firmy!

Na te 40 procent pracują głównie kartki świąteczne, ale także pudełka, torebki i worki na prezenty oraz ozdobne papiery. Oferta Pana Dragona dostępna jest niemal wszędzie — od Empiku, przez saloniki Kolportera, kioski, malutkie stoiska w centrach handlowych, po największe sieci supermarketów oraz największego sprzedawcę „smoczych” kartek — Pocztę Polską. Łącznie u ponad 2500 sprzedawców. Warto wspomnieć, że mimo tak dużej klienteli dział handlowy to tylko 14 osób pracujących w terenie i dwie osoby zarządzające sprzedażą.

Kartki gdańskiego przedsiębiorstwa mogą kosztować nawet 9,90 zł. Wszystko zależy od klienta, do którego chce dotrzeć firma. W urzędach pocztowych sprzedawane są zwykle dosyć proste i tanie. Za to te najdroższe i najbardziej wyszukane znajdziemy głównie w empikach. Właścicielka firmy szczególnie zachwala kolekcję Premium, którą Pan Dragon sprowadza aż z Syrii. Dlaczego stamtąd? Cóż, wszyscy tniemy koszty…

Na globalnym rynku

Gdańszczanie zatrudniają zaledwie 60 osób, ale doskonale wiedzą, co to globalizacja. O kartkach z Syrii już było. Z kolei popularne kartki typu hand made (choinki są wykonane z materiału, pieniek to prawdziwe drewienko, zaś broda Mikołaja jest jak prawdziwa dzięki bawełnianej wacie) zamawiane są w Tajlandii, natomiast ostatni hit — kartki z prezencikami — to rezultat współpracy z chińskim dostawcą.

A wszystko opakowane i przygotowane do złożenia życzeń trafia… do Niemiec.

— Za kartkę Premium płacimy około 6,6 zł. Gdybyśmy zlecili wykonanie podobnej w Polsce, trudno byłoby ją kupić poniżej 10 zł. Natomiast Tajlandczycy wygrywają nie tylko ceną, ale przede wszystkim znakomitą jakością — tłumaczy zagraniczne wybory Beata Oczki-Małecka.

Jakość i niepowtarzalność wzorów to punkt honoru dla właścicielki. Zdarzają się wprawdzie szczególnie popularne i dobre wzory, które sprzedawane są nawet przez trzy sezony. Jednak co święta firma wprowadza nową kolekcję, dbając przy tym o typowy dla firmy charakter obrazka czy wykonania. Dlatego ponad 90 proc. wzorów powstaje w gdańskiej pracowni Pana Dragona. Tylko reszta to zakupy projektów oraz uzyskiwanie licencji.

Taki udział to jeden z lepszych wyników na rynku, który zdominowany jest przez firmy polskie. Konkurenci z Zachodu w naszym kraju nie zapuszczają korzeni. Wielu z nich skutecznie odstrasza specyfika naszego rynku.

— W Niemczech, na największych targach wydawniczych, hurtownicy już w styczniu zgłaszają projekty kartek. Praktycznie w marcu wydawcy mają już zamknięte listy wzorów i nakłady. Zostaje im tylko druk. Tymczasem w Polsce sprzedaż detaliczna odbywa się drogą komisową. Czyli dostarczamy towar do klienta, a potem czekamy na to, ile go sprzedał i dopiero się rozliczamy — opowiadają mi w Panu Dragonie.

Dlatego nasi wydawcy bazują tylko na szacunkach sprzedaży. Nigdy nie ma pewności, ile danego towaru się sprzeda — i to nawet u najlepszego klienta. Na dodatek na przykład w ubiegłym roku strajk listonoszy spowodował, że ludzie wysyłali mniej kartek. Sprzedaż firmy solidnie na tym ucierpiała.

Jednak Pan Dragon coraz więcej wyrobów sprzedaje firmom, które płacą gotówką. Te zlecenia mają coraz większy wpływ na dobrą kondycję przedsiębiorstwa, którego kartki pewnie i wielu czytelników dostanie tego roku.

20

tys. Tyle wzorów pocztówek i kartek wykonano już w Panu Dragonie.

ul. Hallera 6/5

80-401 Gdańsk

tel. 058-341-64-49

faks 058-344-07-21

www.pandragon.com

Bartłomiej Rabij