Ostatecznie sesja zakończyła się spadkiem indeksu Dow Jones o 0,19 proc. Nasdaq zniżkował o 0,07 proc.. Z trendu wybił się S&P500 zyskując 0,23 proc.
Dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym nieco rozczarowały. Co prawda wzrosła w maju, ale nieco mniej niż zakładali analitycy (2,4 wobec 2,5 prog.).
Oczy inwestorów zwrócone są też na władze monetarne. We wtorek rozpoczęło się dwudniowe posiedzenie. W środę ma zapaść decyzja odnośnie stóp procentowych. Bardzo mało prawdopodobne wydaje się zmienienia dotychczasowego poziomu ceny pieniądza. O wiele istotniejsze będą decyzja w sprawie ewentualnego zwiększenia skupu obligacji skarbowych (również niewielkie prawdopodobieństwo) oraz komunikat o aktualnych i oczekiwanych w kolejnych miesiącach trendach w gospodarce amerykańskiej.
Zamieszanie na parkiecie było też zasługą Boeinga. Rynek nie za bardzo wiedział (choć patrząc na spadającą cenę akcji raczej negatywnie) jak odnieść się do informacji o przesunięciu pierwszego lotu flagowego modelu Dreamliner. A jeszcze kilka dni temu spółka zapewniała, że takie loty są możliwe od zaraz. Ta swoista zabawa w kotka i myszkę trwa już niemal dwa lata.
Zwiększony handel odnotowano na walorach Motoroli. Największy w Stanach Zjednoczonych producent telefonów komórkowych otrzymał od analityków Bank of America podwyższoną rekomendację. Zalecają oni „kupno” akcji wobec wcześniejszej sugestii zachowania „neutralnej” pozycji. Stwierdzili, że informacje o nowych produktach powinny pomóc w zwyżce kursu.
Powody do niezadowolenia mieli posiadacze akcji Rambusa. Ten znany projektant pamięci komputerowych zrewidował w dół swoją prognozę przychodów na drugi kwartał obarczając winą spadający popyt na elektronikę użytkową. Dodatkowo firma zamierza sprzedać konwertowalne papiery o wartości 150 mln USD. Kurs ostro zniżkował.
Wzięciem cieszyły się papiery większości instytucji finansowych. W
prestiżowej średniej Dow Jones spore wzrosty notowały akcje Bank of America i JP
Morgan.