Znów narażamy się Komisji Europejskiej

Unijnych urzędników nie przekonują plany fiskusa. Na cenzurowane możemy trafić nie tylko za popuszczenie pasa, ale także niechęć do jego zaciskania

W tym roku sytuacja w finansach publicznych jest pod kontrolą. Przy Świętokrzyskiej założono, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych zmieści się w unijnych limitach i wyniesie 2,6 proc. PKB. Nawet Komisja Europejska (KE) patrzy na nasze finanse ze spokojem i prognozy ma lepsze niż fiskus. Schody zaczynają się później — KE ocenia, że już w 2018 r. deficyt będzie o ponad 20 mld zł wyższy, niż przewiduje rząd.

Zobacz więcej

Są kraje, które powinny i muszą ograniczać deficyt. Sytuacja finansów publicznych w UE się poprawiła, ale wciąż nie jesteśmy w miejscu, w którym chcemy być - mówi Pierre Moscovici, komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych

— Są kraje, które powinny i muszą ograniczać deficyt. Sytuacja finansów publicznych w UE się poprawiła, ale wciąż nie jesteśmy w miejscu, w którym chcemy być — podkreśla Pierre Moscovici, komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych. Wspomina Portugalię i Hiszpanię, które wpadły w tarapaty. Niewiele brakowało, żeby Bruksela ukarała je zawieszeniem unijnych pieniędzy za brak postępów w zasypywaniu dziury budżetowej.

Trzeba oszczędzać…

KE spodziewa się, że nasz deficyt w przyszłym roku sięgnie unijnych limitów, a rok później je przekroczy. Rząd zakłada zaś, że od 2018 r. wrócimy na ścieżkę zaciskania pasa. To, co różni prognozy, to podejście do zasypywania luki podatkowej. Fiskus liczy na rosnące z roku na rok dodatkowe wpływy. Dla Brukseli to wróżenie z fusów.

— Przedstawiając prognozy dotyczące sytuacji finansowej sektora publicznego w kolejnych latach, rząd nie uwzględniał skutków realizacji wyborczych obietnic, ale uwzględniał obarczone sporą niepewnością efekty poprawy ściągalności podatków — podkreśla Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP. Finanse samorządów są w dobrej kondycji — głównie dzięki zapaści w inwestycjach. Nieźle wygląda też budżet państwa, który prawdopodobnie zamknie się deficytem o ponad 10 mld zł niższym od planu. To — według PKO BP — daje nadzieję, że dziura w finansach nie będzie głębsza niż 2,2 proc. PKB, a dzięki niskiemu punktowi odniesienia w przyszłym roku deficyt wzrośnie zaledwie do 2,6 proc. Rząd patrzy więc ze spokojem na unijne wyliczenia.

Prognoza KE oraz podejmowane działania w zakresie ściągalności podatków wskazują, że nie ma ryzyka objęcia Polski procedurą nadmiernego deficytu — uważa wicepremier Mateusz Morawiecki.

Wzrost deficytu stanie się problemem, gdy wyraźnie złamiemy unijne reguły. — Jeśli będzie to nieznaczne przekroczenie o 0,1-0,4 pkt. proc., możemy spodziewać się raczej wezwania do podjęcia wysiłku na rzecz szybkiego zmniejszenia dziury, a nie rozpoczęcia procedury nadmiernego deficytu — twierdzi nasz rozmówca z Dyrekcji Generalnej ds. Gospodarczych i Finansowych KE. Podkreśla, że obecnie Bruksela rekomenduje neutralną dla wzrostu politykę fiskalną, inaczej niż w 2014 r., gdy uważała, że w długim okresie dla gospodarki lepsze jest szybkie zasypywanie dziury w finansach. — To nie znaczy, że przestaliśmy monitorować wywiązywanie się przez kraje członkowskie z zaleceń związanych z polityką gospodarczą. Ich ignorowanie wiąże się z zawieszeniem unijnych płatności — podkreśla nasz rozmówca.

Zgodnie z ostatnimi rekomendacjami, w latach 2016-17 powinniśmy zredukować dziurę w finansach o 0,5 pkt. proc., jednak według jesiennych prognoz KE, powiększymy deficyt do 3 proc. PKB.

— Trudno będzie dłużej udawać, że nie istnieje problem ponownego schodzenia ze ścieżki konsolidacji fiskalnej. Pomijając najlepszy, choć mało prawdopodobny, scenariusz wycofania się z najkosztowniejszych obietnic, negatywnej reakcji KE raczej nie uda nam się uniknąć. Gra będzie teraz toczyć się o to, by deficyt nie wzrósł powyżej 3 proc. — uważa Łukasz Kozłowski.

…a rząd traci okazję

Problemem jest też to, że Polska nie wykorzystuje solidnego wzrostu do ograniczenia deficytu. W razie spowolnienia deficyt i dług zaczną szybko rosnąć, siądą wpływy podatkowe i rządowi pozostanie cięcie wydatków lub podwyżka podatków — twierdzi nasz rozmówca z KE. Zwraca uwagę, że mimo szybkiego na tle UE wzrostu będziemy mieli w latach 2017-18 jeden z najwyższych deficytów.

— Nawet jeśli nie spotka się to z reakcją KE, to prędzej czy później rynki finansowe zażądają większych odsetek od obligacji — mówi nasz rozmówca. Eksperci nie mają wątpliwości: rozwiązania problemów politycy zaczną szukać w kieszeni podatników.

— Istnieją podstawy do obaw, że będą ad hoc wprowadzane kolejne pomysły na zwiększenie wpływów do budżetu, jak opodatkowanie FIZ, a nowy jednolity podatek będzie pretekstem do podniesienia ogólnego poziomu obciążeń fiskalnych — uważa Łukasz Kozłowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Znów narażamy się Komisji Europejskiej