ZNP osłania przywileje konstytucją

Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 2013-03-20 00:00

Organizacja nauczycielska chce zablokować możliwość przekazywania szkół w ręce niepublicznych podmiotów.

We wtorkowym „PB” opisaliśmy działania Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP), które mają zdusić w zarodku nowatorskie pomysły gmin na edukację (chodzi o przekazywanie szkół w zarząd spółek ze 100-procentowym udziałem samorządu). Lokalnym władzom przyświeca jeden cel — ograniczenie kosztów poprzez wyeliminowanie Karty nauczyciela, która przestaje obowiązywać w tak prowadzonych placówkach edukacyjnych. ZNP chce zablokować możliwość przekazywania szkół podmiotom niepublicznym. Umożliwia to obecnie ustawa o systemie oświaty.

None
None

— Związek Nauczycielstwa Polskiego jest zdecydowanie przeciwny prywatyzacji konstytucyjnych zadań państwa. Zakładanie i prowadzenie szkół publicznych przez podmioty prywatne jest niezgodne z ustawą zasadniczą — uważa Sławomir Broniarz, szef ZNP.

Związek skierował skargę do Trybunału Konstytucyjnego. Samorządowcy nie kryją irytacji.

— Mamy ustawę o oświacie publicznej, z której wynika, że możemy przekazywać tego typu zadania podmiotom zewnętrznym. Szkoły pozostają publiczne, przyjmują uczniów bezpłatnie i są kontrolowane przez nas oraz kuratora oświaty. W momencie przekazania szkoły nie umywamy rąk: nasza odpowiedzialnośćjest jeszcze większa — mówi Andrzej Porawski, dyrektor Związku Miast Polskich. Rozumie stanowisko ZNP jako organizacji pracowniczej.

— Związek broni Karty nauczyciela — reliktu, który moim zdaniem pogarsza poziom oświaty w Polsce, bo daje przywileje nauczycielom i zwalnia ich z obowiązku podnoszenia kwalifikacji. Staramy się o zmiany prawne w tej materii. Rząd chce nam pomóc, ale nie za mocno, bo może to być kosztowne politycznie — mówi Andrzej Porawski.

Lidia Piestrzyńska, skarbnik Lelowa (pow. częstochowski), niedawno pracowała nad przekazaniem zarządu nad szkołami podmiotom niepublicznym. Podkreśla, że udało się wypracować w tej sprawie lokalny kompromis. Z czterech szkół działających na terenie gminy trzy są prowadzone przez stowarzyszenia i fundację.

— Moglibyśmy zlikwidować te szkoły, zwolnić część nauczycielii przywozić dzieci do jednej placówki, ale nie o to chodzi. Dzieci uczą się w swoich miejscowościach, a kadra ma zajęcie. Wyeliminowana została tylko Karta nauczyciela. Udało się natomiast wyzwolić kreatywność. Nauczyciele zaczęli szukać pieniędzy dla szkół w zewnętrznych źródłach, m.in. Europejskim Funduszu Społecznym — tłumaczy Lidia Piestrzyńska.

Gmina przekazuje szkołom pieniądze z subwencji oświatowej.

— Nie musimy do nich dokładać gminnych pieniędzy — zaznacza Lidia Piestrzyńska. Skarbniczka Lelowa nie chce prognozować, co by było, gdyby Trybunał Konstytucyjny przyznał rację ZNP.

— Tego się już nie da odwrócić. Tu wykorzystywanie kruczków prawnych nie pomoże. Jeśli ludzie chcą, by edukacja była prowadzona w innej formule niż tradycyjna, związkowcy z ZNP powinni to uszanować — podsumowuje Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich.