Zobacz, jak nas widzi Poland ETF

Kamil Zatoński
opublikowano: 2009-12-03 00:00

Duzi inwestorzy mają na GPW większy wybór niż na giełdzie w Wiedniu, ale i tak widzą zaledwie 30-40 ciekawych spółek

Przed tygodniem ruszyły notowania pierwszego funduszu typu ETF (Exchange Traded Funds), inwestującego tylko w akcje spółek działających na polskim rynku. Pisaliśmy o tym w "PB" 30 listopada. Do portfela trafiło na początek 25 walorów, wyselekcjonowanych według kryteriów kapitalizacji, płynności i wartości przychodów osiąganych w naszym kraju. Poland ETF, założony przez amerykański fundusz Van Ecka, na razie na naszym parkiecie znaczy niewiele. Zgromadzone przez niego aktywa to zaledwie 2,5 mln USD. Warto jednak prześledzić, jakich akcji poszukują amerykańscy zarządzający, bo to bardzo dobrze pokazuje, jak bardzo interesująca jest Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) dla inwestorów zagranicznych.

Fundusz Van Eck przyjął, że będzie inwestował tylko w te spółki, których wartość rynkowa nie jest niższa od 150 mln USD, średnie dzienne obroty ich akcjami w okresie ostatnich trzech miesięcy przekraczały 1 mln USD, a w każdym z sześciu ostatnich miesięcy wolumen obrotu był wyższy niż 250 tys. sztuk. Ponadto w strukturze sprzedaży tych spółek eksport nie może przekraczać 50 proc. Tak ustawione sito — oprócz wspomnianych 25 spółek — przeszło jeszcze według naszych obliczeń 6 firm. Chodzi o Boryszew, CCC, Dom Maklerski IDMSA, Impexmetal, Netię i Petrolinvest, choć na razie nie znalazły się one w portfelu funduszu. To niczego nie przesądza. Przy najbliższej korekcie portfela Poland ETF (nastąpi w lutym) spółki te będą miały szansę wejścia do składu.

Warto zapamiętać zasady doboru spółek do portfela Poland ETF, bo dzięki nim doskonale widać, jak oceniają nasze spółki duzi zagraniczni gracze. Załóżmy, że kryteria ustalone przez amerykańskich zarządzających (z pominięciem tego, dotyczącego udziału eksportu w przychodach) są uniwersalne. W ten sposób mogą patrzeć na nasz rynek także inne grube ryby z Londynu czy Nowego Jorku. To oznacza, że grono polskich firm z GPW, które może pozostawać w kręgu zainteresowania największych inwestorów zagranicznych, ograniczone jest do zaledwie (albo aż) 30 spółek (plus kilka spółek zagranicznych).

Jeśli nieco rozluźnimy wspomniane warunki progowe i dla firm o małej kapitalizacji (według Van Ecka to emitenci o wartości rynkowej 0,2-1 mld USD, czyli 0,5-2,7 mld zł), przyjmiemy mniej wymagającą barierę średnich dziennych obrotów 0,5 mln USD (według metodologii stosowanej na GPW będzie to 2,7 mln zł), to grupa płynnych spółek o odpowiedniej wielkości wzrośnie do 36. To prawie 10 proc. wszystkich, notowanych na naszym parkiecie. Na Wiener Boerse odsetek ten jest wyższy (22 proc.), ale w liczbach bezwzględnych spółek godnych uwagi dużych graczy jest mniej, bo 25. W Pradze jest ich zaledwie 7, a w Moskwie 32. Na dojrzałych rynkach można przebierać jak w ulęgałkach.

W Londynie spółek o przyzwoitych rozmiarach i odpowiedniej płynności jest ponad 500, we Frankfurcie — ponad 100. Dla inwestorów, grających przede wszystkim na rynku instrumentów pochodnych tak naprawdę liczą się jednak tylko blue chipy, a więc — według Van Ecka — spółki o wartości rynkowej przekraczającej 5 mld USD (13,5 mld zł). Na GPW (jeśli stosować tylko kryterium kapitalizacji) jest ich tylko pięć. To Pekao, PKO BP, Telekomunikacja Polska, KGHM i PGNiG. Podobnie jest w Austrii i Czechach.