Zondacrypto uwiera Polskę. Państwo strzela do giełdy kryptowalut kapiszonami

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2026-04-02 19:00

Ponad 1,5 tys. osób przesłuchały organy ścigania w śledztwie dotyczącym działalności Zondacrypto podjętym po jednym z kilku doniesień UKNF. Wyniki śledztw na podstawie zawiadomień urzędu stanowią jednak dla kryptogiełdy raczej... świadectwo moralności.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Czy zarządzający jest w jakikolwiek sposób zaangażowany w sprzedaż lub dystrybucję jakichkolwiek produktów związanych z Zondacrypto? Czy ma w ofercie produkty oparte na aktywach, wśród których są tokeny Zondacrypto? Czy w jakikolwiek inny sposób współpracuje z Zondacrypto? Takie pytania pod koniec stycznia 2026 r. rozesłał Urząd Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF) do zarządzających blisko 450 alternatywnymi spółkami inwestycyjnymi (ASI) figurującymi w jego rejestrze. Kilka dni później zapragnął jeszcze dowiedzieć się od nich, czy kiedykolwiek nabywały jakiekolwiek „kryptowaluty/tokeny” za pośrednictwem Zondacrypto. W tym samym czasie o Zondacrypto indagował TFI. Chodziło o to, czy fundusze prowadzone przez poszczególne TFI posiadają bezpośrednią lub pośrednią ekspozycję na tokeny Zondacrypto, a same TFI pozostają z nią w „jakiejkolwiek relacji biznesowej”. W razie istnienia tejże relacji urząd oczekiwał jej opisania z uwzględnieniem celów, okresu, mechanizmów kontroli i nadzoru.

- KNF, realizując swój mandat, poza otrzymywaną standardową sprawozdawczością może w ramach prowadzonych działań nadzorczych występować do podmiotów nadzorowanych o przekazanie dodatkowych informacji. Celem takich czynności jest weryfikacja zgodności działalności tych podmiotów z obowiązującymi przepisami prawa – tłumaczy Jacek Barszczewski, rzecznik UKNF.

- UKNF powinien działać w granicach prawa. Rozumiem, że urząd może pytać podmioty nadzorowane, ale te pytania wykraczają poza utarte standardy i są pytaniami z tezą. Sugerują, że w inwestowaniu na giełdzie Zondacrypto jest coś złego. Nie wiem, co nasza firma zrobiła UKNF, ale dlaczego nie pojawiają się takie same mejle z UKNF dotyczące Kangi, OKX czy Binance? Dlaczego UKNF celuje tylko w nas? Dlaczego stosuje się taką presję wobec legalnie działającego, licencjonowanego podmiotu – mówi Przemysław Kral, dyrektor zarządzający spółki BB Trade Estonia prowadzącej giełdę Zondacrypto.

Te pytania zainspirowały nas do przyjrzenia się temu, jak polskie władze podchodzą do działalności Zondacrypto. Okazało się, że ta giełda kryptowalut od lat jest na celowniku UKNF, a ostatnio alarmujące sugestie padły nawet z ust premiera.

Sugestie premiera

UKNF rozesłał pytania niespełna dwa miesiące po tym, jak prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów, mającą wdrożyć do polskiego porządku prawnego unijne rozporządzenie MiCA. Przyznawała ona przewodniczącemu KNF prawo blokowania rachunków bankowych i portfeli kryptowalutowych nawet na pół roku.

Przy okazji sejmowej debaty nad odrzuceniem weta prezydenta (do czego nie doszło ze względu na brak wymaganej większości) premier Donald Tusk wspominał o związkach dużego podmiotu z rynku kryptoaktywów z rosyjską mafią, zapewniając, że wszystkie podawane przez niego informacje są udokumentowane.

„Czy do was dociera to, że firma, gdzie w tle są zaginieni ludzie, pranie brudnych pieniędzy, rosyjskie wpływy i kasa, że ta firma jest równocześnie sponsorem działań, którymi zainteresowani są obecni najwyżsi funkcjonariusze partyjni i liderzy opinii publicznej z prawej strony?” – pytał posłów przed głosowaniem Donald Tusk.

Nazwa firmy została przekazana w utajnionej części obrad Sejmu. To jednak Zondacrypto była sponsorem konferencji CPAC Poland, która ewidentnie była powiązana z prawicą, i to jej współtwórca – Sylwester Suszek – zaginął na początku 2022 r.

Śledztwa nie dotyczą działalności Zondacrypto

Bezpośrednio po wecie prezydenta premier mówił nie tylko o rosyjskich wpływach i kasie, ale też wykorzystywaniu kryptowalut jako metody finansowania sabotażystów. Współgrało to z ujawnieniem tego samego dnia przez Prokuraturę Krajową sprawy Michaiła Mirgorodskiego, który – zdaniem śledczych - organizował na terenie Polski grupę realizującą dla rosyjskiego wywiadu działania szpiegowskie, sabotażowo-dywersyjne i propagandowe, oferując płatności za pośrednictwem giełd kryptowalutowych. Tyle że ta sprawa nie ma nic wspólnego z Zondacrypto.

- Transakcje wskazane w komunikacie były realizowane na jednej z największych globalnych, scentralizowanych giełd kryptowalut - CEX. Nie Zondacrypto – podkreśla Przemysław Nowak, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.

W kontekście zaginięcia Sylwestra Suszka prokuratura nie bada działalności Zondacrypto, zwanego wcześniej Zondą, a założonego pod nazwą BitBay. W związku z tym zaginięciem zarzut z art. 189 § 1 k.k. usłyszał już Marian W., który jest też – jak informowała w styczniu „Gazeta Wyborcza” – oskarżony o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą nielegalnie handlującą paliwem.

- Obecnie prowadzona jest analiza gromadzonych w postępowaniu materiałów i dowodów celem wyjaśnienia przyjętych hipotez śledczych. W pierwszej kolejności skoncentrowane są one na wyjaśnieniu rzeczywistego przebiegu zdarzeń w dniu 10 marca 2022 r. z udziałem Sylwestra Suszka na terenie firmy Deltaoils w Czeladzi, gdzie po wyjściu z niej zaginął. Postępowanie to nie dotyczy działalności giełdy BitBay, ale zaginięcia osoby. Kwestie osób związanych z tą giełdą badane są tylko o tyle, o ile mają znaczenie dla zaginięcia pokrzywdzonego. Ale to nie jest badanie działalności tej giełdy – wyjaśnia Przemysław Nowak.

UKNF donosi po plotkach z internetu

Prokuratura badała działalność Zondacrypto wcześniej - z inspiracji UKNF prowadziła w tej sprawie dwa postępowania. Wszystkie zostały umorzone, przy czym wnioski z nich płynące są raczej pochlebne dla działań Zondacrypto. Jako zastanawiające jawią się natomiast działania UKNF, któremu rząd chce przyznać prawo blokowania portfeli kryptowalutowych na pół roku.

Z jednej strony urząd podejmował działania wymierzone w Zondacrypto w trosce o jej klientów, z drugiej jednak wciąż nie ma żadnych kompetencji do regulowania rynku kryptoaktywów, a swoją alarmistyczną korespondencję kierował do organów ścigania na podstawie niepopartych dowodami wpisów na forach internetowych.

Tak było z postępowaniem, które Prokuratura Regionalna w Katowicach umorzyła w kwietniu 2024 r. Organy ścigania przesłuchały w nim ponad 1,5 tys. osób po tym, jak otrzymały donosy UKNF inspirowane głównie wpisami w serwisie Wykop i na forum.bitcoin.pl.

Wszystkie one sprowadzały się do skarg na stosowanie przez Zondactrytpo… procedur antyfraudowych i związanych z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy (AML). Od 1 września 2021 do 23 marca 2022 r. korespondencję w tej sprawie Zondacrypto prowadziła z 52,7 tys. klientów (nie tylko z Polski), przy czym 5099 z nich ograniczono na jakiś czas funkcjonalność konta. Ponad 1,5 tys. spośród nich przesłuchały organy ścigania.

Prokuraturze nie udało się namierzyć uczestników forum.bitcoin.pl. Ustaliła natomiast personalia ośmiu użytkowników Wykopu wypowiadających się w wątkach „Czyżby BitBay zwijał się z pieniędzmi ludzi?” i „Jak BitBay przywłaszcza sobie kryptowaluty”. W wyjaśnieniach składanych przed organami ścigania czterech z nich stwierdziło, że nie uważa się za pokrzywdzonych. Jeden nie potrafił się zdeklarować. Kolejny - posługujący się pseudonimem „thomase” - nawet gdyby chciał być pokrzywdzonym, to nie mógł, bo nigdy nie mał konta na Zondacrypto i - jak sam przyznał w trakcie przesłuchania - powielał tylko opinie innych. Również użytkownik skrywający się za nickiem „mysGG” powielał tylko to, co przeczytał w internecie. Miał co prawda konto na BitBayu i wykonywał na nim transakcje, ale „w związku z tymi działaniami nie odczuł żadnych problemów”.

Regulaminów ludzie nie czytają

Poza trzema zrzutami ekranu i czterema linkami do dyskusji internetowych jeden z donosów UKNF poparł jeszcze mejlem od Huberta B. Zeznając przed organami ścigania, autor alarmistycznego mejla stwierdził jednak, że nie czuje się pokrzywdzony „lecz jedynie chciał powiadomić służby, aby zainteresowały się tą giełdą”, bowiem w jego ocenie traci ona płynność finansową. Twierdził tak na podstawie tego, że w listopadzie 2021 r. zablokowano mu wypłatę 20 tys. zł. Dostęp do pieniędzy odzyskał właśnie po przeprowadzeniu procedur AML. Jak ustaliła prokuratura, zasady ich przeprowadzania były opisane w regulaminie i polityce wewnętrznej Zondacrypto. Autor alarmistycznego mejla zeznał zaś, że „nie zapoznawał się z regulaminem giełdy, ponieważ nigdy nie zapoznaje się z takimi regulaminami”.

Nie tylko on nie czytał regulaminu. Przed organami ścigania przyznawali się do tego również inni klienci giełdy. Kolejni deklarowali, że czytali go „pobieżnie”. Jak bardzo pobieżnie, wskazuje przykład Dominika W., którego donos zainicjował postępowanie Prokuratury Rejonowej w Słupsku włączone w 2023 r. do śledztwa Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Zeznał on, że mimo zapoznania się z regulaminem świadczenia usług przez giełdę Zonda umknęła mu treść § 1, w którym napisano, iż giełdę prowadzi spółka estońska, pod estońskim adresem i z estońską licencją.

„Odmiennie od estońskiej ustawy AML regulowane są w polskiej ustawie AML kwestie związane z blokowaniem transakcji, co do której zachodzi podejrzenie, że określona transakcja lub określone wartości majątkowe mogą mieć związek z praniem pieniędzy lub finansowaniem terroryzmu” – napisał prokurator Sebastian Rohm w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu śledztwa.

Przy tej okazji warto wyjaśnić, że po krótkim epizodzie z jurysdykcją maltańską Zondacyrpto – jeszcze jako BitBay – trafiła do Estonii z powodu niejasności dotyczących polskich przepisów.

Warto też zwrócić uwagę, że tłem problemów z weryfikacją źródła pochodzenia pieniędzy wpłacanych na platformę obrotu kryptowalutami było wykorzystywanie przez Dominika W. rachunku bankowego nieżyjącego już dziadka.

Żądania Zondacrypto dotyczące udokumentowania pochodzenia wpłacanych pieniędzy były jedną z osi nieporozumień z klientami. Uważali oni, że oczekiwanie dostarczenia wyciągów bankowych, zeznań podatkowych, ksiąg przychodów i rozchodów czy umów darowizny i sprzedaży nieruchomości zbyt mocno ingeruje w ich prywatność.

Przerwa w przesłuchaniu przyniosła pozytywne zaskoczenie

Odrębną kwestią są procedury antyfraudowe. Dla potwierdzenia tożsamości klientów giełda oczekiwała np. zrobienia selfie z dokumentem tożsamości i kartką, na której napisana była bieżąca data. Dochodziło do tego m.in. po wykryciu na komputerach klientów tzw. zdalnego pulpitu (np. TimeViewer). Przed oszustami posługującymi się zdalnym pulpitem zainstalowanym na komputerach ofiar policja zaczęła przestrzegać co najmniej 10 miesięcy przed donosami UKNF na Zondacrypto. Z ustaleń prokuratury wynika zresztą, że dyrektorem działu bezpieczeństwa Zondacrypto w okresie objętym śledztwem był eksnaczelnik wydziału do walki z cybeprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Jeśli chodzi o oprogramowanie zdalnego pulpitu, znamienne jest przesłuchanie Roberta C. Zostało przerwane, by umożliwić mu kontakt z obsługą klienta giełdy. Podczas rozmowy telefonicznej podał informacje, które mógł znać tylko on, co wystarczyło do odblokowania konta. Zarazem dowiedział się, że do blokady doszło, ponieważ na swoim komputerze miał zainstalowane oprogramowanie zdalnego pulpitu, czego zresztą był świadom. Ciekawe jest jednak to, co stało się po wznowieniu przesłuchania.

„Świadek wskazał, że nie uważa się za pokrzywdzonego i jest pozytywnie zaskoczony, że system giełdy wykrył zagrożenie płynące z posiadania oprogramowania pulpitu zdalnego” – czytamy w dokumentach prokuratorskich.

Nie zawsze jednak weryfikacja klientów przebiegała gładko - i to bynajmniej nie z winy Zondacrypto. Dawid M. umówił się z ojcem, że będzie korzystał z konta formalnie zarejestrowanego na niego. Gdy po jakimś czasie przyszło do weryfikacji tożsamości użytkownika, nie wpadł jednak na to, że chodzi o ojca, i chciał potwierdzić tożsamość własnym dokumentem.

Ponad 70-letnia kobieta, która wpłaciła na Zondacrypto 156,4 tys. zł, odstąpiła zaś od wideorozmowy, która miała ją zweryfikować. Wideorozmowa była niestandardową procedurą, którą giełda zaproponowała ze względu na wiek klientki.

Lista ostrzeżeń dla wybranych

W donosach, które doprowadziły do przesłuchania 1,5 tys. klientów zainteresowanych rynkiem krypto, UKNF zastrzegał: „nie jest wykluczone, że hipoteza o problemach BitBay jest prawdziwa, aczkolwiek UKNF nie posiada instrumentów do jej weryfikacji”. Prokuratura wytknęła jednak UKNF, że wybiórczo podchodzi do obaw o kondycję finansową giełd kryptowalutowych. Zgłasza bowiem obawy o kondycję Zondacrypto, niepodlegającą jego nadzorowi, a przed mniejszą giełdą, działającą w polskim reżimie prawnym, nie ostrzegał. Chodzi o Conquistę.

„Ustalono (...) w śledztwie, że giełda Conquista znalazła się w trudnej sytuacji finansowej już pod koniec 2020 r., a jej klienci nie mogli zalogować się na własne konta. Pomimo faktu, że spółka prowadząca tę giełdę posiadała licencję małej Iistytucji płatniczej i o wystąpieniu powyższych okoliczności powiadomiona została Komisja Nadzoru Finansowego, Conquista S.A. nie została wpisana na listę ostrzeżeń prowadzoną przez Komisję” – wytknął UKNF prokurator Sebastian Rohm.

Na listę ostrzeżeń w maju 2018 r. został natomiast wpisany BitBay. Wpis poprzedziło doniesienie do organów ścigania, w którym UKNF zarzucał giełdzie świadczenie bez zezwolenia usług płatniczych w charakterze krajowej instytucji płatniczej. Do tezy o popełnieniu przestępstwa przez BitBay nadzorca rynku finansowego nie przekonał jednak Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Umarzając postępowanie, prokurator Sebastian Głuch zaznaczył, że przestępstwo zarzucane wtedy Sylwestrowi Suszkowi przez UKNF można popełnić tylko umyślnie.

„(…) stwierdzić należy, że w zaistniałym stanie faktycznym przedsiębiorca prowadzący giełdę kryptowalutową, jakkolwiek co do zasady powinien zapoznać się z przepisami uup [ustawa o usługach płatniczych – red.], to jednak w świetle publicznie dostępnych, chociażby za pośrednictwem sieci internet, wypowiedzi organów państwowych – Ministerstwa Finansów, KNF i NBP (…) mógł pozostawać w przekonaniu, że prowadzona przez niego działalność nie podlega jej regulacji. – czytamy w uzasadnieniu decyzji o umorzeniu śledztwa z 2019 r.

Z dokumentu można się także dowiedzieć, że już po wpisaniu BitBaya na listę ostrzeżeń publicznych przedstawiciel tej kryptogiełdy został zaproszony do prac grupy roboczej ds. blockchainu, powołanej przez UKNF w ramach międzyresortowego zespołu ds. rozwoju innowacji finansowych.

Sylwester Suszek uczestniczył zresztą w spotkaniu grupy już po tym, jak UKNF doniósł na niego organom ścigania. Prokuratura zwróciła zresztą uwagę, że urząd wysłał zawiadomienie o przestępstwie bez uprzedniego postępowania wyjaśniającego przewidzianego w ustawie o nadzorze nad rynkiem finansowym, a więc nawet bez ustalenia, czy BitBay nie korzysta z usług płatniczych podmiotów mających status krajowej instytucji płatniczej. Takiej licencji nie oczekiwał też żaden z banków, które w owym czasie współpracowały z giełdą kryptowalut (mBank, Idea Bank, Bank Polskiej Spółdzielczości oraz dwa banki spółdzielcze).

„W konsekwencji stwierdzić należy, że dla przedsiębiorcy, którzy zamierzał prowadzić i prowadził nowatorską działalność w postaci giełdy kryptowalutowej, w sytuacji, w której rynek tych usług dopiero się kształtował, (…) nie sposób postawić zarzut tego, że nie dostrzegł, iż jego działalność może podlegać w pewnym wycinku również ustawie o usługach płatniczych” – uznał Sebastian Głuch.

Na podstawie tego samego donosu UKNF inny prokurator przyglądał się legalności pieniędzy, za które powstała Zondacrypto.

„Przeprowadzone czynności w postaci przesłuchań świadków, zgromadzonej dokumentacji w postaci umów, informacji Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, oględziny akt postępowań karnych, a także dane zawarte na rachunkach bankowych pierwszych wspólników BitBaya, dane pozyskane z urzędów skarbowych nie wskazują, że pierwsi wspólnicy BitBaya oraz Sylwester Suszek, zakładając tę spółkę, pozyskali środki na jej utworzenie z nielegalnych źródeł (…)” - napisał prokurator Sebastian Rohm w decyzji o umorzeniu postępowania z 2022 r.

Zwrócił też uwagę na zapisy o archiwizacji danych w umowie dotyczącej przenoszenia działalności z Polski na Maltę.

„Zapisy te wskazują, że BitBay, nawet po przeniesieniu działalności giełdy kryptowalut na Maltę, zadbał o prawa klientów, którzy nie przenieśli kont, a nadto zabezpieczył problematykę udostępniania danych, w tym na potrzeby organów państwa polskiego” – czytamy w decyzji o umorzeniu śledztwa.

Uniewinnienie do ponownego rozpatrzenia

Obecnemu szefowi Zondacrypto prokuratura zarzuca utrudnianie śledztwa w sprawie zastraszania i próby skorumpowania dziennikarza TVN. Ten ostatni ustalił, że przez jakiś czas udziałowcem i wiceprezesem giełdy kryptowalut był mężczyzna skazany na osiem lat za porwanie biznesmena z Tychów. W trakcie pracy nad reportażem z dziennikarzem skontaktował się Mateusz Jaśko, miejski aktywista z Krakowa, a zarazem jego kolega ze studiów. Sugerując, że występuje w imieniu osób związanych z BitBayem, miał zarazem grozić pracownikowi TVN, jak i proponować odstąpienie od prac nad reportażem w zamian za hojne wynagrodzenie. W 2023 r. został za to skazany na 20 tys. zł grzywny. Przemysław Kral był jedną dwóch osób oskarżonych o utrudnianie śledztwa w tej sprawie i został uniewinniony. Prokuratura się odwołała. W kwietniu 2025 r. sąd apelacyjny podwyższył wyrok dla Mateusza Jaśki do czterech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwuletni okres próbny. Uchylił też decyzję o uniewinnieniu Przemysława Krala i jeszcze jednego mężczyzny, przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia, uznając, że materiał dowodowy z dużym prawdopodobieństwem wskazuje, iż dopuścili się utrudniania postępowania.