Zostaje tylko cień szansy

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 2005-02-07 00:00

Resort rolnictwa będzie się domagać od Brukseli zmiany zasad przyznawania licencji. Szanse na sukces są jednak marne.

Przy obecnej koniunkturze polskie firmy handlujące mięsem mogłyby zarobić rocznie co najmniej kilkanaście milionów złotych na imporcie wołowiny spoza UE i jej sprzedaży na rynku wspólnotowym. Mogłyby, ale tak się nie dzieje, bo w czerwcu 2004 r. Unia zmieniła zasady przyznawania licencji importowych, co skutecznie wyeliminowało je z gry. Branża i resort rolnictwa robią, co mogą, żeby to zmienić.

— W trakcie prac nad rozporządzeniami ustanawiającymi zasady administrowania preferencyjnymi kontyngentami na rok importowy 2005/06 Polska będzie występowała o dopuszczenie eksporterów do licencji importowych. Trudno jednak udowodnić, że przyjęty przez Unię system podziału kontyngentów ma w rzeczywistości na celu wykluczenie operatorów z Polski — czytamy w stanowisku resortu rolnictwa.

Od czerwca 2004 r. o licencje mogą się ubiegać tylko firmy, które wykazały się importem wołowiny w latach 2003/04. Tymczasem przed wejściem do UE polskim firmom nie opłacało się importować wołowiny. Teraz koniunktura się zmieniła i na imporcie mogą zarobić. Dlatego lobbują za zmianą niekorzystnych rozwiązań.

— Problem dotyka kilkunastu najbardziej aktywnych na rynkach międzynarodowych firm z naszej branży. Każda z nich mogłaby zarobić na imporcie w ramach kontyngentu od 1,5 do 2 mln zł rocznie — szacuje Janusz Marchlewski, prezes firmy Marlex, jednej z czołowych spółek handlujących mięsem.

Unijny kontyngent pozwala na sprowadzenie około 60 tys. ton wołowiny z krajów trzecich (głównie Ameryki Pd.) po preferencyjnej stawce celnej: 20 proc.