Zapowiadane przez ekonomistów od miesięcy spowolnienie gospodarcze omija Polskę szerokim łukiem. Najpierw — tydzień temu — opublikowane zostały dane pokazujące świetne wyniki gospodarki w 2011 r. (PKB wzrósł o 4,3 proc.).

Teraz okazuje się, że również początek bieżącego roku jest rewelacyjny. Wskaźnik koniunktury HSBC PMI w polskim przemyśle wzrósł w styczniu z 48,8 do 52,2 pkt.
— Miniony miesiąc przyniósł silną poprawę aktywności gospodarczej. To trzeci co do wielkości jednomiesięczny wzrost wskaźnika w ponad trzynastoletniej historii badania — zaznacza Agata Urbańska, ekonomista HSBC.
Na dobry początek
Odczyt wskaźnika HSBC PMI to pierwsza z danych makro w 2012 r. (publikowane w styczniu dane odnosiły się do sytuacji w 2011 r.). Trudno jeszcze na tej podstawie przewidywać, że polska gospodarka ma sukces zagwarantowany. Zdarza się, że takie pojedyncze dobre dane później są weryfikowane przez serię kolejnych — mniej pozytywnych.
Dlatego z otwarciem szampana warto wstrzymać się do danych o produkcji, sprzedaży czy rynku pracy. Ekonomiści są jednak dobrej myśli (czytaj poniżej). — Wskaźnik koniunktury w Polsce wzrósł powyżej nawet najbardziej optymistycznych prognoz. Co ważne, wyraźną poprawę widać zarówno w zamówieniach krajowych, jak i eksportowych. Te drugie zwiększyły się po raz pierwszy od 8 miesięcy — zaznacza Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea.
Optymistyczne jest też to, że przedsiębiorcy zrezygnowali z deklarowanych w grudniu drastycznych planów ograniczenia zatrudnienia. Przed miesiącem wskaźnik obrazujący plany personalne firm niespodziewanie załamał się (spadł z 51 do 47 pkt — najmocniej w historii badania), co oznaczało, że znacznie przybyło firm, które postanowiły redukować zatrudnienie. Teraz wskaźnik wrócił do normy (powyżej 50 pkt).
— Na styczniu znowu zapanowała stabilizacja w zatrudnieniu — zaznacza Agata Urbańska.
O tym, że polska gospodarka ma szanse utrzymać w 2012 r. przyzwoity wzrost gospodarczy, świadczy też indeks CLI tworzony przez OECD — jest najwyżej od kwietnia. Choć najnowsze wyniki pochodzą z listopada 2011 r., to wskaźnik ten ma charakter wyprzedzający, czyli przewiduje rozwój sytuacji w nadchodzących miesiącach.
— Odnotowane w poprzednich latach zwyżki wskaźnika CLI nigdy nie okazywały się przejściowe. Fakt, że indeks idzie więc ostatnio w górę, daje nadzieję, że w 2012 r. wzrost gospodarczy Polski przekroczy 3 proc. — twierdzi Ignacy Morawski, ekonomista banku PBP.
Walutowa zasłona
Dobre dane z Polski pozytywnie odróżniają nas od naszych głównych konkurentów z regionu — Czech i Węgier. Na Węgrzech wskaźnik koniunktury (tworzony przez krajową statystykę, ale porównywalny ze wskaźnikiem HSBC PMI) w styczniu nieznacznie wzrósł (do 49,8 pkt), ale nadal pozostaje poniżej 50 pkt, a więc progu oddzielającego regres gospodarczy od ożywienia.
W Czechach jest jeszcze gorzej — indeks HSBC PMI dalej spada i osiągnął już poziom zaledwie 48,7 pkt. W Polsce tak słaba koniunktura była ostatnio we wrześniu 2009 r.
— Polskie styczniowe dane zaskoczyły pozytywnie, tymczasem węgierskie i czeskie rozczarowały. W tych dwóch ostatnich przypadkachw styczniu sytuacja gospodarcza uległa dalszemu pogorszeniu — zaznacza Agata Urbańska.
Ten dobry wynik polskiej gospodarki to w dużej mierze skutek słabego złotego. Jak wynika z badania Citigroup, dzięki drogiemu euro nasi eksporterzy mają większy bufor marżowy niż eksporterzy z Czech czy Węgier.
W Polsce próg opłacalności eksportu jest przez przedsiębiorców deklarowany na poziomie 3,88 zł za euro, czyli o 12,8 proc. poniżej rzeczywistego kursu z okresu prowadzenia badania. Na Węgrzech, gdzie forint również jest słaby, ten bufor to 11,8 proc., a w Czechach, gdzie korona pozostaje relatywnie silna, to zaledwie 8,6 proc.
— Polscy producenci sprzedający towary za granicę są zabezpieczeni na wypadek kłopotów na swoich rynkach docelowych. Nawet jeśli zamówienia spadną o kilka procent, eksport nadal będzie przynosił firmom dość pokaźne zyski — tłumaczy Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.