Pomysł, żeby wakacje spędzić na świeżym powietrzu, a nie blisko ekranu monitora, okazał się ze wszech miar słuszny. Jednak po miesięcznej planowanej i wynikającej ze wskazań wykresów przerwie, nadszedł czas, by już na bieżąco śledzić notowania. Dlatego pilnie wracamy z urlopów i nie odstępujemy GPW na krok.
Co tu dużo mówić, zrobiło się tanio i chociaż w większości przypadków nie powstały jeszcze konfiguracje wzrostowe, to skala zniechęcenia sugeruje, że jakieś poważne odreagowanie jest blisko. Możliwe, że najpierw indeksy i spółki będą musiały zaliczyć grudniowe dno. Precyzja wykresów ma w tej chwili mniejsze znaczenie niż to, co rynek usłyszy od nowego ministra finansów, a raczej jak jego wypowiedź wpłynie na rynek walutowy. Wzrost złotego spowoduje przynajmniej krótki powrót zagranicy, dla której polskie akcje są tańsze o różnice kursowe. Dalsze osłabienie krajowej waluty zmusi rynek do szukania niższych zasięgów i spowoduje dalszy odpływ zagranicznego kapitału z GPW.
W wariancie wzrostowym jako lokomotywę typowałbym TP SA. To, że spółka jest tania, zdążyli zauważyć analitycy zagranicznych domów maklerskich. W dodatku kurs TP SA zachowuje się odmiennie od kursu spółki matki, France Telecom. Oba walory praktycznie od zawsze były ze sobą silnie skorelowane. Tym co mogło spowodować „naciągnięcie sprężyny” i wymusić odmienne ruchy cen TP SA były spekulacje związane z możliwą podażą ze strony BGŻ i BGK oraz obawa przed ryzykiem kursowym.
Od rynku walutowego zależy zachowanie jeszcze jednej spółki, KGHM. Swoją drogą ciekawe, czy w końcu nauczyli się tam, jak wykorzystać korekty złotego do zabezpieczania przychodów dolarowych. Trudno oczekiwać, by za każdym razem miał ich w tym wyręczać minister finansów.
Nie trzeba przypominać, że powyższe dywagacje są osadzone w światowych realiach. Czas dojrzał, by byki spróbowały przejąć inicjatywę od Brazylii po Daleki Wschód. A że w to nikt nie wierzy... Mniejsza z tym. Widocznie tak już musi być. Jak widać, dużo będzie się teraz działo i u nas i na innych parkietach.
Na zakończenie dwa słowa o zarazie, która zaraża nam spółki groszowe. Ostatnio dopadła dwa Mostostale, wcześniej Elektrim, Netię i wiele innych. W nerwowych czasach nic tak nie niszczy kursu jak niepewność. Z tego punktu widzenia zajęcie stanowiska w sprawie gwałtownego spadku kursu przez zarząd Prospera wydaje się dobrym pomysłem, choć zdecydowanie spóźnionym. Zarządy muszą się w końcu nauczyć żyć w dobrych układach z analitykami i przedstawicielami instytucji finansowych. Wtedy konieczność podejmowania nadzwyczajnych działań będzie występować rzadziej. W kwestii spółek groszowych dziwi jeszcze jedno żadna, poza Netią, nie zgłosiła chęci przeprowadzenia operacji odwrotnego splitu.