Zwiększyły się możliwości pracy

Choć nie cała Skandynawia należy do Unii, członkostwo Polski pomogło naszym rodakom w zatrudnieniu po drugiej stronie Bałtyku.

Zwiększyły się możliwości pracy

Jan Kaliński
opublikowano: 29-05-2006, 00:00

Choć nie cała Skandynawia należy do Unii, członkostwo Polski pomogło naszym rodakom w zatrudnieniu po drugiej stronie Bałtyku.

Od początku obecności Polski w Unii Europejskiej swój rynek pracy otworzyła Szwecja. W Święto Pracy — pierwszego maja tego roku, swój rynek udostępniły Islandia i Finlandia. Dania i Norwegia wciąż utrzymują okresy przejściowe, ale wprowadzają kolejne ułatwienia.

— W związku z tym, że w Finlandii coraz szybciej przybywa emerytów i rencistów, powoli zaczyna brakować wykwalifikowanej siły roboczej, dlatego też Finowie zaczynają się już rozglądać za pracownikami w nowych krajach unijnych, między innymi w Polsce — twierdzi Pauli Rumbin, prezes firmy Patria.

Choć fiński rynek pracy dopiero się otworzył, już dziś pracuje w kraju tysiąca jezior około 2 tys. pracowników z Polski. Praktyką we wszystkich krajach skandynawskich jest zatrudnianie Polaków jako podwykonawców — w polskich firmach — dla firm z państw skandynawskich. Fiński rynek pracy zdominowali jednak Estończycy. Oprócz wykwalifikowanej kadry, w lecie pracowników poszukuje się do rolnictwa i w przemyśle leśnym.

Nie tylko w Unii

Islandia i Norwegia nie są członkami Unii Europejskiej. Wchodzą jednak w skład Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Islandia zdecydowała się na otwarcie rynku pracy. Według szacunków pracuje tam około 7 tys. Polaków. Głównym pracodawcą jest amerykański koncern Bechtel. Zapowiada on, że przy budowie huty zatrudni w tym roku jeszcze 2 tys. pracowników z Polski. Rodacy znaleźli też zatrudnienie w przemyśle rybnym, stoczniowym, rolnictwie, budownictwie i usługach turystycznych.

Norwegia utrzyma obostrzenia, chociaż i tak pracuje tam wielu Polaków.

— Jeszcze rok temu norwescy pracodawcy zostali zablokowani przez związki zawodowe, ale ostatecznie brak rodzimych fachowców zmusił związki do zaakceptowania Polaków w norweskich zakładach — opisuje Katarzyna Kapalka z Segel Polska.

Zgodę na pracę można uzyskać szybko. Po okresie jednego roku pracy na etacie pracownik z Polski przez pięć kolejnych lat może pracować na takich samych zasadach jak zatrudnieni ze starej Piętnastki. Władze Norwegii wydały w 2005 r. 23 831 zezwoleń na pracę dla Polaków. Była to połowa wydanych zezwoleń dla zatrudnionych spoza Norwegii.

— Zapotrzebowanie na pracowników polskich na rynku norweskim jest coraz większe, brakuje fachowców w takich zawodach, jak: spawacz, tokarz, piaskarz, operator maszyn, monter — twierdzi Katarzyna Kapalka.

Zatroszczą się o Polaków

W Danii sprawa zatrudnienia pracowników z Polski wygląda podobnie. Rząd w Kopenhadze wciąż utrzymuje okresy przejściowe, jednak wiele z dotychczasowych utrudnień jest znoszonych. Z 4047 pracowników zagranicznych 1,7 tys. pochodzi z Polski.

Nie tylko w Norwegii lokalni pracownicy protestowali przeciwko konkurencji z południa i ze wschodu. Także w Szwecji po otwarciu rynku pracy dla nowych państw Unii przetoczyła się fala niezadowolenia. Mimo konfliktów, które kończyły się nierzadko zablokowaniem przez szwedzkie związki zawodowe miejsc pracy, na terenie tego kraju oficjalnie pracuje 3420 Polaków (przy liczbie 5261 pracowników z nowej Unii).

Jednak główna fala emigracji zarobkowej przetacza się przez Szwecję w lecie. Przy pracach sezonowych może być zatrudnianych nawet kilkanaście tysięcy Polaków.

— Potrzebni są zarówno zbieracze jagód, jak i specjaliści — lekarze, pielęgniarki, informatycy — przekonuje Justyna Dziegieć z Agencji Rekrutacyjnej ITC.

Wejście Polski do Unii zmieniło sytuację pracowników. Mają oni prawo do legalnego zatrudnienia z pełnym pakietem socjalnym. Gdy związki zawodowe nie mogą przeciwstawić się napływowi nowych pracowników, zaczynają się troszczyć o ich prawa, dzięki temu zyskują oni opiekę, a szwedzcy pracownicy stają się na nowo bardziej konkurencyjni.

— Troszczą się o nas szwedzkie związki zawodowe, a nawet krótkoterminowe kontrakty dają dużą satysfakcję finansową. Przykładowo za 6 tygodni pracy w Szwecji polski malarz może otrzymać nawet 10 000 zł. Jeśli dodamy do tego, że może wyjechać do Szwecji w trakcie polskiego urlopu — oferta staje się niezwykle atrakcyjna — twierdzi Justyna Dziegieć.

Nie tylko na jagody

Skandynawskie firmy szukają nie tylko przysłowiowych zbieraczy jagód. Tak naprawdę największe zapotrzebowanie wśród pracowników niesezonowych jest na wykwalifikowaną kadrę. Ta sytuacja się pogłębia. W przyszłości można więc spodziewać się wzrostu zapotrzebowania na pracowników z Polski.

— Z punktu widzenia rekrutacji rynek szwedzki jest trudny. Niby różnice kulturowe są niewielkie, a jednak przejście z naszego systemu w realia kraju związkowego przysparza wielu trudności — począwszy od weryfikacji wymagań stawianych przez pracodawcę po właściwie prowadzoną kampanię marketingową. Zjawisko, które można nieco z przymrużeniem oka określić „wysoko rozwiniętą kulturą BHP”, jest ogromną barierą, ale głównie komunikacyjną, u której podstaw leżą niebezpieczne stereotypy o pracujących bez zabezpieczeń, leniwych, niedokładnych Polakach. Taka opinia ma się nijak do rzeczywistości — opisuje Justyna Dziegieć.

Firmy szukają profesjonalistów zarówno do prac fizycznych, jak i umysłowych. Osób wykształconych w danej dziedzinie.

W Szwecji 83 proc. pracowników należy do związków zawodowych.

— Szwedzi z jednej strony boją się naciągaczy systemu socjalnego, a z drugiej chyba potrzebują pracowników niezaangażowanych. Poszukiwani są profesjonaliści. To przysparza wielu problemów rekrutacyjnych. Weźmy np. malarzy... Szwedzi wymagają wykształcenia kierunkowego, specjalistycznych kursów i certyfikatów, podczas gdy polscy malarze to tzw. złote rączki. Brak wykształcenia nadrabiają zaangażowaniem, szybkością i starannością wykonywania zleceń oraz dużą elastycznością. A jednak mimo wszystko nie spełniają podstawowego warunku niezbędnego do podjęcia pracy — dodaje Justyna Dziegieć.

Umowy zbiorowe

Lindmark Torbjörn, prawnik w kancelarii MAQS

Wiadomo iż szwedzkie związki zawodowe podjęły akcję protestacyjną, aby zmusić zagraniczne podmioty do podpisania szwedzkiego układu zbiorowego. Podpisany układ zbiorowy w danym kraju, np. w Polsce, nie chroni zagranicznych pracodawców przed akcjami protestacyjnymi. Tylko szwedzki układ zbiorowy zapewnia taką ochronę. Jednakże zagraniczni pracodawcy mogą obecnie podpisywać „ulgową wersję” odpowiednich szwedzkich układów zbiorowych. W ten sposób zagraniczni pracodawcy uzyskują ochronę przed akcjami protestacyjnymi w okresie obowiązywania układu zbiorowego. „Ulgową wersją” można posługiwać się nie dłużej niż rok. Zagraniczny pracodawca winien zastosować podobną strukturę wynagrodzeń jak inni pracodawcy w branży i spełnić pewne inne warunki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jan Kaliński

Polecane