Zwierzęta tylko słychać

Karolina Guzińska
opublikowano: 2003-09-26 00:00

W dżungli nieunikniona jest znajomość z pijawkami. Siedzą na drzewach, czatując na ofiary. Zaskoczeniem jest monotonia kolorów. Tylko ściana zieleni i brunatno- pomarańczowa ziemia.

Nie ma kwiatów. Półmrok, utrudniający fotografowanie. Zwierzęta tylko słychać. Wzrok nie przebije litego gąszczu. Czasem da się dojrzeć żmiję skręconą na liściu, wielkie motyle — wysoko nad głowami. I gibony.

Dżungla to smród, błoto, wilgoć i owady. Z lotu ptaka ładna i zielona, w dolnych partiach obnaża brąz gnijących roślin. W splątanym gąszczu drogę wyrąbuje się maczetą. W takich warunkach zawodzi nawet GPS.

— Dla przeciętnego turysty w Amazonii nawet kilkugodzinna samotna wycieczka w głąb dżungli może być ostatnia. Tylko w towarzystwie przewodników — często Indian — można wybrać się na kilkudniową wyprawę. Z takich punktów wypadowych jak Manaus w Brazylii i Iquitos w Peru. Turyści nocują w bungalowach — często na hamakach — poznają florę i faunę lasów tropikalnych. Polują na piranie i kajmany, które przewodnicy usłużnie zaganiają w ich stronę... A przede wszystkim przekonują się o trudnych warunkach w dżungli — twierdzi Mateusz Karasiński, właściciel biura podróży MK Tramping.

— Drzewo rośnie na drzewie i pod drzewem. Ropucha wielkości małego psa napawa się ulewą. Nie widać innych zwierząt — prócz małp. Czasem ślady tapira, pumy... Ptaki i insekty krzyczą, mruczą, miauczą, piszczą, gwiżdżą. Kakofonia — potwierdza Bartek Pogoda, fotograf.

Konfrontacja wyobrażeń z rzeczywistością. Szok.

— Zdjęcia nie oddają najważniejszego: olbrzymiej wilgoci i straszliwego hałasu owadów. Po półgodzinnym marszu pod górkę jesteś niemiłosiernie zmęczony. Wilgoć, wysoka temperatura i najmniejszego powiewu wiatru — jak w szklarni... Pot zalewa ci oczy. Możesz wyżąć koszulę i spodnie. Ciężko złapać oddech... I na dodatek ten harmider! Jak z rozstrojonego radia! Mimo wszystko warto, ale nie wszystkim spodoba się ten „sport” — uważa Michał Szymański, informatyk w Lido Technology.

Wielokroć wyprawiał się do dżungli. Zwiedził Park Narodowy Taman Nagera i okolice masywu Belumut w Malezji, Borneo (parki narodowe Bako, Kubah, Gunung Gading) i inną część Indonezji (Park Narodowy Vjung Kulon).

— Monotonnie. Brak spektakularnych widoków i wydeptanych szlaków. W nocy deszcz, pioruny. A rankiem wokół obozowiska ślady tygrysich łap... — przestrzega Michał Szymański.

Po lesie tropikalnym nie warto po prostu łazić. To się szybko nudzi. Lepiej wytyczyć sobie cel: wizyta u indiańskich plemion — co wcale niełatwe, bo wiele z nich przemieszcza się z miejsca na miejsce. Albo tropienie zwierząt —w lasach Indonezji wypatrzymy orangutany już po godzinie marszu, ale dotarcie do siedzib tygrysów sumatrzańskich zajmuje cztery dni.

— Park Narodowy Madidi — ogromny obszar na północy Boliwii. Dom tysiąca gatunków ptaków — 10 proc. wszystkich znanych na świecie. Dociera się tu tylko na piechotę lub canoe. To jedno z najdzikszych miejsc Amazonii. Trzydniowa piesza wycieczka z przewodnikiem kosztowała 60 USD. Mieszkałem w obozie rozbitym 300 m od rzeki. Baraki powleczone zieloną siatką. Wewnątrz proste prycze z moskiterą przeciw komarom... — mówi Bartek Pogoda.

W nocy bywa zimno. A w dzień potrzebne są długie spodnie, wodoodporne kurtki. Takież buty. Czasem brnie się w wodzie po kolana. Przydadzą się bandaże, lekarstwa, jodyna...

— Warto wydać 100 USD na wodoszczelne pudełko z wyposażenia nurków. By schować aparat fotograficzny. A zamoczony sprzęt elektroniczny wkładamy do impregnowanego worka z saszetkami wyciągającymi wilgoć. Poleży przez noc i zacznie działać — radzi Bartek Pogoda.

Ciekawym doświadczeniem może być podróżowanie rzeką.

— Prawie 1000 km przepłynąłem barką wiozącą benzynę z Boliwii do Brazylii. Jedną z rzek dorzecza Amazonki. Zapłaciłem 20 USD za ośmiodniową podróż. Z jedzeniem! Barce towarzyszyły różowe i szare delfiny słodkowodne. Płynęły za łodzią, skakały... Ich westchnienia są takie ludzkie! — przekonuje Bartek Pogoda.

— Nigdy nie widziałem tylu krokodyli co w Amazonii! Ogromne 2-3-metrowe sztuki wylegiwały się bezczelnie na brzegach rzeki. A łowienie piranii? Nie, nie są smaczne. Za suche. Ale jakie emocje! Wyciągając taką rybkę z wody — bierze na kawałki wołowiny — widzi się jej nieprzyjemne ząbki. I ta obawa, że — choć poluje w grupie — może ciachnąć — wspomina Marek Kamiński, polarnik, podróżnik, autor książek.

Równikowe lasy tropikalne porastają Nową Gwineę (część zachodnia Irian Jaya) i Indonezję (na Sumatrze i Borneo).

— Mnóstwo miejscowych biur organizuje wypady w głąb dżungli. Popularnością cieszy się zwłaszcza jednodniowy trekking po Parku Narodowym Gunung Leseur w północnej części Sumatry (baza wypadowa w miejscowości Bukit Lawang). To jeden z najciekawszych i najstarszych górzystych parków narodowych Azji. Tu ujrzymy potężne drzewa o obwodzie 4-5 m. W koronach żyją małpy, w tym liczne orangutany. Spotyka się nosorożce, tapiry, tygrysy sumatrzańskie... Ciekawe lasy tropikalne można odwiedzić także w malezyjskiej części Borneo. A plemiona? Łowcy głów na Papui-Nowej Gwinei — mówi Mateusz Karasiński.

Michał Szymański wspomina, że za trzydniowy trekking w Parku Narodowym Vjung Kulon (Indonezja) zapłacił około 300 zł (za dwie osoby).

— Przewodnik nam gotował. Bardzo smacznie. Miał też łódkę, bo część drogi przebyliśmy rzeką — dorzuca.

W przeciwieństwie do dżungli azjatyckiej i amazońskiej, afrykańska jest dziś właściwie niedostępna — ze względu na sytuację polityczną i brak jakiejkolwiek bazy turystycznej.

— To korzyść dla niektórych gatunków zwierząt i katastrofa dla innych. W Rwandzie, gdzie żyje jakieś osiem kolonii goryli górskich, toczyły się walki plemion Hutu i Tutsi. Goryle trzebiono... — ubolewa Mateusz Karasiński.

Wyjątkiem jest Park Narodowy Wirunga w Kongu. To tu — podczas jednodniowego trekkingu — odwiedza się jedną z trzech dostępnych dla turystów grup goryli górskich, znanych z filmu o Diane Fossey „Goryle we mgle”.

— Startuje się z Kigali, stolicy Rwandy. Po trzygodzinnym podejściu docieramy do zwierząt. Godzina podziwiania goryli, zwiedzanie domu Diane Fossey i półtorej godziny na powrót. Płacimy 250 USD. To chyba najdroższe safari świata! — uważa Mateusz Karasiński.

W dżungli Afryki żyje jedno z najciekawszych plemion świata — Pigmeje. Ale dotarcie do ich osad wymaga udziału w kilkudniowej ekspedycji przez ziemie objęte walkami etnicznymi.

Możesz zainteresować się również: