Zwierzyniec z dachu

Adrian Chimiak
opublikowano: 31-05-2006, 00:00

To cudowne, gdy praca może być częścią hobby. Wiele kościołów i budynków od Wałbrzycha do Słupska zawdzięcza śląskiej firmie drugą młodość.

— Kiedyś usłyszałem, że w firmie panuje niemiecki porządek, a wyroby cechuje hiszpańska fantazja. To chyba komplement? — śmieje się Klemens Weber, wiceprezes i członek zarządu produkującej systemy rynnowe firmy Protec (kapitał niemiecko-hiszpański).

Zaczynał w lokalnej spółdzielni produkcyjnej. 15 lat temu spółdzielnia wydzierżawiła część hali kapitałowi zagranicznemu, a Webera poproszono o dopilnowanie przewiezionych do Chróścic materiałów i maszyn. Znał potrzeby rynku budowlanego, wiedział, na jakie wyroby dekarskie jest zbyt. Szybko więc od zagranicznych partnerów dostał propozycję pracy w spółce.

— Pomogła mi znajomość niemieckiego. Jestem autochtonem. Niepewna sytuacja spółdzielni i przewidywane lepsze zarobki przyspieszyły decyzję — wspomina.

I na Wawelu, i w Emiratach

Protec — choć zatrudnia zaledwie 60 osób — należy do największych polskich producentów systemów rynnowych z miedzi, tytancynku i blachy ocynkowanej. Wyroby firmy podziwiają miliony. Można je znaleźć na całym świecie — od Emiratów Arabskich po pałacyk Prezydenta RP w Wiśle i zamek na Wawelu. I będą podziwiać jeszcze długo, bo trwałość materiału szacuje się na blisko 300 lat.

Ale nie zawsze było różowo.

— W 1994 r. przeszliśmy poważny kryzys. Wstyd się przyznać, oprócz rynien produkowaliśmy wtedy co popadnie — od branży tekstylnej po motoryzacyjną. Do dzisiaj zresztą zaopatrujemy w uszczelki Forda i Chryslera. Jednak nie można być dobrym we wszystkim, więc postawiliśmy na rynny — mówi Weber.

Jednak jeszcze cztery lata temu firma musiała zwalniać część załogi. Praktycznie całą produkcję eksportowała wówczas do Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Holandii, Belgii, Republiki Południowej Afryki, Australii i Stanów Zjednoczonych. Zmiany kursów walut spowodowały, że zaczęła ponosić straty. Z kryzysu udało się wyjść dzięki sprzedaży na rynku wewnętrznym. Dziś za granicę trafia 60-80 proc. produkcji.

Sztandarowym produktem firmy Protec są systemy rynnowe i uchwyty pod instalacje solarne.

— Możemy wytworzyć rynnę długości trzech kilometrów. Ba, może nawet nie mieć końca. Ale kto ją zamontuje? — martwi się żartobliwie wiceprezes.

Rzeczywiście, z zawieszeniem najdłuższych wyprodukowanych rynien (blisko 20 metrów) były spore problemy. Standardem są najchętniej kupowane rynny pięcio-, sześciometrowe.

Członek zarządu i artysta

Klemens Weber kocha swoją pracę. Bo czy przeciętny człowiek, po wielu godzinach spędzonych w firmie zajmującej się wyrobami z miedzi, przychodzi do domu i wykonuje miedziane zwierzątka?

— Lubię te wieczory z metaloplasyką, gdy mogę się wyżyć artystycznie — uśmiecha się Weber.

W jego biurze znajduje się cały ptasi zwierzyniec, od koguta po orła. Na stole zamiast bukietu kwiatów stoi miedziana róża.

— Tą dłubaniną staram się wynagrodzić sobie moją drugą, niespełnioną miłość: sport. Stan zdrowia nie pozwala mi już grać w piłkę — oznajmia.

Ewenementem na skalę kraju jest sponsorowanie przez Protec pięciu sekcji sportowych w jednej wsi (siatkówka, piłka nożna, tenis stołowy, szachy i skat — śląska odmiana brydża). Firma kupuje im między innymi sprzęt sportowy. Wszelkie imprezy sportowe odbywające się w chróścickiej szkole podstawowej i gimnazjum firma obejmuje patronatem.

Stają na głowie

Czy niewielki zakład z Chróścic koło Opola może wytwarzać coś, czego nikt w Europie jeszcze się nie podjął? Klemens Weber zapewnia, że tak.

— Produkujemy ponad 30 naczyń zbiorczych odprowadzających wodę z rynny w wymiarach od 80/60 mm do 250/150 mm (średnica rynny/spustu). Konkurencja oferuje wyroby zaledwie w kilkunastu wymiarach. Rodzaj materiałów i stylistyka systemów powoduje, że wyroby są wyjątkowe. Nasze pomysły chroni 30 patentów — wylicza Weber.

Ale oryginalne wyroby nie wystarczą, by utrzymać mocną pozycję na rynkach krajów Europy Zachodniej. Dlatego w firmie przestrzega się wielu wewnętrznych zarządzeń.

— To są proste zasady, jedną z nich wprowadził kiedyś José Lopez, menedżer Forda, a nakazuje ona stanąć na głowie, jeśli trzeba, byle towar dostarczyć na czas. My potrafimy stanąć — mówi wiceprezes Weber.

Pomysł na sezon

Zdaniem wiceprezesa Webera, sukces (12 mln zł obrotu w 2005 r.) to zasługa miejscowych pracowników. Jest jednak jeden problem. Otóż produkcja systemów rynnowych podlega rytmowi pór roku. Latem, czyli właśnie wtedy, gdy fabryka pracuje na najwyższych obrotach, pracownicy chcieliby urlopów.

— Znaleźliśmy rozwiązanie tego problemu. Ustanowiliśmy coś w rodzaju biura pracy na nasze potrzeby. Osoby szukające zajęcia zapisują się na listę, a gdy nadchodzą miesiące wzmożonej produkcji, zatrudniamy ich jako pracowników sezonowych — mówi przedsiębiorca.

Bufor rezerwowych pracowników zdaje w firmie egzamin, a stali pracownicy mogą korzystać z urlopów w atrakcyjnych terminach.

Wnuki nie zarobią

Firma śmiało podejmuje się tak trudnych zadań, jak rekonstrukcja zabytkowych elementów dachów i rynien.

— To cudowne, gdy praca może być częścią hobby. Wiele kościołów i budynków od Wałbrzycha do Słupska zawdzięcza nam swoją drugą młodość — mówi z entuzjazmem Klemens Weber.

W pomieszczeniu sąsiadującym z biurem czeka na odbiór róża wiatrów, dwumetrowy krzyż i potężna pozłacana kula. Przy oknie pod folią stoją na półkach miedziane figurki i rzygacze.

— Miedź jest dosyć trwałym materiałem, następną wymianę rynien i elementów zdobniczych przewiduję na XXIV wiek — kalkuluje Weber.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu