Zwrot podatku dla wytrwałych

Adam Sofuł
opublikowano: 19-01-2007, 00:00

Werdykt Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) nie był zaskoczeniem nawet dla resortu finansów, który pośrednio przyznał, że świadomie wprowadził i przez wiele miesięcy egzekwował przepisy niezgodne z prawem europejskim. Skoro jednak taki wyrok był spodziewany, było dużo czasu, by zastanowić się, co z tym fantem zrobić — niektórzy spekulowali, że ministerstwo będzie musiało zwrócić całą zapłaconą przez sprowadzających stare auta z Zachodu akcyzę, a to oznaczałoby ubytek dla budżetu rzędu 2,5 mld zł.

Czarne scenariusze mają jednak to do siebie, że rzadko się sprawdzają (chyba że są naprawę najczarniejsze z czarnych), ale i tak warto je brać pod uwagę. Resort finansów jakieś pieniądze będzie musiał jednak zwrócić. W tym celu ministerstwo wymyśliło schody, które będą musieli przejść ubiegający się o zwrot akcyzy. Strome i wysokie. Konferencja wiceministra Jacka Dominika była poświęcona tylko temu celowi — by zniechęcić ewentualnych petentów. Trudno prorokować, ale na nasze oko chyba odniosła skutek. Minister poinformował więc, że będzie zwracana jedynie nadpłata akcyzy, a nie cała kwota, że każdy wniosek będzie rozpatrywany indywidualnie — co przy 2,5 mln sprowadzonych między majem 2004 a grudniem 2006 aut brzmi szczególnie złowieszczo, wreszcie, że urzędnicy sprawdzą, czy wartość auta na fakturze nie została zaniżona. Ta groźba też zapewne zrobi swoje.

Wydawałoby się więc, że wszyscy powinni być zadowoleni — sprowadzający auta mają powody do satysfakcji, a niektórzy z nich nawet niewielką nadzieję na trochę pieniędzy. Wszystko wskazuje też na to, że na werdykcie ETS budżet państwa też specjalnie nie ucierpi. A jednak niesmak pozostaje. I to nie tylko dlatego, że po raz kolejny mamy prawo mieć mniejsze zaufanie do tworzonych norm prawnych, że ministerstwo, utrudniając życie ubiegającym się o zwrot akcyzy, trochę umywa ręce od swoich błędów, ale też z tego powodu, że filozofia, która przyświecała wprowadzeniu akcyzy na stare auta z zagranicy, wciąż jest żywa.

Akcyza na używane samochody miała uchronić polskie drogi przed zalewem — jak to deklarowali urzędnicy resortu — zagranicznego złomu, który jest niebezpieczny, nieekologiczny i w dodatku szpeci polskie drogi (jakże piękne przecież). Można by odnieść wrażenie, że Polacy są narodem żywiącym szczególną estymę do starych i mocno zużytych pojazdów i trzeba było temu niezrozumiałemu zamiłowaniu postawić tamę. W ten sposób podatek stał się narzędziem w walce o bezpieczeństwo i estetykę, chociaż wydawałoby się, że resort finansów ma nieco inne zadania. Nie tak dawno żywą dyskusję wywoływało zrównanie akcyzy na olej opałowy i napędowy. Resort uzasadniał to koniecznością walki z mafią paliwową. A nam marzy się kraj, w którym Ministerstwo Finansów dba tylko o zapewnienie środków na sprawne funkcjonowanie państwa — troskę o bezpieczeństwo i walkę z mafiami pozostawiając innym — licznym ostatnio — służbom i organom. Może werdykt Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wpłynie na ograniczenie zainteresowań resortu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu