Zwyżka cen ropy ma się ku końcowi

opublikowano: 17-12-2017, 22:00
aktualizacja: 17-12-2017, 22:36

Światowa koniunktura gospodarcza wraz ze zmową OPEC i Rosji mogłyby powoli podnosić ceny. Amerykańskie łupki temu zapobiegają.

Kilka dni temu cena ropy Brent osiągnęła najwyższy poziom od połowy 2015 r. Analitycy twierdzą jednak, że nie należy z tego wyciągać zbyt daleko idących wniosków. To, co się stało z kursem ropy wydobywanej z Morza Północnego, nie miało bowiem odzwierciedlenia w wycenie ropy WTI, która jest podstawą handlu w Ameryce Północnej. Wzrost ceny ropy Brent był konsekwencją awarii rurociągu dostarczającego ją do Wielkiej Brytanii.

— To typowa awaria. Nic nadzwyczajnego, ale powoduje ograniczenie podaży — zaznacza Kamil Maliszewski, analityk mBanku. W przypadku Wielkiej Brytanii chodzi o niemałe ograniczenie. Uszkodzony rurociąg dostarczał tam 40 proc. paliwa z Morza Północnego, a jego naprawa potrwa od kilku tygodni do kilku miesięcy. W skali globalnej awaria nie ma jednak dużego znaczenia.

Kolejny taki rok

Biorąc pod uwagę wszystkie zmienne, analitycy prognozują, że w 2018 r. kurs obu gatunków ropy będzie na takim samym poziomie jak od połowy 2016 r. i przez większą część 2017 r. Innymi słowy — nieco niżej niż obecnie.

— Cena ropy pozostanie na poziomie 55-60 USD za baryłkę na dłuższy czas. Nie wydaje mi się, by w 2018 r. notowania osiągnęły wyższy poziom. Krótkookresowo ceny mogą kształtować się nieco inaczej, ale nie zmienia to ogólnego obrazu — mówi Kamil Maliszewski.

— Kurs ropy pozostanie stabilny w 2018 r., choć ze słabszym początkiem roku. Pierwszy kwartał charakteryzuje się tradycyjnym spadkiem popytu, w związku z czym cena ropy Brent może spaść poniżej 60 USD za baryłkę, a WTI do 50-52 USD — dodaje Konrad Białas z DM TMS Brokers. Konrad Białas uważa, że obecne ceny są sztucznie podtrzymywane przez ograniczenia produkcji przyjęte przez kraje OPEC (Organization of the Petroleum Exporting Countries) i współpracujących z kartelem eksporterów spoza organizacji — głównie Rosję. Gdyby nie zmowa, ropa byłaby tańsza. Eksperci zakładają jednak, że ograniczenia podaży zostaną utrzymane do końca 2018 r.

— Rynek ropy cały czas boryka się z nawisem zapasów. OPEC przyjęła ograniczenia wydobycia, by ten nawis zmniejszyć. Jesteśmy w połowie drogi do tego celu, a zajęło to więcej niż rok. Nie chodzi przy tym o całkowitą likwidację zapasów, bo one zawsze istnieją. Kraje wysoko rozwinięte utrzymują je na wszelki wypadek. Chodzi o to, by zlikwidować pewien nadmiar zapasów — tłumaczy Konrad Białas.

Łupkowa kalkulacja

Teoretycznie spadek zapasów powinny wspierać oczekiwania wzrostu popytu w związku z utrzymującą się dobrą koniunkturą gospodarczą na całym świecie. Wespół ze zmową kartelową powinno to prowadzić do wzrostu cen. Rynek ma jednak wentyl bezpieczeństwa, będący konsekwencją amerykańskiej rewolucji łupkowej. Wzrost cen stymuluje uruchamianie nowych odwiertów w tej technologii. Niegdyś uważano, że próg opłacalności dla biznesu łupkowego to 50 USD za baryłkę. Obecnie coraz częściej mówi się o 40 USD. Teoretycznie więc ropa powinna nawet tanieć. Kontrakty terminowe wskazują, że cena surowca będzie spadać.

— To nie jest sytuacja zachęcająca do nowych inwestycji. Prawdopodobnie weszliśmy więc w okres stabilizacji cen — kończy Kamil Maliszewski.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zwyżka cen ropy ma się ku końcowi