Brak zaufania do polskich papierów skarbowych odbiłby się na firmach
Resort finansów na rynku długu staje w szranki z największymi gospodarkami świata. I jest przekonany, że nie polegnie.
Ministerstwo Finansów (MF) planuje do końca roku sprzedać na zagranicznych rynkach obligacje za 2 mld EUR. Firmy powinny trzymać kciuki za resort Jacka Rostowskiego, żeby udało mu się znaleźć nabywców, którzy zgodzą się na przyzwoite warunki. Jeśli będą wybrzydzać, banki w Polsce jeszcze mocniej przykręcą kurek z kredytami.
Wysyłają w świat
Resort finansów jedną emisję obligacji za granicą ma już za sobą. Na koniec stycznia sprzedał na rynku euro papiery skarbowe o wartości miliarda euro. Jak twierdzą urzędnicy MF — z powodzeniem.
— Rynek bardzo dobrze przyjął naszą ofertę, co pozwala z optymizmem patrzeć na ewentualne kolejne zagraniczne emisje — mówi Anna Suszyńska, zastępca dyrektora departamentu długu publicznego resortu finansów.
Dodaje, że ministerstwo przygląda się też innym rynkom. One również — w ocenie MF — dobrze rokują.
— Euro jest dla nas rynkiem strategicznym i tu będziemy pożyczać najwięcej pieniędzy. Cały czas badamy też rynek franka szwajcarskiego. Mamy tam dobrą bazę, inwestorzy nas korzystnie postrzegają. Utrzymujemy też kontakt z rynkiem jena. Dlatego jestem optymistką — mówi Anna Suszyńska.
Część ekonomistów podkreśla jednak, że znalezienie na światowych rynkach nabywców na polskie papiery będzie trudne, a na pewno bardzo kosztowne. Do końca 2009 r. swoje obligacje na niespotykaną dotąd skalę zamierzają wypuścić największe gospodarki świata. Stany Zjednoczone chcą pożyczyć prawie 2 bln USD, kraje strefy euro — około 1 bln EUR, a Wielka Brytania — 150 mld GBP. Konku- rencja będzie więc bardzo duża.
— Zdajemy sobie sprawę, że skala podaży obligacji jest bezprecedensowa. Liczby są duże, jednak Polska ma dobrą pozycję na międzynarodowych rynkach, więc nie powinno być problemu ze sprzedażą naszych papierów. Koszt pozyskania pieniądza w formie obligacji w ostatnich miesiącach rzeczywiście wzrósł, ale nadal nie jest zbyt duży — zaznacza Anna Suszyńska.
Chcą równouprawnienia
Zagraniczne emisje obligacji mają duży wpływ na kredyty dla polskich firm, ponieważ to od nich zależy skala i warunki przetargów na papiery skarbowe w kraju, a to z kolei kształtuje kwotę, jaką banki przeznaczają na kredyty. Najprostsze przełożenie jest takie: im więcej obligacji rząd wyemituje za granicą, tym mniej w kraju. Ale jest jeszcze jedna zależność.
— Przy ostatniej sprzedaży obligacji za granicą resort finansów musiał zgodzić się na wysoką marżę inwestorów. Znacznie wyższą od tej, którą otrzymują banki w kraju. Rodzimi inwestorzy, widząc tę różnicę, zwiększają żądania. Rośnie więc presja, aby mi-nisterstwo dawało w kraju lepsze warunki pożyczkodawcom. A lepsze warunki przy obligacjach zniechęcają banki od udzielania kredytów firmom — mówi Ernest Pytlarczyk, szef zespołu analityków BRE Banku.
Obligacje już od kilku miesięcy coraz bardziej "wypychają" z banków kredyty dla firm. Jak pisaliśmy tydzień temu, w grudniu krajowe instytucje finansowe kupiły obligacje o wartości 21 mld zł, a wartość kredytów złotowych polskich firm spadała w tym czasie o 4,4 mld zł.
Na rozdrożu
Część ekonomistów twierdzi jednak, że zainteresowanie rządowymi papierami w kraju spadnie.
— Jeszcze w styczniu popyt był silny, często kilkakrotnie większy niż podaż. Jednak już pierwsze dni lutego pokazały, że skłonność do kupowania naszych obligacji słabnie. Dość dużym zainteresowaniem cieszą się tylko papiery krótko- terminowe — mówi Remi- giusz Grudzień, ekonomista PKO BP.
Podobnego zdania jest Błażej Wajszczuk, ekonomista Fortis Banku.
— Największe gospodarki świata wypuszczą tak dużo obligacji, że sprzedanie naszych papierów na sensownym poziomie będzie trudne — uważa analityk.
Tu jednak interesy firm i MF się rozjeżdżają. Słaby popyt dla rządu oznacza większe koszty pożyczki, ale dla firm — większą pulę w bankach na kredyty.
139,7
mld zł Taka jest wartość papierów skarbowych, których emisja zaplanowana jest na 2009 r. w ustawie budżetowej…
155
mld zł …rząd już przyznał jednak, że potrzeby pożyczkowe mogą wzrosnąć do takiej kwoty. Oby na tym się skończyło.
Jacek Kowalczyk