Prokuratura ciągnie do sądu byłych szefów resortu skarbu i państwowych firm
Ktoś za coś odpowie. Albo były minister Kaczmarek za działanie na szkodę interesu publicznego, albo prokuratura za niesłuszne oskarżenie.
Były poseł SLD i minister skarbu państwa Wiesław Kaczmarek. Jego zastępca Ireneusz Sitarski, były prezes NFI Foksal i szef rady nadzorczej BGŻ. Mirosław Roguski, prezes Totalizatora Sportowego w latach 2001-06. Do tego trzej bardzo wysocy urzędnicy resortu skarbu sprzed kilku lat oraz czterej byli szefowie ważnych spółek kontrolowanych przez państwo. Wszyscy: oskarżeni o działanie na niekorzyść interesu publicznego i spółek skarbu oraz wyrządzenie im szkód od 19 mln do ponad 47,5 mln zł.
Sukces nieodtrąbiony
Takim sukcesem prokuratura nie mogła się do tej pory pochwalić. Nie pochwaliła się i kilka tygodni temu, kiedy akt oskarżenia w tej sprawie trafił do warszawskiego Sądu Okręgowego. Dlaczego? Wiele wskazuje na to, że nie ma się czym chwalić, a sprawa może skończyć się kompromitacją. Już za dwa tygodnie sąd może zwrócić ją prokuraturze do poprawki lub nawet umorzyć (patrz tekst obok).
Zarzuty prokuratury dotyczą wydarzeń wokół toru wyścigów konnych na warszawskim Służewcu. Na początku 2000 r. kierowany przez kojarzonego z lewicą Sławomira Sykuckiego Totalizator Sportowy (TS) za symboliczną złotówkę przejął od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (AWRSP) 100 proc. udziałów w spółce Służewiec — Tory Wyścigów Konnych (STWK), która organizowała wyścigi. TS zobowiązał się do spłaty wierzycieli STWK (ponad 5,6 mln zł), zainwestowania do końca 2004 r. 20 mln zł i prowadzenia wyścigów przez 30 lat. Totek miał zarabiać na tym, na czym się znał, czyli na hazardzie: zakładach na wyścigi koni.
Prawny galimatias
W maju 2000 r. Sejm, nowelizując ustawę hazardową, zakazał jednak Totalizatorowi Sportowemu innej działalności niż prowadzenie gier liczbowych i loterii. Jednocześnie władzę w nim z nadania prawicowego rządu przejął Władysław Jamroży. Był on zainteresowany prowadzeniem końskiego biznesu, ale pod warunkiem przejęcia części terenów Służewca. Nic z tego nie wyszło, bo znów zmieniło się prawo.
Posłowie uchwalili ustawę o wyścigach konnych, a ta przeniosła niezbywalne prawo własności Służewca z AWRSP na Polski Klub Wyścigów Konnych (PKWK — dzięki tej instytucji minister rolnictwa nadzoruje wyścigi).
W grudniu 2001 r. prezesem TS z lewicowego nadania został Mirosław Roguski. Chciał pozbyć się Służewca i w lutym 2002 r. podpisał umowę, na mocy której oddał za darmo STWK skarbowi państwa, jednocześnie wykładając 19 mln zł, które miały pozwolić spółce na przetrwanie. W zamian zwolniony został ze wszystkich zobowiązań, jakie nakładała na niego umowa z 2000 r.
Trefna umowa
To właśnie umowa z lutego 2002 r. stała się podstawą do wszystkich zarzutów prokuratury. Roguski i członek zarządu TS Jan Adamski oskarżeni zostali o wyrządzenie TS szkody wartej co najmniej owe 19 mln zł. Prezes STWK ma zarzut doprowadzenia tej spółki do jeszcze wyższych strat: ponad 47,5 mln zł (mają wynikać z niekorzystnego zwolnienia TS z obowiązków inwestycyjnych). Dodatkowo z dwoma innymi członkami zarządu miał nie wywiązać się z obowiązku zgłoszenia wniosku o upadłość STWK.
A Wiesław Kaczmarek, Ireneusz Sitarski i ich podwładni? Oskarżeni są o niedopełnienie obowiązków, co miało doprowadzić do wielomilionowych strat w obu spółkach kontrolowanych przez państwo.
— To, że TS stracił na zaangażowaniu w Służewiec, to fakt — przez niecałe 2,5 roku bezpowrotnie wpompował tam ponad 30 mln zł. Oddanie STWK skarbowi państwa też nie poprawiło kondycji tej firmy: spółka popadała w coraz większe długi, co skończyło się upadłością. Wszystkiemu nie jest jednak winna tylko umowa z lutego 2002 r. Prokuratura poszła na łatwiznę, co może skończyć się jej kompromitacją przed sądem. Tak słabo przygotowanego i chaotycznego aktu oskarżenia chyba jeszcze nie czytałem — ocenia niezależny prawnik, który zna wydarzenia wokół Służewca.
Kto ma rację? Niezależny prawnik, oskarżeni czy prokuratura? Zdecyduje sąd.
Oskarżeni odpierają zarzuty
Wiesław Kaczmarek
poseł i minister w kilku rządach SLD. Po 2005 r. prezes spółek kontrolowanych przez Aleksandra Gudzowatego, a dziś szef firmy, która chce otworzyć prywatny szpital. Oskarżony też o wydanie nierzetelnej opinii, pozwalającej na przyznanie poręczenia skarbu państwa aferalnej spółce Laboratorium Frakcjonowania Osocza (zapewnia, że jest niewinny).
Zarzut: Jako minister skarbu państwa nie dopełnił obowiązków, działając na szkodę interesu publicznego, grożą mu 3 lata więzienia.
Z tej sprawy płynie wniosek, że najlepiej nic nie robić, bo wtedy nie będzie się miało żadnych kłopotów. Nasze wynikają z tego, że chcieliśmy naprawić złą umowę między Totalizatorem Sportowym a STWK z 2000 r. To jednak pozorne kłopoty. Prokurator nie rozumie pojęć, takich jak bilans czy strata, i dlatego stawia idiotyczne zarzuty. Rok temu byłem wściekły z bezsilności na głupotę, dziś ze spokojem czekam na decyzję sądu.
Ireneusz Sitarski
wiceminister przekształceń własnościowych (1994-96) i skarbu państwa (2001-03) za kadencji Kaczmarka. Był też m.in. prezesem NFI Foksal i szefem rady nadzorczej BGŻ. Dziś członek rady nadzorczej Pesy Bydgoszcz i ZNTK Mińsk Mazowiecki.
Zarzut: Jako podsekretarz stanu w resorcie skarbu nie dopełnił obowiązków, działając na szkodę interesu publicznego, grożą mu 3 lata więzienia.
Zarzuty oparto na niekompletnej opinii biegłego, a kiedy ten się skompromitował, powołano innych, których już nie mogliśmy przesłuchać. Nic dziwnego: ich ekspertyzy różnią się z tą pierwszą nawet w tym, czy STWK w ogóle poniosła stratę! A prawda jest taka, że umowa z lutego 2002 r. nikomu nie przyniosła strat. W najlepszy sposób rozwiązano problem wynikający ze zmian w ustawie hazardowej.
Elżbieta Niebisz
wieloletni dyrektor w resorcie skarbu. Członek rad nadzorczych m.in. PZU, PSE i KGHM. Dziś jest członkiem rady nadzorczej Polimeksu-Mostostalu.
Zarzut: Jako dyrektor departamentu w resorcie skarbu nie dopełniła obowiązków, działając na szkodę interesu publicznego, grożą jej 3 lata więzienia.
Totalizator Sportowy nie miał prawa organizowania zakładów na wyścigi koni i oddanie udziałów w STWK było dla niego korzystne. Przejęcie tej spółki przez skarb państwa dawało i jej szansę na poprawę kondycji finansowej. Nie miało znaczenia, że trwały prace nad nowelizacją ustawy hazardowej, która znów pozwoliła TS organizować zakłady. Przecież nie mogliśmy wiedzieć, jaki będzie ostateczny kształt noweli. Jako urzędnicy mieliśmy przymykać oko na łamanie prawa do czasu jej uchwalenia?
Zbigniew G.
absolwent Krajowej Szkoły Administracji Publicznej (KSAP), w latach 1994-2007 urzędnik administracji państwowej. Dziś członek rady nadzorczej Polfer Podzespoły Indukcyjne.
Zarzut: Jako zastępca dyrektora departamentu w resorcie skarbu nie dopełnił obowiązków, działając na szkodę interesu publicznego, grożą mu 3 lata więzienia.
Nie ma najmniejszego uzasadnienia dla przedstawionego mi zarzutu. Jako urzędnik pracowałem w kolejnych rządach, niezależnie od opcji politycznej. Prokuratura wyrządziła mi wielką krzywdę. Do dziś nie mogę wykonywać pracy, do której przecież szkoliłem się w KSAP na koszt podatników.
Bożena Dyjak
wieloletni naczelnik wydziału w resorcie skarbu, dziś dyrektor w jednej ze spółek córek Orbisu.
Zarzut: Jako naczelnik wydziału w resorcie skarbu nie dopełniła obowiązków, działając na szkodę interesu publicznego, grożą jej 3 lata więzienia.
W ówczesnym stanie prawnym, niekorzystnym dla Totalizatora Sportowego i STWK, wybraliśmy najlepsze rozwiązanie. Prokuratura korzysta tylko z tych dowodów, które pasują jej do z góry postawionej tezy.
Mirosław Roguski
w latach 90. prezes firm ubezpieczeniowych, a od 2001 r. do 2006 r. Totalizatora Sportowego. Dziś członek rady nadzorczej Relpolu.
Zarzut: Jako prezes TS wyrządził spółce szkodę wielkich rozmiarów: co najmniej 19 mln zł, grozi mu do 10 lat więzienia.
Zarzuty prokuratury są absurdalne. Inwestowanie w przynoszącą straty STWK nie miało sensu, kiedy od 2003 r. Totalizator Sportowy nie mógł zarabiać na zakładach wzajemnych. Gdybyśmy nie pozbyli się STWK, kosztowałoby nas to nie 19 mln zł, ale wielokrotnie więcej.
Jan Adamski
w latach 90. m.in. dyrektor w Nafcie Polskiej, w latach 2001-03 członek zarządu Totalizatora Sportowego. Dziś prokurent w Polenergii, kontrolowanej przez Jana Kulczyka.
Zarzut: Jako członek zarządu TS wyrządził spółce szkodę wielkich rozmiarów (co najmniej 19 mln zł), grozi mu do 10 lat więzienia.
Totalizator nic nie stracił, a dużo zyskał. Kosztem 19 mln zł pozbył się nierentownej spółki, zostając zwolniony ze zobowiązań na kwotę 20 mln zł, a więc wyższą. Opinia biegłych udowadnia, że nie czytali akt sprawy i stawiają sprzeczne tezy. Prokuratura wybiera z nich tylko te, które przemawiają na moją niekorzyść. Czuję się jak Józef K. z "Procesu" Kafki.
Bogusław H.
na początku lat 90. bliski współpracownik braci Kaczyńskich (zakładał z nimi Fundację Prasową Solidarności), od 2001 r. do upadłości spółki prezes i członek zarządu STWK. Dziś wiceprezes spółki córki Orbisu.
Zarzuty: 1. Jako prezes STWK wyrządził spółce szkodę wielkich rozmiarów (ponad 47,5 mln zł), grozi mu do 10 lat więzienia, 2. Jako członek zarządu STWK nie złożył, mimo obowiązku, wniosku o upadłość, grozi mu do roku więzienia.
Nie chciał z nami rozmawiać, nie zgodził się na publikację nazwiska.
Zbigniew K.
były członek zarządu STWK, dziś prezes rodzinnej firmy.
Zarzut: Jako członek zarządu STWK nie złożył wniosku o upadłość, choć miał taki obowiązek, grozi mu do roku więzienia.
Jestem niewinny. Robiłem wszystko, by pozyskać dla spółki inwestora i zamiast bankructwa umożliwić jej wyjście na prostą.
Jan T.
były prezes STWK, dziś na emeryturze.
Zarzut: Jako prezes STWK nie złożył wniosku o upadłość, choć miał taki obowiązek, grozi mu do roku więzienia.
Nie udało nam się do niego dotrzeć, w prokuraturze nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.