Na co będzie kładziony nacisk w najbliższych latach? O jakich modyfikacjach powinni wiedzieć mikro-, mali i średni przedsiębiorcy? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w poniższym zestawieniu. To lista zmian, które trzeba znać, kiedy wystartują pierwsze konkursy z nowej puli. A jest o co walczyć — tym razem przedsiębiorcy mają do wzięcia 18 mld EUR.

1. Wymuszony mariaż z nauką
W kończącej się perspektywie uczelnie i jednostki naukowe dostały ogromne finansowe wsparcie na infrastrukturę. Nowe obiekty już stoją, laboratoria i sprzęty lśnią — tylko często nie ma ich kto wykorzystywać. A skoro infrastrukturalna dziura została już zasypana, Bruksela przenosi grantową pomoc na wyższy poziom — badań i rozwoju. Koniecznie chce doprowadzić do mariażu nauki z biznesem. Cel: aby do 2020 r. nakłady na B+R zwiększyły się w Polsce z obecnych 0,9 proc. PKB do 1,7 proc. PKB. Dlatego o dotychczasowych prostych dotacjach przedsiębiorcy, jak i naukowcy mogą zapomnieć. Uczelnia chce sięgnąć po unijne dotacje na badania? Może, jeśli te badania będą służyły przedsiębiorcom. Firmy też nie dostaną już pieniędzy na proste projekty inwestycyjne. Innymi słowy — im bardziej innowacyjnie i im większa chęć do współpracy z nauką, tym większa szansa na grant.
2. W sukurs specjalizacjom
Można odnieść wrażenie, że w tej perspektywie twórcy pomocowych programów chcieli uszczęśliwić — czasem na siłę — wszystkie branże. Pieniądze szły nawet na sektory, w których efektywność wydatkowania budziła duże wątpliwości. Taka polityka spotkała się z głosami krytyki. Czy lepszych rezultatów nie przyniosłaby większa koncentracja funduszy? — pytali eksperci. Twórcy programów wyciągnęli wnioski — i w efekcie w najbliższych latach preferowane będą projekty wpisujące się w tzw. inteligentne specjalizacje. To mocne strony krajów i regionów — branże, w których mają największy potencjał i mogą być konkurencyjne na arenie międzynarodowej. Regiony wybrały od 2 do 8 takich specjalizacji — i na ich wsparcie będzie ukierunkowany największy strumień unijnych pieniędzy.
3. Więcej kasy przez regiony
Idzie dalsza decentralizacja, jeśli chodzi o rozdzielanie kasy z Brukseli. W perspektywie 2017-13 na poziomie regionów krojona była tylko jedna czwarta unijnego tortu. Natomiast w najbliższych latach marszałkowie województw będą dysponowali 40 proc. wszystkich pieniędzy przyznanych Polsce. Chodzi nie tylko o wzrost procentowy — na konto regionów popłyną też wyższe kwoty. Obecna perspektywa to zasilenie województw kwotą 17,2 mld EUR, natomiast zbliżająca się — 31,2 mld EUR. Znaczna część funduszy przeznaczonych dla firm w najbliższych latach będzie dzielona już nie na poziomie kraju, tylko województw. Ministerstwo Infrastruktury przyznaje, że podział na tym szczeblu daje bardziej efektywne dopasowanie pomocy do potrzeb przedsiębiorców.
4. Co dwa fundusze, to nie jeden
Ten punkt jest ściśle powiązany z poprzednim. Do końca obecnej perspektywy regionalne programy operacyjne (RPO) będą finansowane tylko z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (EFRR). Daje on kasę głównie na twarde inwestycje w infrastrukturę. W nowym otwarciu na poziomie województw dołączy do niego wsparcie z drugiego finansowego źródła — Europejskiego Funduszu Społecznego (EFS), który obejmuje projekty miękkie, takie jak kursy i granty na rozpoczęcie biznesu. Co ma dać połączenie? Bardziej wszechstronne wsparcie — i tak za pieniądze z EFS firma będzie mogła np. wyszkolić pracowników do realizacji inwestycji. Granty z obu funduszy mają się uzupełniać. Aż dziw, że decydenci postawili na to rozwiązanie dopiero w tej perspektywie.
5. Nowy tryb oceny
Przedsiębiorcy zniechęcają się przez skomplikowane procedury i długie terminy oceny projektów. W niektórych branżach, takich jak nowoczesne technologie, okres 6-8 miesięcy mijających od złożenia wniosku do decyzji o finansowaniu to niemal epoka. W tym czasie nowoczesne projekty tracą na aktualności. Instytucje prowadzące nabory też mają już dość krytyki za ślamazarnie toczące się procedury i chcą znacznie je przyśpieszyć. I tak np. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) wzięło się w garść i w ramach tzw. szybkiej ścieżki prowadziło całość postępowania — od otwarcia naboru do publikacji listy szczęśliwców, którzy dostaną granty — w 60 dni. Niektórym trudno będzie w to uwierzyć, ale nowy tryb zdał egzamin. Dlatego w ten sposób ma się odbywać coraz więcej konkursów w nowym rozdaniu.
6. Voucherem zapłacisz za kurs
System szkoleń jest nieefektywny i pełen kursów, które nijak mają się do prawdziwych potrzeb firm — narzekają przedsiębiorcy. Dlatego w najbliższych latach w tym obszarze ma nastąpić prawdziwa rewolucja oparta na tzw. modelu popytowym. W skrócie: dziś to instytucja szkoleniowa lub doradcza przygotowuje program zajęć, występuje o grant i szuka chętnych firm do udziału w kursie. Po zmianach potrzeba będzie wychodziła od przedsiębiorcy, a placówki szkoleniowe mają się do niej dostosować. Każdy przedsiębiorca dostanie dotację w formie vouchera, za którą będzie mógł wybrać placówkę edukacyjną, w której chce podnosić kompetencje swoje i pracowników. Wszystkie kursy i oferty usług będą musiały znaleźć się w nowo utworzonym Rejestrze Usług Rozwojowych (RUR).
7. Dofinansują mniejszą część projektu
Niestety, w nowej perspektywie niższy będzie poziom dofinansowania projektów. Obecnie w większości województw ten wskaźnik wynosi od 50 proc. (dotyczy dużych firm) do 70 proc. (małe i mikro-). W pięciu regionach (Pomorze, Wielkopolska, Śląsk, Dolny Śląsk i Opolskie) wysokość wsparcia jest niższa — od 40 do 60 proc. Wszystkie województwa przebija jednak Mazowsze z dofinansowaniem na poziomie 30-50 proc. w zależności od wielkości firmy. Ale już niebawem te zasady odejdą do lamusa. Od 1 lipca poziom 50-70 proc. utrzyma się tylko w czterech regionach ściany wschodniej. W pozostałych najniższe wsparcie będzie wynosiło 25 proc. lub 35 proc. Wyjątkiem pozostanie tradycyjnie Mazowsze, które zostanie podzielone na podregiony ze wskaźnikiem od 15 do 35 proc. A od początku 2018 r. dofinansowanie dla dużych firm w stolicy skurczy się do zaledwie 10 proc.
8. Więcej wsparcia zwrotnego
Każde euro powinno służyć jak największej liczbie przedsiębiorców, dlatego stawiamy na pomoc zwrotną, znacznie efektywniejszą od bezzwrotnych dotacji — przekonują unijni komisarze. Jak zapowiedzieli, tak zrobią. Udział pożyczek i kredytów w całości wsparcia z Brukseli wzrośnie z 1,5 proc. w obecnej perspektywie do nawet 10 proc. Dlaczego aż tak duży przeskok? Komisja Europejska uzasadnia: to wsparcie bardziej sprawiedliwe, niewypaczające rynku i będzie mógł je dostać każdy. A do tego za te same fundusze obsługiwanych jest kilku przedsiębiorców — a nie jeden, jak w przypadku dotacji — po czym pieniądze na koniec zostają w ramach programu.
9. Więcej projektów dotyczących miast
W nowej perspektywie znacznie większa kasa pójdzie na rozwój miast. Komisja Europejska ma nowy pomysł na ich ożywienie. Przede wszystkim proponuje odejście od postrzegania obszarów tylko przez pryzmat granic administracyjnych. W rozwoju lokalnym mają pomóc tzw. zintegrowane inwestycje terytorialne (ZIT). Chodzi o zestawy projektów, których celem będzie rozwiązanie specyficznego dla danego obszaru problemu społeczno- -gospodarczego. Dotowane będą największe ośrodki miejskie, czyli miasta wojewódzkie i powiązane z nimi gminy, które są motorem napędowym rozwoju regionów. Dla stolic województw tworzących ZIT-y zarezerwowanych zostało 4,5 proc. pieniędzy z programów regionalnych. Przedsiębiorcy powinni mieć na uwadze, że strategii miast będzie dotyczyło znacznie więcej konkursów niż do tej pory.
10. Pierwszy raz pula tylko dla MSP
W poprzednich programach ramowych obejmujących wszystkie kraje UE próżno było szukać wydzielonych budżetów na wsparcie innowacji w mikro-, małych i średnich firmach. To się zmieniło wraz z nowym programem Horyzont 2020. Jego zasoby to prawie 80 mld EUR, z czego ponad 10 proc. (czyli 9 mld EUR) jest przeznaczona tylko dla sektora MSP. Powołany został — poza regularnymi konkursami — specjalny instrument SME adresowany tylko do małego biznesu. Co ważne — inaczej niż w poprzednim 7. Programie Ramowym, teraz przedsiębiorcy mogą starać się o granty sami. Wcześniej musieli tworzyć międzynarodowe konsorcjum z partnerami z co najmniej dwóch innych państw.