2,5 roku niezgody na razie dzieli UE

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-06-18 20:00

Obywatele Unii Europejskiej chcieliby jak najszybciej dowiedzieć się, co wynika z postawienia przez nich 6-9 czerwca krzyżyków na kartkach wrzuconych do urn. Personalny skład 720-osobowego Parlamentu Europejskiego (PE) został ustalony, ale dalsze rozdania na razie tkwią w zawieszeniu.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Poniedziałkowa rozpoznawcza kolacja Rady Europejskiej (RE) zakończyła się bez postawienia kropki nad i. Obsada najważniejszych stanowisk w zasadzie została potwierdzona, ponieważ 27 prezydentów/premierów nie zgłosiło jakichkolwiek nowych kandydatur poza już uzgodnionymi. Arytmetycznie najlepsza w wyborach międzynarodówka chadecka Europejska Partia Ludowa twardo trzyma się kandydatury Ursuli von der Leyen, dotychczasowej niemieckiej przewodniczącej Komisji Europejskiej (KE), na drugą kadencję 2024-29. Druga w kolejności centrolewicowa grupa Socjalistów i Demokratów wystawiła Antonio Costę, byłego premiera portugalskiego, na przewodniczącego szczytów Rady Europejskiej (RE). Delegowana przez Odnowę Europy, czyli liberałów, Kaja Kallas, premierka Estonii, ma zostać szefową unijnej dyplomacji. Wątkiem formalnie odrębnym, ale oczywiście objętym kadrowym pakietem, jest obsada fotela przewodniczącego PE, dzielona na dwie połówki po 2,5 roku. Pierwszą obejmie chadeczka Roberta Metsola z Malty, sprawująca tę funkcję w kadencji dobiegającej końca, na drugą zaś wystawi kandydata grupa socjaldemokratyczna, na razie jeszcze nieznanego.

Teoretycznie wszystko wygląda na ułożone, ale nie do końca. Podczas roboczej kolacji RE objawił się gruby punkt sporny, którego rozstrzygnięcie zostało odłożone na formalny szczyt 27-28 czerwca. Chadecy podnieśli argument, że w liczbie mandatów w PE mają nad socjaldemokratami przewagę 190:136 i nie powinno być tak, że w obsadzie trzech najważniejszych stanowisk wychodzi remis 1,5:1,5 (połówki oznaczają współprzewodniczenie PE). Zażądali podzielenia na pół również… kierowania RE. Traktat ustala to następująco: „RE wybiera swojego przewodniczącego większością kwalifikowaną na okres 2,5 roku; mandat przewodniczącego jest jednokrotnie odnawialny”. Od wprowadzenia w 2009 r. tego urzędu trzej kolejni przewodniczący – Herman Van Rompuy, Donald Tusk i Charles Michel – po pierwszej połówce automatycznie uzyskiwali przedłużenie, obaj Belgowie jednomyślnie, zaś Polak stosunkiem 27:1. Teraz Europejska Partia Ludowa zażądała, by Antonio Costa po 2,5 roku przekazał fotel reprezentantowi tej grupy. Socjaldemokraci odparowali, że wtedy całościowy bilans kadencji 2024-29 wyszedłby 2:1 na korzyść chadeków, co przecież z przewagi mandatów 190:136 absolutnie nie wynika. I z takim protokołem rozbieżności prezydenci/premierzy się rozjechali.

Pat może zostać rozwiązany w przyszłym tygodniu na formalnym już szczycie RE, ale… niekoniecznie. Zatwierdzenie lub niezatwierdzenie kadrowego pakietu wpłynie na kalendarium całej rozpoczynającej się obecnej kadencji władz UE. Pięć lat temu odbyły się w Strasburgu dwie startowe sesje – najpierw 2-4 lipca 2019 r. czysta inauguracja poświęcona wyborowi przewodniczącego i wiceprzewodniczących PE, innych funkcyjnych oraz sformalizowaniu się grup politycznych. Rozpatrzenie wysuniętej przez szczyt RE kandydatury Ursuli von der Leyen na przewodniczącą KE, jej exposé oraz tajne głosowanie odbyło się dopiero na kolejnej sesji 15-18 lipca. Obecnie odbędzie się tylko jedna sesja 16-19 lipca 2024 r., do porządku której teoretycznie dałoby się wstawić np. 18 lipca tajne głosowanie nad kandydatką do KE – ale pod warunkiem, że prezydenci i premierzy 27-28 czerwca jednak się porozumieją. Następna sesja PE zaplanowana jest po długiej przerwie urlopowej dopiero na 16-19 września, zatem nierozstrzygnięcie kwestii przewodnictwa KE w lipcu odsunie w czasie wszystkie inne decyzje, w tym rekrutację 25 z 27 komisarzy – Ursula von der Leyen i Kaja Kallas automatycznie zajmą miejsca należne ich państwom.