4 zł za euro? Tak, ale nie na długo

Kamil Zatoński
opublikowano: 03-04-2006, 00:00

Analitycy uspokajają: panicznej wyprzedaży złotego nie będzie. Co prawda w marcu kurs euro wzrósł aż o 4,2 proc., a dolara o 2,5 proc. (czego niestety nie przewidzieli ekonomiści ankietowani przez „PB”), ale zdecydowana większość specjalistów obstawia, że na koniec kwietnia notowania złotego niewiele będą się różniły od dzisiejszych. Jeśli już — to krajowa waluta nawet lekko się umocni. Według uśrednionych prognoz, za miesiąc za euro trzeba będzie zapłacić 3,94 zł, za dolara 3,24 zł, a za franka szwajcarskiego 2,51 zł.

Skąd ten względny optymizm? Ekonomiści przekonują, że fundamenty polskiej gospodarki, potwierdzane przez serię dobrych danych makroekonomicznych (m.in. niską inflację, wysoką dynamikę sprzedaży detalicznej, inwestycji, wskaźników koniunktury w przemyśle i budownictwie, wreszcie saldo wymiany handlowej), będą skutecznym hamulcem powstrzymującym inwestorów zagranicznych od wycofywania kapitałów z naszego rynku. Ale uwaga: część analityków spodziewa się, że w trakcie miesiąca gracze mogą spróbować przetestować poziom 4 zł za euro. I choć niewielu spodziewa się przełamania tego pułapu (a już na pewno nie 4,04 zł, ważnego z punktu widzenia analizy technicznej), to rada dla eksporterów jest jednoznaczna: starać się wymieniać waluty lub zabezpieczać przyszłe wpływy.

Specjaliści są jednak zgodni, że decydującym czynnikiem dla siły naszej waluty będzie polityka monetarna w największych gospodarkach świata. Pesymiści zwracają uwagę, że w ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z wyraźną zmianą postrzegania perspektyw stóp procentowych w skali globalnej. Ton wypowiedzi przedstawicieli amerykańskich władz monetarnych wskazuje na konieczność dalszych podwyżek stóp procentowych. Bardziej „jastrzębią” retorykę stosują także członkowie rady Europejskiego Banku Centralnego. Wiele może się wyjaśnić 18 kwietnia, kiedy amerykański Komitet ds. Otwartego Rynku (FOMC) opublikuje dodatkowe komentarze do ostatniego posiedzenia w sprawie stóp. Jeśli między wierszami będzie można odczytać obawy o wzrost inflacji, przesunie to przewidywania rynku co do zakończenia cyklu podwyżek stóp. Dziś ten scenariusz zakłada tylko jedną podwyżkę o 25 pkt baz., do poziomu 5 proc. Jeśli oczekiwania się zmienią, stracą na tym waluty rynków wschodzących, w tym złoty.

Co ciekawe, ekonomiści, uzasadniając prognozy, minimalną uwagę przywiązywali do tego, co wydarzy się w najbliższym miesiącu na scenie politycznej. Zresztą jeśli popatrzeć na to, jak złoty reagował (a w zasadzie nie reagował) na zmieniające się w ostatnich tygodniach konfiguracje koalicyjne i kalendarz wyborczy, można uznać, że i inwestorzy przestali już na to zwracać większą uwagę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane