4Mobility pod skrzydłami PGE

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2019-04-24 22:00

Kosztem 15 mln zł największa firma energetyczna w kraju weszła na warszawski rynek carsharingu. Chce rozwijać nabytek, na zyski poczeka

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego PGE zdecydowało się na przejęcie 4Mobility
  • Jakie są dalsze plany energetycznego giganta wobec carsharingu
  • Czy flota 4Mobility będzie bardziej elektryczna

Rozmowy trwały od czerwca 2018 r., transakcję dopięto wczoraj. PGE Nowa Energia, spółka największej grupy energetycznej, czyli kontrolowanej przez państwo PGE, obejmie nowe akcje 4Mobility, firmy notowanej na NewConnect. 4Mobility oferuje usługi carsharingu, czyli samoobsługowego wypożyczania samochodów. Za 15 mln zł PGE NE stała się właścicielem 51,47 proc. akcji.

Z SIEDLEC DO STOLICY:
Z SIEDLEC DO STOLICY:
PGE, którą zarządza Henryk Baranowski, uruchomiła już carsharing w Siedlcach, czysto elektryczny. Teraz czas na Warszawę, ale z flotą głównie benzynową. Elektryki będą w ofercie premium.
Fot. WM

— 4Mobility to trzeci gracz na polskim rynku carsharingu, ale kto powiedział, że tak będzie zawsze? Pieniądze od PGE sfinansują rozwój firmy: zakup nowych aut oraz ekspansję w innych miastach — zapowiada Henryk Baranowski, prezes PGE.

Z trzech został jeden

Carsharingiem PGE interesuje się od dawna. W marcu firma uruchomiła taką usługę, w wersji całkowicie elektrycznej, w Siedlcach. Od początku badała też rynek w stolicy.

— Przyglądaliśmy się wszystkim dużym graczom na rynku, ale to z 4Mobility było nam najbardziej po drodze. To dobra okazja do pozyskania know-how, którego nie mamy, i do skokowego pozyskania udziałów w rynku — mówi Tomasz Jarmicki, dyrektor departamentu rozwoju i innowacji PGE.

Największy pakiet akcji 4Mobility (40 proc.) należał dotychczas do Pawła Jarskiego (poprzez EFF BV), związanego z przemysłową grupą Elemental Holding. Poza tym 25 proc. udziałów miał Paweł Błaszczak, prezes 4Mobility, który pozostaje na stanowisku. Kolejne 15,7 proc. miał fundusz Still Water, a 5,95 proc. — ITMagination.

Żaden akcjonariusz nie sprzedał akcji, ale emisja nowych rozwadnia udziały. Jak słyszymy w PGE, wszyscy chcą iść dalej razem. 4Mobility był pierwszym operatorem carsharingu w Warszawie. Wypożyczenie samochodów w stolicy oferują jeszcze Panek, Traficar i, od niedawna, Innogy, stołeczny dostawca prądu. O ile Innogy postawił wyłącznie na samochody elektryczne, o tyle flota pozostałych graczy jest zróżnicowana — obejmuje również auta benzynowe i hybrydy.

Siedlce zachęciły

4Mobility ma dziś 300 aut, w tym kilka elektrycznych, które jeżdżą po Warszawie i Poznaniu. Ma też aplikację i bazę blisko 30 tys. klientów. Plan, który sfinansują pieniądze PGE, zakłada „kilkakrotne” zwiększenie liczebności floty oraz wejście do innych miast.

— Mogą to być miasta duże i mniejsze. Mamy bardzo zachęcające doświadczenia z Siedlec, które dowodzą, że w mniejszych miastach carsharing też ma potencjał. Decydować będą analizy konkretnych przypadków i dobra współpraca z samorządami — wyjaśnia Tomasz Marzęda, p.o. prezesa PGE NE.

Poza tym pieniądze pójdą na marketing i system IT. W przyszłości oferta 4Mobility może się poszerzyć np. o hulajnogi i samochody dostawcze.

— Jesteśmy przygotowani na kolejne etapy finansowania 4Mobility, być może też na przeniesienie spółki na rynek główny GPW — stwierdza Tomasz Jarmicki.

Straty straszą

Rynek carsharingu rośnie w Europie i w Polsce, ale o zyski nadal trudno. W zeszłym roku głośno było o bankructwie takiego systemu w Paryżu, mimo jego popularności i dużej skali działania. 4Mobility, przy 4,2 mln zł rocznych przychodów, zanotowała w 2018 r. 4,87 mln zł straty operacyjnej i 5,1 mln zł straty netto.

— Deficytowość takich przedsięwzięć jest niewątpliwie wyzwaniem. My patrzymy na 4Mobility długoterminowo, a wyjścia na plus spodziewamy się w średnim terminie, czyli za 3-5 lat — mówi Tomasz Jarmicki.

Troska o rentowność decyduje też o tym, że flota 4Mobility będzie powiększana zarówno o auta benzynowe, jak i elektryczne.

— Przyszłość należy do aut elektrycznych, ale na razie będą one u nas należały do kategorii premium. Ładowanie i cała logistyka związana z takimi autami sprawia, że naszym zdaniem carsharing wyłącznie elektryczny na razie nie daje szans na osiągnięcie rentowności w dużej skali. Można to, oczywiście, traktować jako narzędzie marketingowe i nie zakładać bezpośredniego zwrotu z takiej działalności — zauważa Tomasz Jarmicki.

Auta Innogy jeżdżą oklejone logo energetycznej firmy. PGE na razie nie informuje o takich planach.

— Nie planujemy zmiany brandu 4Mobility. Mamy zresztą sygnały, że część klientów ceni sobie możliwość wypożyczenia auta o dyskretnym wyglądzie, a nie baneru reklamowego — dodaje Tomasz Marzęda.

Rynek rośnie

Trudno o precyzyjne dane dotyczące wartości rynku carsharingu w Polsce. PGE posiłkuje się wyliczeniami doradcy, który oszacował, że liczba samochodów funkcjonujących w systemie współdzielenia w Polsce może wzrosnąć do 5 tys. sztuk w 2020 r. W 2018 r. było ich ok. 3 tys. Dane dla świata mówią zaś o 199 tys. aut w 2018 r. i 307 tys. w 2020 r.

— Różnice pomiędzy prognozami bywają bardzo duże. Nie ulega jednak wątpliwości, że to rynek rosnący — mówi Tomasz Jarmicki.

PGE Nowa Energia szykuje się też na rosnącą elektryzację carsharingu. W strategii ma udział w planowanym przez rząd uruchomieniu 6 tys. punktów ładowania(jedna ładowarka może ich mieć kilka) w Polsce do 2021 r. Na razie ma ich 30 w 10 miastach. Grupa PGE, wraz z siostrzanymi Energą, Eneą i Tauronem, pracuje też nad projektem polskiego auta elektrycznego. Zajmuje się tym spółka Electromobility Poland. Wedle ostatnich wieści trwają rozmowy na temat wpuszczenia do niej inwestora zagranicznego.

OKIEM KONKURENTA

Nowe auta na dwulecie

KATARZYNA PANEK rzecznik firmy Panek CarSharing

Mijają właśnie dwa lata od uruchomienia pierwszych systemów carsharingu w Polsce, m.in. w Warszawie. Nadal trudno o dane rynkowe, wiadomo jednak, że Warszawa to rynek największy, bo tu jest najwięcej samochodów i firm. Jest to też rynek z potencjałem, bo ludzie jeszcze nie wiedzą, że carsharingu potrzebują, choć część już rezygnuje z zakupu własnego auta na rzecz wypożyczania, a inni — z zakupu drugiego auta w rodzinie. Dwa lata to też moment, kiedy trzeba zacząć wymieniać wyeksploatowane samochody. To oznacza kolejne inwestycje. Kto się na nie zdecyduje? Czy auta nadal będą takie nowe i ładne? My wymieniamy flotę. Mamy dziś 1112 aut na wynajem w wielu miastach w Polsce i dokupujemy nowe.

Możesz zainteresować się również: