5 trzeźwych newsów z rynku win

opublikowano: 25-03-2018, 22:00

Jak brylować przed kartą win, ledwo się znając? Rynek wina można mieć w garści dosłownie — każdemu regionowi przypisując palec, jak na naciąganym kursie zapamiętywania.

Kciuk do góry, Qualitätswein niech żyje!

Gdyby niewdzięcznemu środkowemu palcowi przypisać prowincję Rioja, o największym niedoszacowaniu świadczyłaby prawdopodobnie cena czerwonego wina Imperial z Compania Vinicola del Norte de Espana. Mimo peanów ekspertów średnia cena za butelkę krąży wokół 250 zł.
Zobacz więcej

JAK NA DŁONI:

Gdyby niewdzięcznemu środkowemu palcowi przypisać prowincję Rioja, o największym niedoszacowaniu świadczyłaby prawdopodobnie cena czerwonego wina Imperial z Compania Vinicola del Norte de Espana. Mimo peanów ekspertów średnia cena za butelkę krąży wokół 250 zł. fot. ARC

Gdyby rynkowe wyroki sprowadzić do okrutnie błahego gestu z trybuny koloseum, waleczni gladiatorzy z piwnic Austrii po licznych potyczkach ocaliliby życie. Doświadczone pokręconymi wykresami — raz wystrzelającymi, raz ilustrującymi nudną stagnację — austriackie wina wreszcie wspięły się na poziom żywiej komentowany przez ekspertów.

Mimo że rocznik 2016 był na tyle skąpy, że eksport spadł ilościowo o 3,3 proc., zamknięta w butelkach jakość podniosła jego wartość aż o 7,4 proc., podaje Austrian Wine Marketing Board. Baza danych Wine Searcher może do tego dodać, że od początku 2011 r. do stycznia 2018 r. ilość zapytań i wyszukiwań tamtejszych win rzeczywiście stabilnie rosła, okazjonalnie przekraczając normę, chociaż bez spektakularnie medialnych skoków. Jak ujawniają dokładniejsze dane, za wzrostem apetytu stoją głównie Holendrzy, Belgowie i Luksemburczycy, chociaż do Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku dotarł z Austrii rekordowy milion litrów. Poza Europą zainteresowanie miało się zwiększyć w Chinach, Rosji i Kanadzie, co pozwoliło ekspertom na śmiałą prognozę, że łamiący język Grüner Veltliner będzie kolejnym klasykiem kart, obok oswojonego Pinot Grigio.

Chilijskie pogróżki wskazującym palcem

Przedarcie się do świadomości kolekcjonerów wymaga na rynku wina nie tylko odgrażania się opinii publicznej, ale też ostrych pazurów w obszarze marketingu. Rozbuchane telewizyjne kampanie z falującymi klubami — słusznie zarezerwowane dla półki supermarketowej — mogłyby wyłącznie pogłębić podejrzenia inwestorów, dlatego na przykładzie chilijskiego wina można pokazać, że kluczowe są w tym temacie jakość i metoda dystrybucji. W wywiadzie przeprowadzonym przez Liv-ex wyboistą drogę do piwnic kolekcjonerów opisuje Francisco Zilleruelo, dyrektor handlowy chilijskiej Almavivy, w której udziały podzielone są równo pomiędzy giełdową spółkę Concha y Toro a hegemona, jakim jest baron Philippe de Rothschild. W związku z wysiłkami, jakie producent wkłada w poniesienie jakości, i dostępnością godnych barona, ekskluzywnych kanałów dystrybucji eksperci wskazują, że ceny Almavivy dobrze obserwować chociaż kątem oka. Pytany, czy winnicy udało się już wejść w pole widzenia spekulantów, Francisco Zilleruelo odpowiada, że jeszcze tego nie zauważył, bo przedsięwzięcie jest na rynku dopiero od dwóch dekad — co oznacza, że potencjał niedoszacowania może być z czasem nęcący, chociaż nie ma do końca pewności, jak dzisiejsze dwudziestolatki będą rokować na starość.

Środkowy palec w stronę Rodanu

Nagłówki ponuro żartowały: Château-not-du-Pape, komentując najnowsze doniesienia ze śledztwa w sprawie sfałszowanych butelek zarówno Châteauneuf-du-Pape, jak i innych magnetyzujących etykiet z Doliny Rodanu. Jak ujawniają francuscy funkcjonariusze, trzyletnia działalność jednego z dystrybutorów zaowocowała taką ilością niegodnego oznaczeń wina, że dałoby się zapełnić nim 13 basenów olimpijskich. W ramach procederu szlachetne etykiety przydano niezasłużenie 64 milionom butelek, przy czym 10 tys. hektolitrów niewiadomego pochodzenia wina pyszniło się jako produkcja Châteauneufdu-Pape o łącznej wartości 860 tys. USD. Mimo że samo doniesienie o skali fałszerstwa może być druzgocące, o jeszcze silniejszy wstrząs nawet nie musiały się starać branżowe portale, które ze swobodą wymieniały na tę okoliczność najróżniejsze tego kalibru skandale trawiące reputację win z Francji. W 2016 r. dwuletnim wyrokiem i grzywną kilku milionów dolarów obciążony został na przykład właściciel kilku bordoskich châteaux, oferent chrzczonego wina — koktajlu z taniego stołowego i kosztowego Saint- -Émilion.

Serdeczny klimat prowincji Rioja…

…którego producenci zaczynają mieć serdecznie dosyć — wynika z podsumowania Matta Kramera, dosadnego krytyka z „Wine Spectator”. Wizyta w hiszpańskim Haro miała mu uświadomić, że Rioja pozostaje prawdopodobnie najbardziej pomijanym i najdotkliwiej niedoszacowanym przyczółkiem zatrzymującym czasy tradycyjnych procedur, które — ku zaskoczeniu — mogą wydawać na świat bardzo nowoczesne w wyrazie wina.

— Bądźmy szczerzy: Rioja straciła w ostatnich dekadach pozycję. Były przecież czasy, w których była pierwszym wyborem, zawsze znajdywało się ją w kartach restauracji, a koneserzy nie obeszliby się bez takiej czy innej butelki w kolekcji. Melodia się urwała w latach 80. — albo przynajmniej przestała być słyszalna — komentuje Matt Kramer, wyjaśniając, że prężne bodegas nie musiały się do tamtej pory ścierać z podażą ze wspomnianego Chile, Kalifornii czy Argentyny. Jak dodaje, w producentach narasta wobec tego frustracja, że wina wyjątkowo długo dojrzewające przed wprowadzeniem do obiegu i obiecujące równie wysoki potencjał starzenia, ewidentnie nie są należycie doceniane przez kolekcjonerów. Czerwony Imperial producenta skracanego do CVNE jest, zdaniem krytyków, wybitny, wobec czego uśredniona stawka za butelkę bliska 250 zł to rzeczywiście gest serdeczności podaży, a ze strony popytu bardziej środkowy palec.

Przepastne Bordeaux w małym palcu

Wraz z początkiem marca inwestorzy wyczekiwali jednego z efektowniejszych popisów biegłości na rynku wina — rozstający się z „Wine Advocate” Neal Martin ponowie zagłębił się nosem w kieliszkach z 2015 rocznikiem. Tabele z notami zyskały wobec tego drugą kolumnę, bo do oceny młodego wina w beczce dołączył mniej lub bardziej umiarkowany zachwyt nad zabutelkowanym. Rocznik 2015 jawi się krytykowi jako najlepszy od 2010, chociaż uboższy w ilości „lśniących szczytów”, do których tym razem Neal Martin zaliczył wina Canon i Haut Brion, przyznając im 98-100 pkt. za potencjał w beczce i pełnoprawne 100 pkt. po testowaniu trunku dojrzewającego już w butelce. Jednego punktu do „lśniącego szczytu” zabrakło kosztownemu Margaux, mimo że krytyk przyznaje, że wydanie wyroku kosztowało go długie godziny zastanowień. Butelka tego wina z rocznika 2015 kosztuje średnio 5,7 tys. zł, jednak nie jest do końca pewne, jaka jest zależność między trzeźwością ocen ekspertów a ilością godzin zawodowego picia.

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / 5 trzeźwych newsów z rynku win