7 lat dla szefa spółki z GPW

opublikowano: 14-09-2017, 22:00

Grzegorz Gniady, były prezes Cash Flow, ma prawomocny zakaz prowadzenia działalności gospodarczej i zasiadania w organach spółek.

W piątkowe popołudnie 8 września 2017 r. zajmujący się kiedyś windykacją giełdowy Cash Flow (CF) poinformował o rezygnacji Grzegorza Gniadego z funkcji prokurenta samoistnego spółki „z przyczyn osobistych”. Tego samego dnia ciut wcześniej Sąd Okręgowy w Katowicach wydał postanowienie, w którym, już prawomocnie, orzekł w stosunku do byłego prezesa i największego akcjonariusza CF „zakaz prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek oraz pełnienia funkcji członka rady nadzorczej, reprezentanta lub pełnomocnika w spółce handlowej, przedsiębiorstwie państwowym, spółdzielni, fundacji lub stowarzyszeniu na okres 7 lat”. Czy to były te „przyczyny osobiste”? Nie wiadomo, Grzegorz Gniady odmówił „PB” komentarza.

Wprowadzając Cash Flow na warszawski parkiet w 2006 r., Grzegorz Gniady obiecywał, że „inwestorzy jeszcze nie raz o nas usłyszą”. I słowa dotrzymał. Giełdowa historia spółki zapisana została nieprawidłowościami, niespełnionymi obietnicami, nieliczeniem się z inwestorami.
Zobacz więcej

USŁYSZELI, NIESTETY:

Wprowadzając Cash Flow na warszawski parkiet w 2006 r., Grzegorz Gniady obiecywał, że „inwestorzy jeszcze nie raz o nas usłyszą”. I słowa dotrzymał. Giełdowa historia spółki zapisana została nieprawidłowościami, niespełnionymi obietnicami, nieliczeniem się z inwestorami. Marek Wiśniewski

Opieszałość sądu i nadzoru

Wyrok sądu potwierdza, że były szef CF przez wiele miesięcy (co najmniej od października 2012 r.) nie złożył wniosku o upadłość spółki, mimo że miał taki obowiązek. A to doprowadziło do pokrzywdzenia jej wierzycieli. To wierzyciele właśnie złożyli wnioski o upadłość CF w 2013 r. I dopiero wtedy wyszło na jaw, że w giełdowej firmie nie ma żadnego majątku i nie stać jej nawet na upadłość! Katowicki sąd stwierdził to pierwotnie w styczniu 2015 r., ale jego decyzja uprawomocniła się dopiero w sierpniu 2017 r.

Nierychliwa w sprawie CF była nie tylko Temida, ale i Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). Choć ostatni raport okresowy opublikowany przez byłego windykatora dotyczy I kwartału 2014 r., a spółka od tamtego czasu nikomu nie płaci i praktycznie nie działa, to… formalnie wciąż jest obecna na GPW. Formalnie, bo jej notowania od wielu miesięcy są zawieszone, głównie dlatego, że na liście alertów znalazły się jedenaście razy z rzędu.

Co prawda w marcu 2016 r., tak się składa tuż po naszym poprzednim tekście o bezczynności nadzoru w tej sprawie, KNF zdecydowała o wykluczeniu akcji CF z obrotu i nałożeniu na spółkę kary 250 tys. zł, ale i to rozstrzygnięcie, ze względu na odwołanie spółki, nie mogło doczekać się na wykonanie. Wreszcie, 29 sierpnia 2017 r., KNF ponownie rozpatrzyła sprawę, zmniejszając karę do 150 tys. zł i podtrzymując wykluczenie akcji CF z obrotu. Walory spółki powinny zniknąć z warszawskiego parkietu 4 października 2017 r.

Podejrzenie oszustwa

W tle takiego, a nie innego końca CF oraz wymuszonej przerwy w karierze biznesowej Grzegorza Gniadego toczy się, od marca 2017 r., śledztwo Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Organa ścigania badają, czy były szef CF nie oszukał obligatariuszy spółki, wprowadzając ich w błąd co do kondycji finansowej CF i zamiaru wykupienia wyemitowanych przez spółkę obligacji (w latach 2012-2013 były windykator nie wykupił papierów za ponad 20 mln zł).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / 7 lat dla szefa spółki z GPW