Między innymi dlatego, że najbardziej realnym "momentem" zastąpienia złotego przez euro jest rok 2013. A wówczas po obecnym kryzysie zapewne zostanie już tylko wspomnienie. Zaś Stary Kontynent powróci do wzrostu, który jest godny jego potencjału. I błędem byłoby nie wsiąść do tak szybkiego i w gruncie rzeczy bezpiecznego pociągu.
Polska ma szansę rozwijać się znacznie szybciej jako członek Eurolandu niż w
pojedynkę — wskazują analitycy NBP. Choć akcesja wcale nie jest dla nich czymś w
rodzaju cudownej recepty na wzrost gospodarczy. Nowy pieniądz traktują tylko
jako jeden z wielu czynników sukcesu. Wprawdzie spodziewają się korzyści z
przyjęcia euro, ale uzależniają je od tego, czy zdecydujemy się na głębokie
reformy strukturalne. No i w związku z unią monetarną mają bardziej racjonalne
oczekiwania niż niektórzy entuzjaści europejskiej waluty.