Abra w dużym formacie

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2013-01-07 00:00

Sieć sklepów meblowych przetestuje nowy koncept: wiosną otworzy pierwszy wnętrzarski hipermarket.

Na handlu meblami łatwo połamać sobie nogi. W branży zdominowanej przez otwierających firmowe salony producentów, takich jak choćby Black Red White, jedyną dużą sieć sklepów niezależną od pojedynczej marki jest krakowska Abra, która właśnie przymierza się do uruchomienia pierwszej placówki pod nowym szyldem. Mega Abra ma być wielkomiejską i wielkopowierzchniową odsłoną działającej od dwóch dekad sieci.

— Do tej pory prowadziliśmy tylko sklepy meblowe o powierzchni około 600 mkw., tymczasem Mega Abra będzie miała 5,5 tys. mkw., a oprócz mebli będziemy sprzedawali też szeroką gamę artykułów wyposażenia wnętrz, dekoracyjnych i remontowych. To unikalny na polskim rynku koncept i dla nas zupełnie nowa skala działania — mówi Piotr Lisowski, prezes Abry.

Rola dla nowicjuszy

Pierwsza Mega Abra — nad uruchomieniem której spółka pracowała rok — ruszy wczesną wiosną w Bielanach Wrocławskich, tuż przy autostradzie A4. Będzie to swoisty test. Otwarcie kolejnych dużych sklepów w pobliżu innych metropolii ma być uzależnione od wyników dolnośląskiej Mega Abry. Dziś pod szyldem Abry działa 70 placówek własnych i 11 franczyzowych. Sieć ma rosnąć w tempie jednego nowego sklepu miesięcznie, ale prezes wyklucza przejęcia — skalę ma zwiększać, wciągając do biznesu franczyzobiorców.

— Chcemy otwierać 10-12 sklepów franczyzowych rocznie, czyli w 2013 r. powinniśmy przekroczyć barierę 90 placówek. Na początku spodziewaliśmy się, że do naszej sieci będą chcieli przyłączać się przede wszystkim właściciele pojedynczych sklepów meblowych, działający na bardzo rozproszonym rynku. Okazało się jednak, że franczyzobiorcami zostają przedsiębiorcy, którzy wcześniej w ogóle nie działali w tej branży — mówi Piotr Lisowski. Właścicielem Abry jest południowoafrykańskagrupa Steinhoff International, notowana na giełdzie w Johannesburgu, która w Polsce ma też kilka fabryk mebli. Krakowskiej spółce właściciel pomaga jednak przede wszystkim pod względem know- how, nie asortymentu.

— 95 proc. mebli kupujemy u polskich producentów. Asortyment Abry — taki sam we wszystkich sklepach — to około 300 produktów. W Mega Abrze — w związku z wprowadzeniem dużej oferty „wnętrzarskiej” — będzie ich 9 tys., z czego sporą część mamy zamiar importować — mówi Piotr Lisowski.

Na stałym poziomie

Według ostatnich danych z KRS, przy przychodach przekraczających 230 mln zł Abra balansuje na krawędzi rentowności. Właściciel na duże zyski będzie musiał poczekać.

— Wartość rynku meblowego zmniejszyła się w 2012 r., głównie ze względu na spadek średniej ceny mebli. Od początku działamy w segmencie „ekonomicznym”, więc przychody nam się nie skurczyły i przez dwa ostatnie lata były na poziomie ponad 230 mln zł. Teraz, dzięki Mega Abrze, będziemy chcieli je zwiększyć — mówi Piotr Lisowski. Jego zdaniem, mimo że Polacy w „kryzysowej atmosferze” ograniczają wydatki i odkładają je, branża meblarska może liczyć na spore zwyżki.

— Polskie rodziny wymieniają meble co 5-7 lat i wydają na nie około 70 EUR rocznie, czyli niemal 10 razy mniej niż Niemcy. Branża ma duże perspektywy rozwoju wraz z rozwojem budownictwa i zwiększaniem dochodów Polaków — mówi Piotr Lisowski. Eksperci wskazują, że dodawanie do mebli oferty wnętrzarskiej stało się ostatnio powszechnym trendem w branży.

— Klienci, wchodząc do sklepu, nie chcą kupować konkretnego modelu mebli — chcą kupić całe otoczenie, stąd tak w dużych, jak i w małych sklepach meble coraz częściej otacza się dodatkami. To nieunikniony kierunek rozwoju branży. Ewentualny sukces Abry będzie jednak zależał od potencjału lokalizacji dużych sklepów i odpowiedniej selekcji asortymentu — ocenia Tomasz Wiktorski, właściciel B+R Studio, analizującego rynek meblarski.

Możesz zainteresować się również: