Aby wspiąć się na TOP - trzeba wycisnąć POT

Jacek Zalewski
opublikowano: 2001-01-12 00:00

Aby wspiąć się na TOP – trzeba wycisnąć POT

Oto polski syndrom — w Sejmie trwa szczegółowe głosowanie nad mającą ustrojowe znaczenie ustawą o reprywatyzacji, a wszyscy (z prowadzącym głosowanie marszałkiem na czele) są już myślami pięćset metrów dalej, gdzie w hotelu Sheraton parafowany zostaje układ polityczny, zawiązywany z myślą o następnej kadencji Sejmu.

Nowe ugrupowanie, firmowane przez autorytety marszałków obu izb parlamentu i srebrnego medalisty igrzysk prezydenckich, na razie nie ma programu, nazwy ani członków. Przypuszczalnie uformuje się jako komitet wyborczy. Na roboczo ochrzczone zostało skrótowcem, od pierwszych liter nazwisk jego założycieli. Wszystko jedno, czy odczytywać to wzniośle jako TOP, czy przyziemnie jako POT — za każdym razem wychodzi, iż nowa oś opiera się na Andrzeju Olechowskim i jego elektoracie z wyborów prezydenckich. Kalkulacje Donalda Tuska (oraz ewentualnych dysydentów z UW) i Macieja Płażyńskiego (wraz z przyległościami z AWS) należą do kategorii politycznej „gdybów było wbród”. Księga „Pana Tadeusza” ze słynną frazą nosi akurat tytuł „Umizgi”…

Przemieszczanie się między kanapami o podobnych nazwach stało się ugruntowanym już obyczajem polskiej klasy politycznej. Jedno, co może zdumiewać, to niezmienna naiwność inicjatorów takich ruchów. Za każdym razem liczą oni, że w szybkim tempie uda im się zbudować poważny ruch społeczny. Szybko — to można zsunąć trzy stoliki w sejmowej restauracji. Od pionierskich czasów z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych naprawdę coś się w Polsce zmieniło. Łatwo zadeklarować „teraz łączą się ludzie”, ale znacznie trudniej tych ludzi znaleźć, wychodząc z hotelu Sheraton do realnego elektoratu.

Paradoks całej sytuacji polega na tym, że spodziewane secesje z klubów poselskich AWS i UW zdecydowanie umacniają szanse uchwalenia budżetu na rok 2001! W tym wyjątkowym głosowaniu była koalicja będzie całkowicie zjednoczona, tak jak przy powoływaniu prezesa NBP. W interesie absolutnie wszystkich środowisk centroprawicowych leży dotrwanie do końca kadencji, danie sobie czasu na konsolidację szyków (niezależnie od ich podziału) i poddanie się ocenie wyborców dopiero 23 września (to pierwszy możliwy termin, którego prezydent z całą pewnością nie przeoczy).

Oprócz pomyślnych losów budżetu, drugim pewnikiem najbliższych miesięcy jest zmodyfikowanie w ordynacji wyborczej do Sejmu systemu rozliczania głosów, który nie będzie już tak premiował ugrupowania najmocniejszego — czytaj SLD. Liderzy lewicy zżymają się na to wszystko w bezsilności i uzbrajają w cierpliwość. Stres leczą głębokim przekonaniem, iż budżet na rok 2002 — i wiele następnych budżetów — będzie już ich.