Afery schładzają czesko-polski boom

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 11-10-2012, 00:00

Czechy są już numerem trzy w rankingu partnerów handlowych Polski. Sól, alkohol i paliwa mogą zburzyć owocną współpracę

Ostatnie lata to czas prawdziwego rozkwitu relacji gospodarczych między Polską a Czechami. Od wejścia w 2004 r. obu krajów do Unii Europejskiej wartość polskiego eksportu do Czech się potroiła. W 2004 r. nasze firmy sprzedały południowemu sąsiadowi towary za 12 mld zł, a w 2011 r. za 35 mld zł.

— Ostatnie lata to czas, kiedy oba kraje mocno się na siebie otworzyły. Wystarczy rozejrzeć się po czeskim supermarkecie, by zobaczyć, że polskie towary robią u nas furorę — mówi Magdalena Holeksova, dyrektor Czesko-Polskiej Izby Handlowej.

Ten dynamiczny wzrost sprawił, że Czechy są już trzecim pod względem wielkości odbiorcą polskiego eksportu — wysyłamy tam 6,2 proc. całej zagranicznej sprzedaży (wobec 4,3 proc. w 2004 r.). Więcej sprzedajemy tylko w Niemczech i Wielkiej Brytanii. W ostatnich dwóch latach Czechy wyprzedziły w tym rankingu Włochy i Francję.

Stosownie do zasług

Z czeskiej perspektywy obraz kształtuje się podobnie — wymiana handlowa rośnie bardzo szybko. Polska wskoczyła ostatnio na trzecie miejsce głównych partnerów handlowych Czech i szacuje się, że w ciągu kilku najbliższych lat przeskoczymy nawet Słowację — rynek traktowany przez czeskie firmy niemal jak rodzimy. Co sprawiło, że Czechy stały się tak ważnym krajem dla polskiej gospodarki?

— Likwidowane są dawne zaległości. Biorąc pod uwagę bliskość kulturową i geograficzną oraz wielkość populacji obu krajów, można powiedzieć, że do niedawna wymiana gospodarcza była za niska. Teraz sytuacja wraca do normy. Kraje wreszcie stają się dla siebie na tyle gospodarczo ważne, na ile na to zasługują — twierdzi Adam Suchanek z Czeskiej Agencji Wspierania Handlu. Silny wzrost wymiany handlowej to także skutek wejścia obu krajów do strefy Schengen, a także kryzysu w strefie euro. Skoro polskim i czeskim przedsiębiorcom trudniej jest sprzedawać produkty we Włoszech, w Hiszpanii czy we Francji, chętniej szukają klientów w krajach sąsiedzkich.

— W 2011 r. popyt na polskie produkty ze strony krajów strefy euro obniżył się, dlatego Włochy czy Francja spadły w rankingu głównych partnerów handlowych. Czechy, gdzie eksport był bardziej stabilny, weszły na ich miejsce — mówi Aleksandra Świątkowska, ekonomistka BOŚ. Na Czechów dodatkowo zadziałał efekt polskiej zielonej wyspy.

— W czasie kryzysu Polska stała się wyjątkowo atrakcyjna. Jest dużym rynkiem zbytu, w dodatku utrzymuje wzrost gospodarczy. Jeśli jakaś czeska firma czuje się na tyle silna, żeby wyjść za granicę, pierwszym kierunkiem są Niemcy, ale następnym Polska — mówi Adam Suchanek.

Przesolony biznes

W ostatnich miesiącach klimat do rozwijania polsko-czeskich interesów niestety się popsuł. Najpierw wybuchła afera polskiej soli przemysłowej, która była używana do produkcji żywności (wysyłanej m.in. do Czech). Następnie zaiskrzyło na froncie energetycznym.

Unipetrol, czeska firma paliwowa kontrolowana przez PKN Orlen (największa polska inwestycja w Czechach), oskarżył rząd w Pradze o łamanie zasad wolnej konkurencji. Według władz spółki, firma Mero (jedyny operator przesyłowy w Czechach) celowo zawyża taryfy. Kilka dni później wybuchła kolejna afera spożywcza — tym razem dotycząca śmiercionośnego alkoholu z Czech.

— Kampanie medialne wywołane tymi skandalami miały w obu krajach dużą siłę rażenia i wpłynęły na zachowania konsumentów. Miejmy nadzieję, że tylko przejściowo — mówi Magdalena Holeksova. Efekty afer już widać. W ostatnich miesiącach dynamika polskiego eksportu do Czech wyhamowała mocniej niż do innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Za siedem miesięcy 2012 r. wyniosła 1,8 proc., tymczasem sprzedaż do regionu poszła w górę o 21 proc.

— Wybuchające afery to po prostu skutek zwiększającej się wymiany handlowej między krajami. Rosnąca konkurencja sprawia, że przybywa firm, którym podobne skandale są na rękę. Musimy być przygotowani, że takie afery będą co jakiś czas wybuchały — zaznacza Adam Suchanek. Sfrustrowani mogą czuć się zwłaszcza czescy producenci. Z polskimi produktami trudno walczyć ceną. Czeska waluta w czasie kryzysu nie doznała takiego tąpnięcia jak nasza. Od 2009 r. złoty utrzymuje więc bardzo niską wartość wobec korony.

— Silna konkurencja ze strony polskich firm nie jest przez czeski rząd traktowana jako zjawisko niepożądane. Wręcz przeciwnie — konkurencja pomaga gospodarce. Jeśli jakieś firmy w Czechach mają z tym problem, muszą się dostosować — mówi Svatopluk Opěla, radca w Ambasadzie Czech w Polsce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu