Agencje ratingowe znów na językach

Kamil Zatoński
opublikowano: 2009-12-11 00:00

Kryzys podważył wiarygodność agencji, ale nie pozbawił ich wpływu na rynki. Czujemy to w portfelach.

To one wywołały tąpnięcie na rynkach w ostatnich dniach. Warto im jeszcze wierzyć?

Kryzys podważył wiarygodność agencji, ale nie pozbawił ich wpływu na rynki. Czujemy to w portfelach.

W środę rating Grecji obniżył Fitch, a Moody’s ostrzegł, że analizuje sytuację USA i Wielkiej Brytanii. W czwartek oliwy do ognia dolała agencja Standard Poor’s, która obniżyła ze stabilnej do negatywnej perspektywę ratingu dla Hiszpanii. Na rynkach tąpnęło, choć problemy fiskalne wspomnianych państw nie są niczym nowym, a zaufanie do instytucji wystawiających noty zadłużeniu państw i przedsiębiorstw wydawało się być rekordowo niskie po tym, jak odegrały one swoją rolę w kryzysie finansowym w USA.

Inflacja ratingów

Agencje ratingowe przez długi czas wystawiały najwyższe noty papierom, zabezpieczonym hipotekom, co miało niebagatelny wpływ na zainteresowanie tą grupą aktywów ze strony inwestorów. Noblista Joseph E. Stiglitz nie ma wątpliwości, że agencje to jeden z winnych kryzysu "subprime".

"Były uczestnikiem procesu alchemii, w którym papiery najniżej oceniane zamieniały się w aktywa o najwyższym ratingu. Bez ich współpracy banki nie popchnęłyby światowej gospodarki w objęcia kryzysu" — mówił w ubiegłym roku amerykański ekonomista.

Zarzuty wobec firm, takich jak Moody’s czy Standard Poor’s, potęgowało dodatkowo to, że za swoje usługi związane z oceną feralnych instrumentów CDO i MBS pobierały przynajmniej trzykrotnie wyższe wynagrodzenie niż standardowo. Wszystko to mocno nadwątliło wiarygodność agencji, a ich działalność ostro skrytykowała amerykańska komisja nadzoru finansowego (SEC), wytykając niedostateczne bariery przed powstawaniem konfliktu interesów.

Podatny grunt

Teraz sprawa przycichła, więc opinie agencji znów potraktowano bardzo poważnie. Zwłaszcza że — w ocenie analityków — tym razem ostrzeżenia nie są bezpodstawne.

— O ile problemy Grecji, Hiszpanii czy Włoch są znane, to rynek mógł nie do końca traktować ich poważnie. Przecież kraje te nie należą do grupy ryzykownych rynków. To członkowie Unii Europejskiej. Stąd przekonanie, że w krytycznej sytuacji Unia przyjdzie z pomocą. Tymczasem pojawiły się zapowiedzi, że UE może nie być solidarna. Europejski Bank Centralny nadal nie jest skory do pożyczania pieniędzy krajom o gorszych ratingach. Ta pomoc, udzielana od kilku miesięcy, powoli się kończy. Nawet jeśli się nie zakończy zupełnie, to trudniej będzie ją uzyskać. Stąd panika inwestorów — mówi Marek Wołos, analityk DM TMS Brokers.

Dodaje, że agencje bardzo dobrze zdają sobie sprawę, że są mocno krytykowane. Dlatego z wyjątkową starannością śledzą dane i podejmują odpowiednie kroki wcześniej niż do tej pory.

— Już na początku roku Dubaj umieszczono na liście obserwacyjnej — przypomina Marek Wołos.

Obrona rynków

Jest też inny powód spadków na rynkach w ostatnich dniach. Korekta była spodziewana już od kilku miesięcy. Do spadków wystarczyła więc tylko iskra.

— Ostatnie decyzje agencji trafiły na podatny grunt. Po 9-12 miesiącach systematycznego i mocnego wzrostu aktywów (SP 500 zyskał 60 proc., ropa 100 proc., złoto 75 proc., miedź 150 proc.), silniejsza i dłuższa korekta wydaje się być oczywista. Potrzeba pretekstu, którym dziś są właśnie nowe ratingi — twierdzi Marcin R. Kiepas, analityk DM XTB.

Jego zdaniem, gdyby nie to, że oceny agencji trafiły na rynek pod koniec roku, mogłoby być jeszcze gorzej. Większość zarządzających funduszami chce dotrwać do końca roku z dobrymi wycenami, dlatego mogą bronić rynków.

— Prawdopodobnie po kilku dniach zaniepokojenia, jeżeli agencje nie będą bombardować rynku negatywnymi wiadomościami, ten temat zostanie szybko zapomniany przez inwestorów. W I kwartale 2010 r., gdy ryzyko większej korekty na globalnych rynkach wzrośnie jeszcze bardziej, trzeba będzie znaleźć nowy pretekst —mówi analityk DM XTB.

Noblista o agencjach

Na rolę, jaką w kryzysie mogą odegrać agencje ratingowe, już 10 lat temu zwracał uwagę Joseph E. Stiglitz, laureat Nagrody Nobla. Na podstawie obserwacji dokonanych po kryzysie azjatyckim wybitny, ale i kontrowersyjny ekonomista zwracał uwagę, że agencje ratingowe przyczyniły się do pogłębienia zapaści systemu bankowego i gospodarek państw Azji Południowo-Wschodniej. Nie wysyłały one żadnych sygnałów ostrzegawczych. Kiedy kryzys wybuchł, tylko go nakręcały, stając się nadmiernie konserwatywne. Agencje masowo obniżały wówczas ratingi, w stopniu — jak ocenia Stiglitz — nieuzasadnionym przez skalę

pogorszenia sytuacji gospodarczej państw. To tylko zaogniło sytuację, bo zwiększyło m.in. koszt pożyczek zagranicznych, a w niektórych przypadkach całkowicie zamknęło drogę do uzyskania pomocy.