Agencje zawarły fikcyjną umowę

Małgorzata Zgutka
opublikowano: 16-06-1999, 00:00

Agencje zawarły fikcyjną umowę

Ubiegłoroczne porozumienie stosują tylko nieliczni w branży reklamowej

CHCĄ SPRAWDZIĆ: Niektóre firmy organizują przetargi tylko po to, by w środowisku reklamowym upewnić się, czy ich poprzednia kampania została oceniona i zweryfikowana przez nie. Mogą sobie na to pozwolić, bo nie muszą za to płacić — zaznacza Robert Lipka, dyrektor działu obsługi klienta z Ad Fabrice. fot. Borys Skrzyński

Środowisko reklamowe nie potrafi się zjednoczyć. Podpisane przez agencje porozumienie w sprawie jednakowego modelu działania wobec klientów przy przetargach obowiązuje tylko na papierze. Większość agencji nie stosuje się do ustalonych wspólnie zasad.

Agencje reklamowe wciąż nie są zadowolone ze sposobu, w jaki ich klienci przeprowadzają przetargi.

— Są firmy, które do przetargu potrafią zaprosić kilkadziesiąt agencji. Rekordzistą był jeden z banków, który propozycję wysłał do 40 firm reklamowych. Często klienci w ogóle nie znają rynku reklamowego. Po prostu sekretarka bierze ranking agencji i o przetargu informuje pierwszą trzydziestkę — tłumaczy Maciej Korobacz, dyrektor działu obsługi klienta w Just Polska.

Jego zdaniem, najgorsze jest to, że firmy nie informują agencji, ilu konkurentów zostało zaproszonych do przetargu, ani jaka jest jego procedura.

— Startowanie w postępowaniu, w którym bierze udział więcej niż pięć agencji, mija się z celem. Klient wówczas w biegu ogląda prezentacje. Napięte terminy nie pozostawiają czasu na dyskusje — wyjaśnia Robert Lipka, dyrektor działu obsługi klienta w Ad Fabrice.

Przyznaje, że często tajemnicą są również budżety, o które walczą agencje. Ma to być dodatkowy sposób na sprawdzenie firm reklamowych.

— Nie mając jeszcze dokładnie określonych celów kampanii sami musimy określić jej budżet — mówi Maciej Korobacz.

Nic lepiej

W ubiegłym roku środowisko reklamowe próbowało zmienić istniejącą sytuację.

— Latem ubiegłego roku 21 największych agencji reklamowych podpisało porozumienie w sprawie postępowania przy przetargach. Ustaliliśmy, że klientom zapraszającym nas do przetargu będziemy wysyłać formularz z prośbą o respektowanie „jasnych reguł gry”, m.in. podawania liczby agencji w nim startujących oraz budżetu reklamowego — opowiada Maciej Korobacz.

Agencje ustaliły również, że za prezentacje będą wymagać zapłaty (minimum 2 tys. USD).

— Przy przetargach nie dokonujemy tylko autoprezentacji. Na podstawie informacji firmy (briefu) tworzymy projekt jej kampanii. Wymaga to od nas kilku tygodni ciężkiej pracy — twierdzi Robert Lipka.

Przyznaje, że agencje nie liczyły na to, że zawarte porozumienie diametralnie zmieni sytuację. Nie sądziły jednak, że nie odniesie ono prawie żadnego skutku.

— Nie tylko firmy są temu winne. Same agencje reklamowe, które rzadko realizują porozumienie i nie wymagają od firm spełnienia określonych warunków, nie pomagają w edukacji rynku — podkreśla Maciej Korobacz.

Twierdzi, że podczas ostatniego przetargu, w którym brał udział Just , okazało się, że wśród pięciu agencji tylko on poprosił firmę o spełnienie uzgodnionych warunków.

— Startując w przetargu kilka dni po podpisaniu porozumienia, poprosiliśmy firmę, by zapłaciła nam za prezentacje. Jej przedstawiciele byli zdziwieni, bo żaden z naszych konkurentów tego nie zrobił. Tak więc i my zrezygnowaliśmy z zapłaty — tłumaczy pragnąca zachować anonimowość pracownica Grey Warszawa.

Twierdzi, że porozumienie obowiązuje jedynie na papierze, a agencje rzadko je stosują.

— Na początku niektórzy faktycznie próbowali. Zrezygnowali, gdy okazało się, że klienci odnoszą się do tego negatywnie. Wszystkim agencjom zależy na nowych kontraktach i nie chcą zrazić do siebie klientów — dodaje.

— Niestety, życie jest życiem. Reklama to ciężki biznes. Niektórzy zapominają o solidarności, gdy trzeba walczyć o przetrwanie — ocenia Robert Lipka.

Postawieni pod ścianą

Specjaliści z branży są zdania, że jedyne, co im pozostaje, to uzbrojenie się w cierpliwość i czekanie na to, by klient sam się wyedukował.

— Zgadzam się, że są firmy, które do przetargu zapraszają za dużo agencji, mają również prawo znać budżety, o które walczą. Jednak zapłata za prezentacje to lekka przesada. Niektóre projekty są fatalne. Za nie też musielibyśmy płacić — tłumaczy pracownica działu marketingu jednego z polskich banków.

Jej zdaniem, klienci agencji też są w trudnej sytuacji.

— Gdyby wszystkie agencje reklamowe wymagały stosowania określonych zasad, to firmy nie miałyby wyjścia i musiałyby się podporządkować. A tak korzystają na braku jedności w środowisku reklamowym — zapewnia.

Nasza rozmówczyni zaznacza, że przy organizowanym ostatnio przez bank przetargu jakiekolwiek wymagania postawiła tylko jedna agencja. Oczywiście jej prośby zostały odrzucone.

Jest szansa na poprawę

— Klienci coraz poważniej zaczynają podchodzić do przetargów. Z reguły nie mamy problemów z zachodnimi podmiotami, które płacą za prezentacje. Do ostatecznej rozgrywki zapraszają tylko kilka agencji — zaznacza Robert Lipka.

Dodaje, że absurdalne przetargi wciąż organizują niektóre polskie podmioty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Zgutka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Agencje zawarły fikcyjną umowę