Agros zdecydował się zamknąć mleczarnię

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2000-12-18 00:00

Agros zdecydował się zamknąć mleczarnię

Agros Holding zdecydował się zlikwidować należącą do grupy mleczarnię Agros Milko, ponieważ nie znalazł inwestora, który chciałby kupić upadającą spółkę. Analizy rynku mleczarskiego wskazują, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy może zbankrutować 40 z ponad 300 krajowych spółdzielni mleczarskich. Żeby mogły konkurować na otwartym rynku UE, za 3-5 lat powinno ich pozostać nie więcej niż 60.

Nadzwyczajne walne zgromadzenie wspólników należącej do grupy Agrosu spółki Agros Milko zdecydowało o zlikwidowaniu firmy. Warszawska spółka była jednym z wielu dostawców nabiału na stołeczny rynek. W województwie mazowieckim realizowała około 60-70 proc. sprzedaży tzw. bazowych produktów, czyli mleka, masła, twarogu i jogurtów. Resztę, poprzez sieci handlowe, dystrybuowała w pozostałej części kraju. Pierre Denetre, prezes Agrosu, przyznaje, że spółka nie wytrzymywała konkurencji dużych producentów, m.in. Danone i Bakomy.

Agros Milko pod ścianą

W ocenie przedstawicieli konkurencyjnych firm, głównym powodem problemów finansowych spółki był wzrost ceny mleka. Od września 1999 r. w ciągu dwunastu miesięcy mleko podrożało o ponad 30 proc. Koszty surowca stanowią w tym przemyśle 70 proc. wartości wszystkich kosztów.

— Milko produkowała wyroby, które nie wymagają wielkich ilości mleka. Spółka skupowała ich około 20 mln litrów rocznie. Firma była jednym z największych dostawców twarogu w stolicy. Żeby utrzymać rentowność przy obecnej cenie mleka, fabryka musiałaby podnieść cenę produktów o 40 proc. — mówi jeden z naszych rozmówców z firmy mleczarskiej.

Milko jest jedną z kilku nierentownych spółek holdingu, które po przejęciu Agrosu próbował sprzedać francuski inwestor Pernod Ricard, ale nie znalazł chętnego.

Odcinanie ogonów

W podobnej sytuacji znalazło się wiele krajowych spółdzielni mleczarskich. W ciągu ostatniego roku upadłość ogłosiło około 40 krajowych mleczarni. Analizy wskazują, że drugie tyle zbankrutuje na przełomie 2000 i 2001 r. Mniej więcej tyle zakładów od trzech miesięcy nie płaci rolnikom za surowiec. Dostawcy nie odchodzą jednak do konkurencyjnych mleczarni, ponieważ najczęściej są członkami bankrutujących spółdzielni. A te nie są w stanie wypłacić im równowartości udziałów. Najszybciej będą wypadać z rynku małe zakłady.

Tadeusz Walesieniuk, prezes zarządu Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej Zambrów, uważa, że przyczyną jest nie tylko rosnąca cena surowca.

— Najmniejsze szanse na przetrwanie mają te zakłady, które przez kilka ostatnich lat nie przygotowywały się do działania na rynku europejskim. Restrukturyzacja sektora jest konieczna, ale brakuje przepisów, które pozwalałyby na łączenie się spółdzielni. Możliwe są jedynie przejęcia słabszych przez silniejsze, a taką decyzję podejmuje się dopiero, gdy któraś stoi na granicy bankructwa — mówi Tadeusz Walesieniuk.

Bez zachęty

Innego zdania jest Zbigniew Kalinowski, szef OSM Piątnica.

— Istnieje możliwość połączenia dwóch spółdzielni, na przykład przez utworzenie trzeciego, nowego podmiotu. Spółdzielcy już widzą konieczność koncentracji. My także mamy kilka pomysłów, ale nie poszukujemy upadających firm, lecz raczej spółdzielni zbliżonej wielkości — mówi prezes OSM Piątnica.

W ciągu 3-5 lat z ponad 320 spółdzielni mleczarskich powinno zostać nie więcej niż 60 zakładów, które będą miały szansę obronić się przed konkurencyjnymi firmami europejskimi. Zdaniem szefa Piątnicy, brakuje jednak instrumentów zewnętrznych zachęcających do konsolidowania branży.

— Takim bodźcem byłyby np. kredyty preferencyjne, ale uzależnione od wielkości skupu mleka — wyjaśnia Zbigniew Kalinowski.