Pierwszy raz od dziewięciu dni można wreszcie mówić o jako takim ożywieniu aktywności inwestorów na warszawskiej giełdzie. Obroty akcjami największych spółek do południa przekroczyły 300 mln zł, aczkolwiek aż jedna trzecia to zasługa handlu akcjami KGHM. Najważniejsza spółka w portfelu WIG20 działa jednak na niekorzyść indeksu.
Właściwie to o ożywieniu inwestorów można mówić tylko w kontekście handlu akcjami miedziowego kombinatu. Na miejscu drugim pod względem wartości obrotów plasują się ex aequo trzy spółki z identycznymi obrotami. Handel walorami PKN Orlen, Lotosu i Telekomunikacji Polskiej wynosi po około 40 mln zł. Kursy dwóch ostatnich rosną, około 1 proc. tracą natomiast akcjonariusze płockiej rafinerii.
Oczy inwestorów zwrócone są jednak przede wszystkim na KGHM, którego walory zniżkują około 4 proc. Przy mizernym handlu akcjami pozostałych blue chipów o wyniku sesji może zadecydować sam KGHM. Nie wygląda to dobrze, WIG20 już dwukrotnie naruszył dolną granicę ośmiodniowej konsolidacji 2910-3000 pkt.
Na razie byki bronią się przy poziomie 2900 pkt. Pojawia się tu pewien popyt i dochodzi do kilkunastopunktowych odbić, ale sprzedający kilka minut po południu znów próbują pogłębić dzienny dołek na WIG20. Trudno prorokować na czyją ostatecznie stronę przechyli się szala zwycięstwa, najrozsądniej jest zachować spokój i reagować dopiero na zdecydowane wybicie. Sygnałem do sprzedaży akcji będzie silny zjazd poniżej 2900 pkt poparty na dodatek wzrostem obrotów.
Na dobrą sprawę dzisiejszy spadek na GPW wynika z przesłanek technicznych po wczorajszej słabej sesji. Nie widać natomiast bardziej fundamentalnych powodów do sprzedaży akcji. Wczorajsza sesja w Stanach Zjednoczonych na pewno nie daje wskazówek warszawskim inwestorom. Nie ma też większych zmian indeksów na giełdach zachodnioeuropejskich. ASZ