
Akcje największego koncernu motoryzacyjnego z Kraju Kwitnącej Wiśni, a równocześnie największego pod względem ilości producenta samochodów na świecie zdrożały podczas środowej sesji na tokijskiej giełdzie o ponad 8 proc. Wliczając poniedziałkową zwyżkę, łącznie w czasie tych dwóch sesji podrożały już o 12 proc. notując najmocniejszy wzrost od marca 2020 r. i najwyższy poziom wyceny od początku 2020 r.
Ponowny wybór Toyody na szefa koncernu wzbudzał kontrowersje wśród części akcjonariuszy. Argumentowali, że Toyota została w tyle za rywalami ze względu na zaangażowanie w podejście „wielościeżkowe” – oferując klientom różne opcje, sprzedając samochody benzynowe i hybrydowe, inwestując w pojazdy elektryczne, paliwa wodorowe i neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla. Kontrowersje budził też lobbing klimatyczny, stawiający w uprzywilejowanej pozycji pojazdy elektryczne, których produkcja i późniejsze obsługa (m.in. ładowanie i recykling akumulatorów) rodzą uzasadnione pytania o ekologiczność.
Toyoda został ponownie wybrany podczas środowego zgromadzenia akcjonariuszy, zaś spadek ogólnego poparcia (nawet jeśli był niewielki - dane o głosowaniu nie zostały na razie opublikowane) - może być postrzegany jako znak, że wnuk założyciela, a także zarząd, powinni zrobić więcej, aby uwzględnić obawy inwestorów.
Koncern broni się przed zarzutami, podkreślając, że plan inwestycyjny szacowany na 4 bln jenów (28,7 mld USD) związany z przyspieszenie przejścia na pojazdy elektryczne, który został ogłoszony pod koniec 2021 r. pozwala na nie pozostawanie w tyle za konkurencją.
Strategia Toyoty zakłada, że do 2026 r. koncern będzie w stanie sprzedawać 1,5 mln pojazdów elektrycznych rocznie i 3,5 mln do 2030 r. Oznaczać to będzie kolosalny wzrost względem zaledwie 38 tys. pojazdów zasilanych akumulatorami sprzedanymi przez Toyotę w roku fiskalnym zakończonym w marcu 2023 r.
