AKCYZA UDERZA W KONSUMENTÓW GUM

Górecki Radosław
opublikowano: 1999-02-25 00:00

AKCYZA UDERZA W KONSUMENTÓW GUM

Dystrybutorzy gum do żucia sięgają po kieszonkowe młodych ludzi

Producenci twierdzą, że spożycie gumy do żucia w Polsce wzrasta, ale daleko nam jeszcze do takich krajów jak USA, Brazylia czy choćby Czechy. Największą bolączką producentów jest to, że guma do żucia jest u nas traktowana jak towar luksusowy i w związku z tym obłożona jest podatkiem akcyzowym.

— Konsumpcja gumy do żucia niewątpliwie rośnie, ale jest nam jeszcze daleko do Zachodu. Tam konsument spożywa średnio 80 listków rocznie, a u nas ta liczba oscyluje w granicach 44-45 listków. To wynika z braku społecznej akceptacji żucia gumy, gdyż może to być postrzegane jako brak kultury. Wcześniej na rynku dominowały gumy z Turcji i Węgier, które nie zawsze były dobrej jakości. Dobry produkt na polskim rynku pojawił się dopiero pod koniec lat 80. — twierdzi Radosław Pawlak, marketing manager z Wrigley Distribution.

— W Polsce na głowę przypada spożycie 10-11 balonówek, na Zachodzie jest to średnio 70-80 kawałków. Daleko nam jeszcze do średniej światowej konsumpcji. Generalnie na świecie rynek gumy balonowej się kurczy. Jej udział w rynku spadł z 25 do 20 proc. Myślę, że jest to spowodowane coraz większym znaczeniem gum bezcukrowych, których spożywanie zalecają stomatolodzy — mówi Anna Pobidyńska, brand manager w Warner-Lambert Poland.

W Polsce gumę traktuje się się jako produkt luksusowy i dlatego jest ona obłożona podatkiem akcyzowym, co znacznie podnosi jej cenę.

— Podatek akcyzowy powoduje, że mamy wyższe ceny niż w innych krajach — zauważa Radosław Pawlak.

Anna Pobidyńska zwraca też uwagę na wysokie cło.

— Cło i akcyza powoduje, że gumy są w Polsce drogie. Cło podnosi koszt o 30 proc., a akcyza o 25 proc. — wylicza.

Ich troje

Rynek zdominowały firmy zachodnie. Liczą się trzej główni gracze. Jak twierdzą przedstawiciele Wrigley Distribution (na podstawie badań Amer Nielsen), firma ta ma największy udział w rynku, wynoszący 88,3 proc. Z kolei, według przedstawicieli Warner-Lambert Poland, udział tej ostatniej firmy w rynku gum balonowych wynosi w ujęciu wartościowym 11,2 proc., a w ujęciu ilościowym 9,2 proc. Głównym konkurentem dla Warner-Lambert jest General Deconfiteria, producent m.in. gumy Boomer. Nadal działa też kilku rodzimych producentów gumy do żucia. Jednak, jak twierdzi Jan Jakubczyk, właściciel firmy Jakubczyk, z produkcji samej gumy do żucia nie utrzymałby swojej firmy.

— Trzeba mieć szeroki asortyment słodyczy: lizaki, cukierki. Produkuję gumę balonową Kilometrówę. Aby zwiększyć sprzedaż, trzeba ją reklamować. Niestety, nie stać mnie na kampanie telewizyjne. Sprzedaż mojego produktu spada, gdy w telewizji promuje się konkurencja — mówi.

Jan Jakubczyk twierdzi, że sytuację branży słodyczy bardzo pogorszył kryzys w Rosji.

— Sprzedawaliśmy na tamtejsze rynki lizaki i cukierki i trochę gumy. Teraz trzeba sprzedać na krajowym rynku — dodaje.

Kto kupuje

Na kogo liczą producenci gum? Wytwórcy gumy do żucia starają się dotrzeć ze swoimi produktami do starszej młodzieży, natomiast producenci gum balonowych celują w gusty dzieci. Jak pokazują badania Taylor Nelson Sofers Poland, najlepszymi konsumentami są ludzie w wieku 15-24 lat, bowiem aż 49,8 proc. spożywa gumę nie rzadziej niż 3-4 razy w tygodniu. Najlepszymi grupami konsumentów dla producentów gum do żucia są studenci i uczniowie. Co ciekawe, aż 28,8 proc. bezrobotnych żuje 3-4 razy w tygodniu. Najmniej żują emeryci i renciści: 70,7 proc. z nich nie używa gum. Zaraz za nimi są rolnicy i rybacy, z których 43,4 proc. w ogóle nie żuje gum.

— Z punktu widzenia producenta, guma powinna być dostępna wszędzie. To prawda, że w supermarketach można dużo sprzedać. Jednak najważniejsze są małe punkty, takie jak kioski, stacje benzynowe czy małe sklepy spożywcze. To one generują największą sprzedaż — twierdzi Radosław Pawlak.

Radosław Górecki