Polski Elvis Presley, aktor Michał Milowicz od trzech lat prowadzi restaurację Maska. Teraz zamierza zarobić na nieruchomościach.
mak i blichtr. Gwiazdy i klimat amerykańskiego klubu z międzywojnia. Stołeczna restauracja Maska, należąca do aktora i piosenkarza Michała Milowicza oraz do restauratora ze Szczecina Artura Kałużnego i ekonomisty Szymona Krzyżanowskiego, jest taka, jaka miała być. I co najważniejsze — po początkowych problemach zaczyna coraz lepiej zarabiać. Milowicz zresztą ostatnio ostro płynie na biznesowej fali. Buduje apartamentowiec.
Co kieruje polskim Elvisem Presleyem, że coraz więcej czasu poświęca na przedsiębiorczość? Chce czuć się bezpiecznie.
Pierwsze koty za płoty
Kiedy trzy lata temu Michał Milowicz uruchamiał lokal przy Krakowskim Przedmieściu (500 metrów od Pałacu Prezydenckiego), nie zdawał sobie sprawy, jak ciężkie boje czekać mogą restauratora.
— Żeby dostosować wnętrze, wywieźliśmy ponad pięć ton gruzu. Prawdziwe przeboje zaczęły się jednak po starcie. Rolę czarnego charakteru zagrał nasz menedżer lokalu — wspomina aktor.
W 2004 r. przyjął do pracy eksperta od zarządzania restauracją, który miał doświadczenie zdobyte u królowej stołecznych restauratorów — Magdaleny Gessler. Kilka tygodni pracował całkiem nieźle, po czym zwinął weekendowy utarg Maski (około 50 tysięcy zł) i zniknął. Jak kamień w wodę. Policja nie znalazła go do dziś.
— Odtąd mocniej wziąłem sobie do serca maksymę, że pańskie oko konia tuczy — mówi Michał Milowicz.
Maska szybko stała się jednym z ważniejszych miejsc na rozrywkowej mapie Warszawy. Kameralne koncerty, specjalność lokalu, dawali tu niemal wszyscy najwięksi rodzimego show-biznesu — Ka- yah, Krzysztof Krawczyk, Michał Urbaniak czy Urszula Dudziak. Swoje recitale ma też Michał Milowicz.
— Czy jest mi łatwiej, bo mam nazwisko? I tak, i nie. Nie mogę sobie pozwolić na najmniejszą wpadkę, bo mam do stracenia nie tylko biznes. Łatwiej mi się dogadać z kolegami po fachu, dzięki czemu wiele fajnych rzeczy udaje się w Masce robić. Panie w urzędach mnie kojarzą, co też ma znaczenie. Choć niedecydujące — opowiada Milowicz.
Zdradza, że niebawem w Polsce powinny się pojawić kolejne lokale pod szyldem Maski. Pierwszy w Sopocie.
Krok dalej
Choć zapisał sobie piękną kartę jako jedna z jaśniejszych gwiazd najlepszego polskiego musicalu „Metro” — długo pracował na popularność. Przyszła dopiero wtedy, kiedy dostał jedną z głównych ról w serialu TVP „Sąsiedzi”.
Rola Cezarego Cwał-Wiśniewskiego na pierwszy rzut oka ma trochę wspólnego z prawdziwym życiem aktora. Cwał-Wiśniewski prowadzi klub muzyczny. Fikcyjny bohater nie nadąża jednak za pomysłowością swojego odtwórcy. Milowiczowi marzy się firma fonograficzna, agencja artystyczna dla utalentowanej młodzieży. Rok temu przymierzył się do budowy apartamentowca w jednej z najbardziej klimatycznych dzielnic stolicy — na Pradze, przy placu Szembeka.
— To rodzinna inwestycja Milowiczów. Dostaliśmy w spadku działkę. Tak zostałem deweloperem — przyznaje Michał Milowicz.
18 mieszkań Milowicz Development Sp. z o.o. w okolicy placu Szembeka ma mieć podwyższony standard i powierzchnię od 40 do 80 metrów. Będą duże tarasy.
— Zakończenie inwestycji planujemy w przyszłym roku. Sprzedaż ruszy na dniach. Cena za metr kwadratowy powinna się zamknąć w przedziale od 7,5 do 9 tysięcy złotych za metr kwadratowy i pozostaje niezmienna od początku realizacji aż po dzień, w którym przekażemy mieszkanie odbiorcy. Jeszcze jedno jest pewne. Na tym apartamentowcu firma nie zakończy działania. Szukamy działek pod kolejne inwestycje, małe kameralne budynki — mówi Michał Milowicz.
Aktor i piosenkarz przyznaje, że zdecydował się na dalsze budowanie nie tylko dlatego, że akurat jest na rynku koniunktura. Także dlatego, że przez rok, nim doszło do uzyskania wszystkich pozwoleń i zgód, wiele się o fachu dewelopera dowiedział.
— Dziś wiem, że gdy korony drzew posadzonych na innej działce przechodzą na naszą — to jest to poważny problem. Tak samo jak to, że zarząd spółdzielni sąsiadującej z budową wcale nie musi się zgodzić na jej prowadzenie, dopóki nie otrzyma odpowiedniego odszkodowania za uciążliwsze niż zwykle warunki — opowiada Michał Milowicz.
Dwie nogi
Polski Elvis Presley kocha aktorstwo i muzykę (właśnie kończy nagrywać drugą płytę), dlatego — mimo swoich inwestycji — nigdy nie powie, że jest bardziej biznesmenem niż artystą.
— Gram w Reprezentacji Artystów Polskich w piłce nożnej. Z nią, a nie z reprezentacją przedsiębiorców, wybieram się niebawem na mistrzostwa świata. A to o czymś świadczy. Tak naprawdę mój sposób na życie jest zbudowany na dwóch biegunach — śmieje się Milowicz.
Show-biznes daje mu możliwość realizacji pasji. Biznes stanowi wentyl bezpieczeństwa, bo wiadomo: łaska fana na pstrym koniu jeździ.
— Gdzie zarabiam więcej? Raczej ciągle jako aktor. Inwestycja w restaurację już się zwróciła. Przy apartamentowcu dopiero lada dzień wbijemy pierwszą łopatę. Zrozumiałe zatem, że ten biznes to na razie same wydatki — mówi Milowicz.
Zrozumiałe. Kto jednak nie inwestuje, ten nie ma. O tym aktor — jak widać — wie. Mimo że kiedyś chciał wyemigrować do Nowej Zelandii.
