Al Capone poszedł siedzieć właśnie za podatki

Jacek Zalewski
opublikowano: 2006-07-04 00:00

Wczorajszy pojedynek na konferencje prasowe premiera Kazimierza Marcinkiewicza z prezesem PZPN Michałem Listkiewiczem był dopiero zapowiedzią ostrej konfrontacji. Nasłanie właśnie teraz kontroli finansowej na Polski Związek Piłki Nożnej automatycznie przywołuje syndrom... Ala Capone, który był bezkarny, a do więzienia wsadził go dopiero urząd podatkowy. Nasza piłkarska „zbrodnia” popełniona została na oczach milionów świadków, a polegała na beznadziejnym odpadnięciu reprezentacji z mistrzostw świata. Gdyby nie Ekwador, władzy państwowej nawet nie śniłoby się żadne tam prześwietlanie PZPN.

Obecna rządowa gorliwość podszyta jest hipokryzją. Kiedy rok temu wybuchła afera korupcyjna, wywołana zeznaniami skruszonego grzesznika Piotra Dziurowicza, jedynym jej efektem okazał się środowiskowy ostracyzm wobec samego sprawcy. Łaknąca sukcesu ekipa PiS natychmiast przeprosiła się z PZPN, pragnąc płynąć na piłkarskiej fali ku politycznym korzyściom. Po pierwsze — dzięki sukcesowi na mundialu (co okazało się mrzonką), po drugie — wykorzystując staranie się wraz z Ukrainą o organizację Euro 2012.

Przybierając się do rozbicia układu w PZPN, budowniczowie IV RP muszą uwzględnić, że prezes Michał Listkiewicz jest zblatowany z Josephem Blatterem, prezydentem FIFA, i dzięki temu umocowany w światowych strukturach tak jak — zachowując wszelkie proporcje — żaden polski polityk! Piłkarska centrala w Zurychu na pewno nie da mu zrobić krzywdy. Podobny przypadek przeżywała siatkówka, a nazywał się on Janusz Biesiada — najpierw nie dawał się odciąć od stołka prezesa, a później szkodził nowym władzom na forum międzynarodowym. Chociaż decyzję w sprawie mistrzostw Europy 2012 podejmie 8 grudnia UEFA, a nie FIFA — to jednak stara piłkarska prawda mówi, że noga nogę myje...