Albo mercedes, albo pekaes

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 31-01-2007, 00:00

Francuski aktor Philippe Noiret mawiał, że życie przypomina krótką podróż. Dlatego trzeba ją odbyć pierwszą klasą. Jerzy Mazgaj nie tylko zajął miejsce w klasie biznes, ale także zarabia na sprzedaży miejscówek.

Zawsze uważał, że prawdziwy biznes robi się tylko na rzeczach drogich i dobrych. Wierzył, że w Polsce znajdą się ludzie skłonni wydać pieniądze na towary markowe, ze znanym i rozpoznawalnym logo. Przekonania zmienił w rzeczywistość.

Absolutny high end

Na początku lat 90., kiedy inni sprowadzali tiry tureckich sweterków, Jerzy Mazgaj postawił na ubrania Hugo Bossa. Niemieccy kontrahenci, u których starał się o licencję wyłącznego przedstawiciela, nie podzielali jego optymizmu, że będą nabywcy. Nalegał przez rok.

Na otwarcie sklepu w Warszawie zwaliły tłumy.

— Ludziom myliły się zera. Sądzili, że garnitury kosztują 2 mln starych złotych, a kosztowały 20 milionów — wspomina Jerzy Mazgaj.

Niejeden rozczarowany odchodził z kwitkiem. Ale znalazła się grupa klientów gotowych słono zapłacić, by się ubrać u Bossa. Tak spora, że sklepy pojawiły się w całej Polsce.

Z czasem kontrolowana przez Mazgaja Paradise Group sprowadzała inne znakomitości: Kenzo, Zegna, od niedawna Burberry i — to najnowszy nabytek w kolekcji — ubrania Armaniego.

— Armani to absolutny high end, dalej nie ma już nic — mówi Mazgaj, chociaż obwieszczał podobnie, gdy udało mu się dopiąć umowę z Burberry i Zegną.

Sprzedaje innym to, co sam lubi: dobre jedzenie, markowe ubrania i styl życia, który streszcza hasło reklamowe sieci Alma Market — wymyślone przez jego żonę: „Alma — apetyt na życie”.

Bractwo koneserów

Pozostaje aktywnym członkiem Stowarzyszenia Koneserów Whisky i Cygar — organizacji, o której świadek zeznający przed komisją ds. Orlenu mówił: „W statucie jest napisane, że (...) lubią whisky, wino, ale jednocześnie załatwiają między sobą określone jakieś interesy”.

Prezes Alma Market kocha wina, szkocką i cygara, o których zapomniał świadek w procesie Orlenu, i przyznaje, że przy szklaneczce whisky i dobrym dymku niejedno można załatwić. Przypomina, jak kiedyś na bankiecie poznał Takadę Kenzo. Wiedział, że Kenzo uwielbia cygara. Od tego zaczęła się rozmowa. Potem poszło gładko, bo Mazgaj o cygarach opowiada godzinami. Znajomość zaowocowała kontraktem z Paradise Group, która stała się u nas przedstawicielem marki Kenzo.

Hipermarket po tuningu

Nie traci z oczu młodszego dziecka swej biznesowej grupy: sieci delikatesów Alma Market. Przed kilku laty uznał, że doświadczenia rynku odzieżowego warto przenieść na rynek spożywczy. Powstał plan, by tandecie hipermarketów przeciwstawić ofertę droższą, ale w najlepszym gatunku. Kiedy Krakchemia zmieniła nazwę na Alma Market, analitycy sceptycznie patrzyli na przemalowany szyld, a inwestorów giełdowych pomysł z tuningiem hipermarketu początkowo trochę wystraszył.

Czas pokazał, czyje na wierzchu. Najpierw ludzie przychodzili tylko popatrzeć na produkty, o których słyszeli w telewizyjnych programach kulinarnych. Ceny robiły wrażenie, lecz nie mniejsze — różnorodność delikatesowego towaru. Z czasem coraz chętniej sięgali do kieszeni, by kupić kilka plasterków włoskiego sera, choć za te same pieniądze można nabyć kilogram sera podlaskiego.

— Klientami Almy wcale nie są specjalnie zamożni ludzie. Część produktów jest u nas nawet tańsza niż w hipermarketach. Za wyższą cenę oferujemy towar wyjątkowy. Zamiast kupować — zresztą dobry — serek z Piątnicy za 2,40 zł, który jadamy na co dzień, czasem lepiej wydać dwa razy więcej na ser z francuskiej części Pirenejów — przekonuje Mazgaj.

Rarytas w socjalizmie

W cygarach zasmakował w czasach głębokiej komuny, kiedy jeździł do Związku Radzieckiego na handel. Proletariusze za kopiejki kupowali wyśmienite kubańskie cygara, którymi Fidel spłacał ZSRR dług za ocalenie rewolucji.

Dzisiaj Jerzy Mazgaj w humidorze wielkości szafy gdańskiej trzyma grubo ponad tysiąc cygar. Odwiedził Kubę oraz najsłynniejsze plantacje tytoniu i fabryki cygar. Swą wiedzę zebrał kilka lat temu w książce „Cygara”.

W kwietniu ukaże się kolejna publikacja: o single malt. Szef Almy w Szkocji odwiedził wszystkie liczące się w pędzeniu whisky regiony, obejrzał najsłynniejsze gorzelnie i poznał koneserów. Uzbierał niezłą kolekcję — około 1,5 tys. butelek. Szczególne miejsce zajmuje w niej ulubiony gatunek — ardbeg.

Single malt to mercedes wśród whisky. Pochodzenie szkockiej z jednego zacieru jest pewne jak rodowód rasowego konia. Wiadomo, z jakiej destylarni się wywodzi, z której beczki, z jakiego zacieru, a nawet: z jakich upraw wzięto ziarna i z jakiego ujęcia wodę.

Szkocka z jednego zacieru nie znosi szoków temperaturowych, dlatego pije się ją bez lodu.

— John Cutts, prezes firmy deweloperskiej Parkridge, częstując mnie whisky single malt, zapytał, ile chcę kostek lodu. Jakiego lodu? — zapytałem. On na to — śmiejąc się — opowiedział, że kiedyś o mało nie pogrzebał szans na małżeństwo, bo na pytanie przyszłego teścia, ile sobie życzy lodu, poprosił o cztery kostki — wspomina Jerzy Mazgaj.

Sygnowana nazwiskiem Mazgaja książka pełnić ma po części rolę podręcznika. W tle tkwi też podtekst marketingowy: będzie dostępna w księgarniach i na stoiskach z single malt.

— To drogi alkohol — butelka kosztuje na przykład 6,6 tys. zł — wymagający oprawy. W high endzie produkt nie może być anonimowy. Chciałbym, by nabywca wiedział, że oferujemy mu produkt naprawdę najlepszej jakości. Dla tych, co nie znają się jeszcze na szkockiej, książka stanowić będzie przewodnik, dla znawców — miły dodatek — mówi Mazgaj.

Ten pomysł sprawdził się w sklepikach Premium Cigar (w 85 proc. należy do Mazgaja). W zeszłym roku spółka sprzedała w Polsce 250 tys. cygar w cenie od 50 do ponad 100 zł za sztukę.

— Rynku high end recesja nie dotyka. A nawet jeśli — jej skutki są znacznie łagodniejsze niż w innych sferach gospodarki. Kto jeździł mercedesem, nie pojedzie pekaesem — streszcza biznesowe motto Jerzy Mazgaj. My nie jesteśmy tego tacy pewni. n

Giorgio Armani od kilku dziesięcioleci utrzymuje się w ścisłej czołówce najbardziej wziętych projektantów mody i na razie nie wybiera się na emeryturę. Mistrz cały czas rozwija swój biznes. Na kwiecień zapowiedział się w Warszawie na otwarcie butiku z ubraniami jego marki. Wystrój, układ i wyposażenie sklepu od początku kontrolował.

Taki właśnie styl działania ma Giorgio Armani, który wszystkich biznesów dogląda osobiście. Chociaż kojarzony jest głównie z modą, to jego interesy są znacznie rozleglejsze. Mistrz oprócz ubrań firmuje nazwiskiem perfumy, zegarki i sieć hoteli na Bliskim Wchodzie, a pod szyldem Armaniego działają sklepy w 36 krajach świata. Roczne obroty grupy Giorgio Armani przekraczają miliard euro.

Ardbeg w rodzinie single malt jest jedną z mniej znanych whisky. Niektórzy twierdzą, że nie ma ona sobie równych wśród wszystkich szkockich. Zdecydowana w smaku, o silnych akcentach jodu, soli morskiej i wodorostów zdradzających jej pochodzenie. Ardbeg produkuje się na wyspie Islay, gdzie pędzono ją, na długo zanim zalegalizowano ją w 1823 r.

Niemal dokładnie rok temu Kuba hucznie obchodziła 40. rocznicę postania cohiby, ulubionego cygara Fidela Castro. Jest to jedyna marka, jaka się pojawiła na wyspie po zwycięstwie rewolucji. Cohiba to oczko w głowie El Comandante, konesera cygar. Powstała z najlepszych liści, z najlepszych odmian tytoniu wyhodowanego na najlepszej glebie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane