AMATORZY PSUJĄ RYNEK FOTOGRAFII

Renata Zawadzka
03-11-1998, 00:00

AMATORZY PSUJĄ RYNEK FOTOGRAFII

Agencje reklamowe nie liczą się z kosztami: wynajmują tuzów fotografii

Nadzieja na sławę i łatwy zarobek sprawiła, że na rynku fotograficznym obserwuje się nie kontrolowany napływ amatorów. Profesjonaliści twierdzą, że sprzedając swoje prace po zaniżonych cenach, szkodzą środowisku zawodowemu i klientom.

Fotografia, podobnie jak i inne elementy ilustracyjne, przeżywa swój rozkwit na rynku prasowym. Zwykle, to właśnie ona, a nie słowo pisane „niesie” całość artykułu. Stopniowo rośnie prestiż profesjonalnego fotografa, przez niektórych nadal jednak traktowanego jako dodatek do sprzętu. Jego prawa już nie tylko pozornie chronione są przez Związek Polskich Artystów Fotografów (ZPAF).

Meandry konkurencji

W tym zawodzie niewiele osób robi wielkie kariery. Na polskim rynku fotografii reklamowej liczących się nazwisk jest może ze 20. W prasie oczywiście znacznie więcej. Liczba fotografów amatorów zwabionych do zawodu nadzieją na duże zyski i popularność jest nieproporcjonalnie wielka w stosunku do popytu na ich usługi. Toteż wielu, za cenę dość iluzorycznej sławy, jest gotowych sprzedawać swoje prace po cenach oscylujących na granicy opłacalności.

— To zjawisko jest wykorzystywane przez wiele redakcji. Tymczasem zawodowiec nie powinien przyjmować ofert poniżej taryfikatora agencyjnego. To wbrew logice. Jeśli klient jest zainteresowany materiałem zdjęciowym, to go kupi bez uciekania się do proponowania żenująco niskich cen — twierdzi Janusz Kobyliński, prezes ZPAF.

Potwierdzają to realia rynkowe. O dobry materiał ilustracyjny, zwłaszcza o unikalnych walorach, redakcje same zabiegają. Konkurują też o profesjonalistów. Oczywiście nie wszystkie i nie o każdego.

— Wszędzie na świecie, w masie tytułów prasowych, dla fotografów liczy się zaledwie kilka. W Polsce taką markę ma na pewno „Twój Styl” i „Wprost”, a ostatnio także „Viva”. Szczególnym fenomenem jest też piątkowy „Magazyn Gazety Wyborczej”. Trzeba mieć naprawdę bardzo ciekawy materiał zdjęciowy, żeby się tam znaleźć, ale płacą dobrze — przyznaje Janusz Kobyliński.

Kwestia ceny

Stosunkowo nowym zjawiskiem w Polsce jest fotografia reklamowa. Na serio zaistniała wraz z pojawieniem się na polskim rynku międzynarodowych koncernów i dużych agencji reklamowych. Zjawisko stosowania cen dumpingowych nie ominęło także tego sektora rynku fotograficznego — chętnie jest ono wykorzystywane zarówno przez niektóre agencje reklamowe, jak i indywidualnych klientów.

— Nie wszyscy są świadomi tego, że reklama powinna jakością co najmniej dorównywać jakości produktu. Inaczej jest chybiona. Stosując kryterium najniższej ceny przy kreowaniu budżetu kampanii reklamowej, a więc i przy wyborze fotografii, można zrobić sobie krzywdę na własne życzenie i za własne pieniądze — przestrzega Janusz Kobyliński.

Widełki cenowe wydają się zupełnie absurdalne. Za prostą fotografię przedmiotu płaci się minimum 300 zł. Przy złożonych, reżyserowanych zdjęciach, wymagających zastosowania trudnej techniki, nawet więcej niż 10 tys. Sesja trzydniowa, z wykupieniem praw autorskich do produktu, może kosztować np. 40 tys. zł. Należy przy tym pamiętać, że za sesję płaci się osobno, osobną umową uzyskuje prawa autorskie.

— Koszt zdjęć nie przekracza pięciu procent budżetu przeznaczonego na kampanię reklamową. Różnica między fotografem tańszym i droższym to 1-2 proc. Toteż duże agencje reklamowe nie wahają się i wynajmują fotografów najlepszych z punktu widzenia danego projektu — zapewnia Janusz Kobyliński.

Nazwisko z katalogu

Z inicjatywy Klubu Fotografów Reklamowych, działającego przy ZPAF, w ubiegłym roku po raz pierwszy wydano Księgę Twórców Polskiej Reklamy, rodzaj albumu promocyjnego pod znamiennym tytułem „Biało-Czerwona”.

— Czegoś takiego poszukiwały agencje reklamowe. To był nasz odzew na zapotrzebowanie rynku. Powodzenie akcji zawdzięczamy jednak przede wszystkim temu, że w ciągu trzech lat działania w interesie środowiska klub uzyskał jego zaufanie — dowodzi Janusz Kobyliński.

Jego zdaniem, bez tego albumu dziś trudno sobie wyobrazić sensowne poruszanie się po rynku polskiej fotografii reklamowej i nie tylko. Drugie wydanie „Biało-Czerwonej” zupełnie serio potraktowali również graficy i ilustratorzy. Obecni są najlepsi, choćby Waldemar Świerzy, autor bardzo efektownej okładki albumu. Rzeczywiście jest bardzo pięknie wydany. Oferty poszczególnych autorów prezentowane są na odrębnych stronach. Za jedną płacą 1,5 tys. zł, a rozkładówka kosztuje o 50 proc. drożej.

— Przy założeniu, że jednodniowa sesja zdjęciowa kosztuje minimum 1,5 tys zł, fotografowi nawet z tzw. drugiej ligi zwraca się koszt reklamy po uzyskaniu jednego zamówienia. To zatem najtańszy i najskuteczniejszy sposób promocji — dodaje Janusz Kobyliński.

TO KOSZTUJE: Jednym z ważniejszych problemów, z którymi się nadal borykamy, jest naruszanie praw autorskich. Należy uświadamiać klientom, że to może ich kosztować 300 proc. standardowego honorarium — apeluje Janusz Kobyliński, prezes ZPAF.

OTWARTE DRZWI: Podobnie jak na Zachodzie, także w Polsce biznesmeni zaczną niebawem prosić nas o fotografie. To tylko kwestia czasu — zapewnia Ryszard Horowitz (po prawej), żyjąca legenda polskiej fotografii, od lat mieszkający i pracujący w USA. — Niech przychodzą, zapraszamy — ripostuje Mikołaj Grynberg, młody, ale już wzięty autor fotografii prasowej i reklamowej. fotografie: Grzegorz Kawecki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Renata Zawadzka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / AMATORZY PSUJĄ RYNEK FOTOGRAFII