Amazon spróbuje jedzenia

opublikowano: 06-06-2013, 00:00

Największy na świecie sklep internetowy ma na wielką skalę ruszyć ze sprzedażą jedzenia. Mocno ryzykuje

Kto nie idzie do przodu, ten zostaje w tyle — taka myśl musi przyświecać władzom Amazona, największego sklepu internetowego świata. Według zbliżonych do spółki źródeł, cytowanych przez agencję Reuters, e-sklep — którego debiut w Polsce już od kilkunastu miesięcy ma być „już tuż tuż” — w najbliższych miesiącach wystartuje nawet na 20 rynkach ze sprzedażą produktów spożywczych, którą od kilku lat testuje w Seattle pod szyldem Amazon Fresh. Tym samym może wkroczyć na grząski grunt, bo większości branżowych graczy internetowy handel jedzeniem oferuje na razie wyłącznie świetlane perspektywy i bardziej wymierne straty. Część ekspertów uważa jednak, że Amazon — który w tym tygodniu bez zapowiedzi i po cichu zadebiutował w Indiach — na „spożywce” wcale nie chce... zarabiać. Chodzi mu jedynie o zwiększanie obrotów. Przy okazji ma mocno rozbudowywać własną logistykę (magazyny i flotę samochodową), co może zagrozić kurierom, żyjącym dotychczas w symbiozie z internetowym gigantem.

PĘD DO ZMIAN: Amazon startował 19 lat temu jako internetowa księgarnia. Zrewolucjonizował branżę, szybko zaczął też handlować innymi produktami. Dziś na niektórych rynkach, m.in. w Wielkiej Brytanii, sprzedaje więcej e-booków niż tradycyjnych książek, coraz mocniej rozpycha się też w segmentach zarezerwowanych dotychczas dla konkurentów z realu. [FOT. BLOOMBERG]
PĘD DO ZMIAN: Amazon startował 19 lat temu jako internetowa księgarnia. Zrewolucjonizował branżę, szybko zaczął też handlować innymi produktami. Dziś na niektórych rynkach, m.in. w Wielkiej Brytanii, sprzedaje więcej e-booków niż tradycyjnych książek, coraz mocniej rozpycha się też w segmentach zarezerwowanych dotychczas dla konkurentów z realu. [FOT. BLOOMBERG]
None
None

— Spożywka w sieci to lider strat, ale Amazon z nawiązką może je rekompensować dzięki innym produktom zamawianym przy okazji. To przerażająca perspektywa dla jego konkurentów z rynku spożywczego — uważa Bill Bishop, analityk amerykańskiego rynku supermarketowego. Amerykańska branża spożywczego e-handlu jest warta 6 mld USD, polska — zaledwie 200 mln zł. Sprzedaż w internecie prowadzą u nas m.in. Tesco, Auchan, Alma, Piotr i Paweł oraz E.Leclerc, w Warszawie silną pozycję ma też Frisco.pl z portfela funduszu MCI. Pod szyldem A.pl jedzeniem w sieci handlowało też Bomi, ale obie spółki zdążyły już upaść. Według prognoz PMR, do 2014 r. branża osiągnie wartość 450 mln zł, co najmniej podwajając udział w sprzedaży całego rynku spożywczego, szacowany dziś na zaledwie 0,1-0,2 proc., pięciokrotnie mniej od średniej europejskiej. To jednak tylko prognozy, w które nie wierzy m.in. Carrefour — Jean Anthoine, prezes polskiego oddziału, mówił niedawno, że e-spożywczaki „to segment rynku, na który każdemu się spieszy, bo taka panuje moda”, ale jeszcze długo będzie raczkował i przynosił głębokie straty.

— Amazon nie musi tu szukać zysków — chodzi o zajęcie miejsca na potencjalnie dużym rynku i sprawienie, że konkurencji przestanie się opłacać wejście na niego — uważa Tomasz Karwatka, strateg e-commerce z Divante.pl. Jego zdaniem, wieszczony co jakiś czas polski debiut na pewno nie jest wysoko na liście priorytetów amerykańskiej centrali firmy, która np. dopiero niedawno zaczęła rozwijać się na znacznie większym i bardziej atrakcyjnym rynku południowoamerykańskim.

— Plotki o wejściu Amazona do Polski mają jednak dobrą stronę — wiszący nad nami cień giganta dopinguje rodzimą branżę do umacniania się na pozycjach i rozwijania oferty — mówi Tomasz Karwatka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane