Ambasador, czyli Amicus Oeconomiae

opublikowano: 14-11-2014, 00:00

Im więcej umów, tym mocniejsza pozycja dyplomaty, a to otwiera wiele drzwi — za takie myślenie i sukcesy Ursusa i Asseco Jacek Jankowski, ambasador w Etiopii, otrzyma dziś prezydencką nagrodę.

20 lat temu polski minister spraw zagranicznych potrafił powiedzieć, że sprzedaż mięsa to nie jego zadanie, ale w Europie dyplomacja polegająca na polityce i rautach dawno temu się skończyła. Zagraniczni prezydenci, kanclerze, premierzy przyjeżdżają do Polski z listą spraw do załatwienia i samolotem pełnym przedsiębiorców.

Jacek Jankowski, ambasador w Etiopii
Marek Wiśniewski

W Polsce przełom nastąpił za czasów urzędującego w latach 2007-14 Radosława Sikorskiego. W 2010 r. Paweł Wojciechowski, podsekretarz stanu w MSZ, a wcześniej prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, po raz pierwszy zaczął głośno mówić o dyplomacji ekonomicznej. W ministerstwie powstał wtedy departament odpowiadający za koordynację kontaktów urzędników ze spółkami.

Wiceminister zaprosił za pośrednictwem „PB” firmy, by zgłaszały się po pomoc do MSZ. W 2009 r. resort zrealizował 119 interwencji dyplomatycznych, w 2011 r. 600, a w 2012 r. — tysiąc. Od 2011 r. dyplomację ekonomiczną przejęła Beata Stelmach, obecnie szefowa GE w Polsce i krajach bałtyckich. To za jej czasów firmy zaczęły masowo jeździć z przedstawicielami rządu na misje gospodarcze.

W tym roku, gdy za dyplomację ekonomiczną odpowiada Katarzyna Kacperczyk, tylko przez sześć miesięcy 350 polskich spółek uczestniczyło w rządowych wizytach zagranicznych (w latach 2012-13 było ich 460), 100 firm spotkało się z zagranicznymi misjami gospodarczymi, a 120 uczestniczyło w szkoleniach ds. zamówień publicznych w organizacjach międzynarodowych.

Przedsiębiorcy nie mogą się nachwalić urzędników MSZ, a resort nie spoczywa na laurach. W ubiegłym roku Radosław Sikorski spotkał się w Juracie z prezesami największych firm, by dowiedzieć się, jak MSZ może im pomóc. Od stycznia tego roku ruszył system oceny ambasadorów we wszystkich 160 placówkach dyplomatycznych. Oceniane jest wsparcie: informacyjne, wizyt gospodarczych, kluczowych transakcji handlowych i projektów inwestycyjnych oraz ogólna promocja gospodarcza i interwencje w przypadku dyskryminacji lub naruszania praw polskich firm. Dziś po raz pierwszy wręczona zostanie nagroda Prezydenta RP Amicus Oeconomiae — wyróżnienie za wybitne osiągnięcia na polu dyplomacji ekonomicznej. Nie zanosi się na siedem chudych lat.

„PB”: Otrzyma pan dziś przyznawaną po raz pierwszy nagrodę Prezydenta RP Amicus Oeconomiae, wyróżnienie za wybitne osiągnięcia na polu dyplomacji ekonomicznej. Czyja to zasługa? Może po prostu znalazł się pan na właściwym miejscu we właściwym czasie? Rząd uruchomił program GoAfrica, premier pojechał z wizytą, Ursus podpisał kontrakt, wszyscy zaczęli interesować się Etiopią. Czy gdyby pojechał pan na Madagaskar, to też zostałby pan został najlepszym ambasadorem?

Jacek Jankowski, ambasador RP w Etiopii: Nie odpowiem na tak postawione pytanie. Poza tym wcale nie wszystko układa się idealnie. W październiku była zaplanowana wizyta premiera Tuska, ale premier został przewodniczącym Rady Europejskiej i nie mógł przyjechać do Etiopii. Tymczasem w Afryce wizyta na wysokim szczeblu daje dodatkowy impuls gospodarczy. Oczekiwania były spore, wynegocjowaliśmy kilka umów międzyrządowych, w tym o unikaniu podwójnego opodatkowania i wzajemnej ochronie i popieraniu inwestycji zagranicznych — to taki pakiet, który dla biznesu jest bardzo ważny. Planowaliśmy zorganizowanie Polsko-Etiopskiego Forum Gospodarczego, które zainicjowaliśmy w ubiegłym roku.

Czyli teraz liczy pan na wizytę pani premier w Etiopii. Czy coś jeszcze? Przydałaby się może kolejna rządowa pożyczka?

— Oczywiście, taka wizyta na wysokim szczeblu przyniosłaby Polsce z pewnością wiele korzyści gospodarczych. Trwają rozmowy na temat pożyczki do 50 mln USD na wsparcie sektora rolno-spożywczego w Etiopii. Etiopczycy zaznaczają, że chcą ją przeznaczyć na modernizację sektora cukrowniczego. Krajowa Spółka Cukrowa podpisała z Ethiopian Sugar memorandum of understanding i ma szansę na kontrakt.

Czy poza Asseco, Ursusem i KSC w Etiopii pojawią się kolejne polskie firmy?

— Tak, zainteresowanie jest duże. Na przykład Airon Tech z Bydgoszczy prowadzi rozmowy na temat współpracy przy turbinach wiatrowych. Firma była pierwszy raz w Etiopii, pokazała możliwości techniczne, do kontraktu jeszcze trochę. Jest też szansa dla producenta ubrań dla armii, ale to na razie bardzo wstępny etap.

Afryka to duży kontynent, ale polskich inwestorów nie ma aż tak wielu. Czy ambasady RP walczą między sobą, żeby przyciągnąć firmy właśnie do swojego kraju?

— Mówimy o „wolnym rynku” wśród ambasadorów. Każdej placówce zależy na wzmocnieniu relacji gospodarczych z krajami akredytacji. Wzajemnie sobie pomagamy. Wymiana informacji i współpraca między ambasadorami są na porządku dziennym. Każdy sukces gospodarczy w Afryce motywuje do dalszych działań, zarówno dyplomację, jak i biznes.

Czy najlepszy ambasador pracuje w świątek-piątek? Czy wychodzi pan z ambasady, wyłącza komputer? Proszę się podzielić know-how.

— Tu nie ma żadnej filozofii. Wystarczy chcieć, być aktywnym, dyspozycyjnym, otwartym na nowe pomysły i kontakty. Moja komórka jest oczywiście włączona zawsze. Poza tym nagrodę otrzymuje ambasador, ale to wyróżnienie dla całego zespołu. W przypadku Etiopii to troje dyplomatów, którym bardzo serdecznie dziękuję za pracę. Dzięki kontraktom gospodarczym wzmacniam moją pozycję polityczną.

Inaczej traktują mnie rząd i Unia Afrykańska — jestem ambasadorem, z którym inni się liczą i chcą spotykać. Dobre kontakty polityczne, które wypracowałem, z pewnością ułatwiają relacje gospodarcze. Jesteśmy w stanie zorganizować kilka spotkań na poziomie ministerialnym w bardzo krótkim czasie. Dzwonię do ministra gospodarki, finansów, szefów największych banków, firm i organizuję spotkanie. W moim interesie jest zachęcanie firm do nawiązywania kontaktów i inwestowania. Tak właśnie postrzegam rolę dyplomacji ekonomicznej. Odchodzimy od typowo XIX-wiecznej dyplomacji, która oznaczała tylko politykę i rauty.

To prawda, że dyplomacja w stylu XIX wieku była w polskich ambasadach obecna jeszcze 10 lat temu?

— 5 listopada minęły dwa lata, od kiedy jestem ambasadorem. Pierwszy raz kieruje placówką. Przedtem pracowałem w Stałym Przedstawicielstwie Polski przy Unii Europejskiej, gdzie zajmowałem się m.in. Afryką, ale to się nie liczy, bo tam praca koncentruje się na wielostronnej dyplomacji.

Co pan planuje, gdy za dwa lata skończy się kadencja?

— Powrót do centrali MSZ.

A potem? Znowu ambasada w Afryce, gdzie już się pan sprawdził?

— Jest to opcja.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane