Ameryka w akcji, Europa się boi

Kamil Koprowicz
opublikowano: 27-03-2012, 00:00

Analitycy w USA podchodzą do giełdy z entuzjazmem. Europę zbyt ciężko doświadczył kryzys

Według agencji Reuters inwestorzy, którzy czekają na zwrot kierunku danych gospodarczych z USA i obawiają się spadków na Wall Street, martwią się na zapas. Za oceanem rośnie apetyt na ryzyko, który może wspomóc rynek akcji. Europejscy inwestorzy chcą w to wierzyć, ale jeszcze brakuje im odwagi.

Giełda lepsza od obligacji

Amerykańscy analitycy i zarządzający funduszami oczekują dłuższego rajdu w górę na Wall Street, mimo słabszych danych z Europy i niekorzystnych cen ropy. Coraz większy optymizm widać również wśród inwestorów. W zeszłym tygodniu analitycy Goldman Sachs wydali raport, w którym bardzo optymistycznie oceniają rynek akcji.

„Perspektywy stóp zwrotu z rynku akcji w porównaniu z obligacjami są najlepsze od pokolenia” — czytamy w raporcie Goldman Sachs. W ubiegłym tygodniu S&P500 osiągnął wartość powyżej 1400 pkt. Tak wysokiego kursu amerykańskiego indeksu nie widziano na Wall Street od pierwszego półrocza 2008 r. To również sygnał dla uczestników rynku, że giełda w USA odrabia straty związane z upadkiem banku Lehman Brothers i początkiem długiego kryzysu na rynkach.

— Czy dłuższy rajd w górę na Wall Street jest możliwy? Myślę, że tak, ale nie będzie to prosta linia zmierzająca w górę, po drodze mogą pojawić się przeszkody — mówi Art Steinmetz, dyrektor inwestycyjny Oppenheimer Funds, funduszu z Nowego Jorku, który zarządza aktywami o wartości ponad 177 mld USD.

Zarządzający funduszem obstawiają akcje, w związku z ożywieniem w gospodarce USA, ponadto przeważają bardziej ryzykowne klasy obligacji. — Przez ostatnie 5 lat niewielu inwestorów brało pod uwagę długoterminowy plan. Teraz gracze tylko czekają, by wejść na rynek — mówi Dean Junkans, dyrektor inwestycyjny w Wells Fargo Advisors.

Koniec zmartwień?

W poprzednim roku na giełdach częściej gościły spadki i czerwony kolor. Inwestorzy wykazywali dużą niechęć do ryzyka. Co za tym idzie, na popularności zyskiwały obligacje skarbowe z USA, a także złoto, dolar, jen i frank (przed interwencją SNB), uważane za bezpieczne aktywa. W tym roku klimat na rynkach ma ulec zmianie.

Pierwsze sygnały były widoczne na giełdach w styczniu i lutym. Indeks S&P500 wzrósł o 11 proc. w tym roku i o 30 proc. od dołka w październiku 2011 r. Indeks cen surowców Thomson Reuters Commodity Index zanotował wzrost od stycznia o 2,4 proc. W tym czasie euro umocniło się względem dolara o ponad 2 proc. w porównaniu z 3,2-procentowym spadkiem w 2011 r.

— Sytuacja w strefie euro w ostatnich miesiącach uległa poprawie. Oczekuję, że kurs pary EUR/USD wzrośnie do 1,38 euro za dolara w ciągu pół roku i 1,45 euro za dolara na koniec 2012 r. — mówi Thomas Stopler, główny strateg walutowy Goldman Sachs.

Amerykańscy eksperci w swoim optymistycznym podejściu zwracają uwagę na tymczasowe zaleczenie problemów Grecji (przyznanie drugiej transzy pomocy) i drugą rundę operacji LTRO, przeprowadzoną przez EBC. Plany umocnienia euro mogą pokrzyżować zapowiedzi gorszej sytuacji w europejskim przemyśle i usługach oraz kolejne słabsze dane ekonomiczne ze Starego Kontynentu.

USA miłe dla kapitału

Amerykańską giełdę jako pierwszy punkt lokaty inwestycji oceniają zarządzający Scottish Windows Investment Partnership, funduszu z Edynburga, który obraca kapitałem 220 mld USD. Akcje są najbardziej przeważanym sektorem w portfolio firmy.

— Ożywienie w USA okazało się solidniejsze, niż oczekiwaliśmy. Wzrost na Wall Street prawdopodobnie zagości na dłużej — mówi William Low, zarządzający funduszu.

Według niego, im więcej zwyżek na Wall Street, tym większy optymizm wśród amerykańskich inwestorów. Niechęć do ryzyka spada z każdą sesją, a akcje są coraz milej widziane w portfelach inwestycyjnych. W ciągu ostatnich 10 lat premie za ryzyko w USA i Europie stopniowo rosły i osiągnęły szczyt w sierpniu 2011 r. wraz z załamaniem na rynkach.

Od tego czasu premie za ryzyko spadają, co oznacza lepsze perspektywy dla rynku akcji. Zakładane przez Williama Lowa premie za ryzyko sugerują, że amerykańskie indeksy mają jeszcze potencjał wzrostu o 10-15 proc., a europejskie od 6 do 8 proc.

Dwa bieguny rynków

Gorsze nastroje panują w Europie. Po publikacji ostatnich indeksów PMI dla przemysłu i usług indeksy zanotowały mocne spadki. Gorsze nastroje utrwala wzrost cen ropy.

Mario Monti, premier Włoch, podczas konferencji w Cernobbio ostrzegł przed potencjalnym wpływem problemów Hiszpanii na resztę kontynentu. Polityk zaznaczył, że Hiszpania nie przywiązuje należytej wagi do finansów publicznych. Monti powiedział również, że nie trzeba wiele, by problemy Hiszpanii wpłynęły na inne kraje Eurolandu.

Obawy zwiększa spadek indeksu PMI dla przemysłu Chin. Wcześniej rząd Państwa Środka obniżył prognozy PKB na 2012 r. do 7,5 proc. Potencjalne twarde lądowanie w Chinach martwi firmy, które wchodzą na tamtejszy rynek (np. Daimler), a także największe spółki surowcowe z Australii i innych krajów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Koprowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu