Amerykanie złożą quady w Opolu

opublikowano: 28-03-2013, 00:00

Nareszcie motoinwestycja. Polaris inwestuje 95 mln zł w wałbrzyskiej strefie i obiecuje 350 miejsc pracy

Nie lubicie pędzących po lesie quadów? W Opolu je lubią. Gdy pracownicy urzędu miasta pokazywali potencjalną działkę pod inwestycję amerykańskiego producenta quadów, skuterów śnieżnych, motocykli i pojazdów wojskowych, zadbali, by przedstawiciele spółki „przypadkiem” przejechali obok dokazujących na czterokołowcach osób. To — i kilkadziesiąt innych atutów — spowodowało, że Opole zdobyło inwestycję w montownię pojazdów, a to w Polsce wielka gratka.

None
None

Jak magnes

— Wczoraj wydaliśmy zezwolenie na działalność firmie Polaris Poland. Do końca 2015 r. zainwestuje 50,6 mln zł, a do września 2020 r. — 95,7 mln zł. Do końca 2015 r. zatrudni 270 osób, a do końca 2017 r. — 350 — wymienia Barbara Kaśnikowska, prezes Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Invest-Park. Jest szansa na więcej.

— W decyzji środowiskowej jest mowa o produkcji 250 tys. pojazdów rocznie. Pewnie firma zacznie od niższego poziomu: zobaczy, jak się sprzedają w Europie, Rosji, na Bliskim Wschodzie i w Afryce, a potem zwiększy moce. Spodziewamy się, że wkrótce wokół montowni Polarisa pojawią się producenci komponentów, a za 10-15 lat — może także laboratoria R&D.W Opolu nie brak dobrych inżynierów — twierdzi Arkadiusz Wiśniewski, wiceprezydent Opola.

Choć biuro prasowe firmy nie odpowiedziało wczoraj na pytania „PB” o inwestycję, to w prezentacji z marca tego roku firma zapowiada, że otworzy w Europie zakład za 50 mln USD. Na jego terenie znajdą się: spawalnia, malarnia oraz montownia quadów (ATV — od all terrain vehicle, czyli pojazd na każdy teren) i SxS, czyli pojazdów przypominających jeepy (jest w nich miejsce dla pasażera obok kierowcy). Zakład ma rozpocząć produkcję w drugim półroczu 2014 r.

Jak się kusi

Firma do Opola trafiła we wrześniu ubiegłego roku.

— Polaris przyjechał do nas wraz z pracownikami Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Amerykanie brali pod uwagę inwestycję na Słowacji, w Czechach i jednym z krajów Europy Zachodniej, a w Polsce też mieliśmy rywali. Udało nam się ich przekonać dobrą lokalizacją, rynkiem pracy, gwarancją, że wszystko, co zaplanują, zrealizują w terminach, bo nie będą mieć problemów z zezwoleniami. Zaoferowaliśmy klasy anglojęzyczne dla dzieci pracowników firmy — była mowa nawet o 50 osobach z kadry. Współpracę obiecuje Politechnika Opolska, znakomite zaplecze badań, kadry i szkoleń. Koszty pracy mamy konkurencyjne w porównaniu z Górnym i Dolnym Śląskiem. Grunt sprzedajemy inwestorom po preferencyjnych stawkach. Zadeklarowaliśmy poprawienie stanu drogi publicznej w pobliżu działki. Dostawcy

mediów również okazali się elastyczni, a zakład komunikacyjny zaoferował dowożenie pracowników — wymienia Arkadiusz Wiśniewski. Przyznaje, że miastu szczególnie zależało na tym inwestorze, bo w okolicach Opola bezrobocie często przekracza 20 proc.

Wychodzą na świat

Inwestycja w Opolu to część zakrojonego na szerszą skalę projektu Polaris. W Indiach stworzy joint venture, w które w ciągu trzech lat zainwestuje 50 mln USD. W 2012 r. sprzedaż wzrosła o 21 proc., do 3,2 mld USD. Polaris zatrudnia 4,9 tys. pracowników, z których podobno wszyscy mają akcje spółki. Ciekawe, czy w Opolu też tak będzie?

Quady na hamulcu

Branżowa organizacja ATVEA (do której należy m.in. Polaris) szacowała w 2010 r., że unijny rynek quadów jest wart rocznie ponad 2 mld EUR, a działające na nim firmy zatrudniają 12 tys. osób. Nie wiadomo, ile dokładnie quadów jeździ po polskich drogach i, zwłaszcza, leśnych ścieżkach, wiadomo jednak, że przybywa ich coraz wolniej.

— Brakuje oficjalnych danych na temat liczby quadów w Polsce, ale szacujemy, że jest ich w granicach 80-100 tys.— mówi Grzegorz Głowienka, redaktor naczelny serwisu Quadzik.pl i magazynu Quadzik. Według niego branża, korzystając ze sprzyjającego kursu EUR i USD, rosła do 2010 r., potem jednak — wraz z kryzysem i ograniczeniem wydatków przez Polaków — sprzedaż mocno spadła i z rynku wycofała się część firm, zwłaszcza w najtańszym segmencie.

— Najtańsze, chińskie quady kupuje się za 2-4 tys. zł na Allegro. Kilkanaście tysięcy zł trzeba wydać na zdobywające rynek maszyny tajwańskie, na nieco wyższej półce są quady japońskie, kanadyjskie i amerykańskie, kosztujące powyżej 30 tys. zł — mówi Grzegorz Głowienka. Japończycy, m.in. Yamaha, Suzuki i Kawasaki, tracą w ostatnich latach rynkowe udziały na rzecz północnoamerykańskich i tajwańskich konkurentów. Sprzedaż wszystkich zaś cierpi z powodu nowych ograniczeń, nakładanych na kierowców quadów.

— Segment quadów sportowych, kupowanych przez hobbystów, podobnie jak cała branża off-roadowa, jest w stagnacji. Presja ekologów i leśników sprawiła, że oprócz zakazów wjazdów do lasów trudniej jest obecnie organizować imprezy. Bez zmian w ustawie o lasach państwowych i wyznaczenia szlaków dla off-roadowców nic się nie zmieni — mówi Grzegorz Głowienka. Stagnacja nie ominęła też polskiego rynku akcesoriów do quadów, ale sprzedawcy i producenci intensywnie szukają nowych klientów.

— Rośnie segment quadów użytkowych, wyposażonych np. w kosiarkę czy pług, które oferowane są sadownikom, rolnikom lub leśnikom. Walczy się także o kontrakty od instytucji, takich jak Straż Graniczna, które coraz chętniej kupują takie pojazdy — mówi Grzegorz Głowienka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk, MZAT

Polecane