Kolejna sesja w USA, podczas której rynek sygnalizuje, że jedynie czeka na pretekst do zwyżki. Wczoraj praktycznie nic się nie wydarzyło, więc pozostawało wpatrywanie się w rynek ropy, ustawianie się pod piątkowy raport z rynku pracy, wystąpienie Alana Greenspana i reagowanie na informacje ze spółek. Reakcją rynku na ciągle rosnące ceny ropy było jedynie zmniejszenie aktywności. Niedźwiedzie znowu nie wykorzystały okazji do ataku. Wiara we wzrosty jest zbyt duża i to jest pozytyw, ale w krótkim okresie. Przyjdzie za to zapłacić, ale będziemy się tym martwili za kilka tygodni. Szczególnie, jeśli cena ropy będzie nadal rosła, a jak widać spekulanci wykorzystują nadal każdy pretekst do wywołania zwyżki. Wczoraj na przykład powodem wzrostu cen był mniejszy niż oczekiwano przyrost zapasów w amerykańskich magazynach. Inwestorzy tak dali sobie wmówić tezę o niewielkim wpływie ceny ropy na gospodarkę, że nawet wzmacniali dolara i sprzedawali obligacje (rosła rentowność). Widać było wyraźnie, że jest to gra pod miesięczny raport z rynku pracy, a fundamenty nie grają tu żadnej roli. Można powiedzieć, że rosnąca cena ropy pomagała rynkowi, bo rosły ceny koncernów paliwowych. Sesja nie zmieniła zasadniczo obrazu rynku, ale potwierdziła sygnał kupna na indeksie S&P 500. Rynek wyraźnie chce kontynuować hossę.
Dzisiaj odbędą się posiedzenia dwóch banków centralnych: Banku Anglii i ECB. Nie spodziewam się istotnych decyzji – stopy procentowe nie ulegną zmianie, ale inwestorzy będą się wczytywali w komunikaty i wsłuchiwali w słowa prezesa ECB. Nic z tego zapewne nie wyniknie, bo wiadomo, że Jean-Claude Trichet uważa, iż inflacja stopniowo zbliża się do celu inflacyjnego banku. Poza tym wie, że nie może podstawiać nogi europejskiej gospodarce, która jest ciągle bardzo słaba. Dane o tygodniowej zmianie ilości bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych może tym razem wpłynąć na rynek (jeśli dane będą słabe), bo ile czasu można pogarszające się dane tłumaczyć huraganami? Dopiero po naszej sesji może się coś wydarzyć, bo będzie przemawiał Alan Greenspan, szef Fed, a po sesji wyniki poda Alcoa (wchodzi w skład indeksu DJIA). Co prawda trudno oczekiwać, żeby szef Fed powiedział coś nowego (szczególnie tuż przed wyborami), ale inwestorzy zawsze z niepokojem czekają na jego wystąpienia i starają się je interpretować. Nie zawsze jednak ma to potem wpływ na ruchy indeksów. Nie spodziewam się, żeby wynik Alcoa miał jutro wpływ na rynek, bo to jest spółka zależna od surowców (aluminium) i wyniki po prostu musi mieć dobre, a to powinno być już zawarte w cenach akcji. Pytanie tylko, czy po dobrych wynikach kurs wzrośnie czy nastąpi realizacja zysków. Reakcja inwestorów dużo nam powie o stanie rynku.
We wtorek nasz rynek bał się nieco reakcji rynków amerykańskich na wzrosty cen ropy i złe dane makro. Wczoraj inwestorzy już wiedzieli, że amerykańskie byki nie poddają się nawet najgorszym informacjom, a węgierski BUX bije rekord za rekordem (choć wczoraj też się korygował). Mimo tego sesja była jednak korekcyjna, ale z bardzo optymistyczną końcówką. Nadal utrzymuje się jednak zagrożenie techniczne – we wtorek zarówno na WIG jak i WIG-20 powstała, często zapowiadająca korektę, świeca spadającej gwiazdy. Nie obawiałbym się tego, gdyby nie selektywność rynku. Widać, że polskie fundusze (one opiekują się małymi spółkami) nie mają gotówki albo szykują ją na oferty pierwotne, a spółki z TechWig najwyraźniej nie będą miały dobrych wyników za trzeci kwartał — dopiero czwarty jest dla nich dobry. W tej sytuacji wystarczy, żeby zagranica na chwilę odstawiła popyt i rynek natychmiast się załamie. Tak czy inaczej na razie od sektora TMT i większości małych spółek trzeba trzymać się z daleka, ale uwaga: pierwszy sygnał, że coś się w tych sektorach dzieje i kursy wystrzelą do góry. Generalnie rynek byka jest niezagrożony.